Katolicy w Etiopii są zagrożeni
Środa, 8 lipca 2026 (17:06)Rana głęboko krwawi. Znajdujemy się w kluczowym momencie historii katolików w Tigraju: po 180 latach budowania Kościoła albo się podniesiemy i pójdziemy naprzód, albo jesteśmy skazani na zniknięcie - wskazał eparcha eparchii adigrackiej Kościoła katolickiego obrządku etiopskiego Tesfasellassie Medhin.
Cztery lata temu zakończyła się wojna domowa w Etiopii. Eparcha podkreślił, że żadna z obietnic zawartych w porozumieniach pokojowych między rządem federalnym a regionalnym, zawartych w Pretorii (RPA), nie została zrealizowana, a obecnie napięcie i niepewność znów są wysokie. Najnowszym tego sygnałem w rejonie Tigraj na północy Etiopii, którego stolicą jest Adigrat, są przymusowe pobory młodych w celu uzupełnienia sił obrony regionalnej. Każdego dnia może dojść do wznowienia wojny na północy kraju.
Eparcha Tesfasellassie Medhin był głosem tych, którzy nie mieli głosu podczas bardzo krwawej wojny domowej w latach 2020–2022. Mówiąc o obecnej sytuacji w Tigraju zaznaczył, że „to zapomniany region”. „Wszyscy mówią o wojnach w Strefie Gazy i na Ukrainie, co bardzo nas smuci, ale to, co dzieje się tutaj, jest równie poważne” - podkreślił w rozmowie z Avvenire.
Poinformował, że w latach 2020–2022 doszło w tym rejonie do „ludobójstwa”. Co najmniej 135 tys. kobiet doświadczyło przemocy seksualnej. Wielu ludzi żyje w skrajnym ubóstwie. Są zależni jedynie od niewielkiej pomocy, jaką są w stanie im zaoferować organizacje pozarządowe i organizacje Kościoła katolickiego.
„Ludności uwięzionej w obozach dla przesiedleńców już od sześciu lat brakuje leków, a my wszyscy nie możemy się leczyć ani swobodnie poruszać bez narażania się na niebezpieczeństwo” - wskazał eparcha. Usługi publiczne ani szkoły nie działają. „Mamy 50 zamkniętych szkół katolickich na obszarach wiejskich” - poinformował. Eparcha podkreślił, że młodzi wyjeżdżają, gdyż nie ma rodziny, która nie straciłaby kogoś bliskiego. Sam stracił 30 krewnych na skutek działań wojennych.
Zapytany o drogę do pokoju Tesfasellassie Medhin zaznaczył, że jedynym rozwiązaniem jest wdrożenie porozumień z Pretorii w życie. Poinformował, że od sześciu lat Tigraj jest wykluczony z życia politycznego kraju, a ze względów bezpieczeństwa mieszkańcy rejonu nie brali udziału w niedawnych wyborach.
Eparcha zaznaczył również, że statystyki dotyczące przemocy wobec kobiet „są przerażające”, podobnie jak jej fizyczne i psychiczne konsekwencje. „Dla nas te historie to konkretne osoby, które spotkaliśmy. Często padły ofiarą zbiorowych gwałtów” - poinformował.
Opowiedział o matce trójki dzieci. Została porwana na ulicy przez grupę żołnierzy i zgwałcona. Nie powróciła z dziećmi do rodziny. Jest poważnie chora. „Zabraliśmy ją do szpitala” - mówił eparcha. Kobieta nie jest w stanie wyżywić swoich dzieci. „Pomagamy jej, jak tylko możemy; została porzucona nawet przez własną rodzinę po tym, jak została okrutnie zgwałcona” - dodał.
Bardzo wielu ludzi cierpi nie tylko fizycznie, ale także ich zdrowie psychiczne jest poważnie zniszczone. „Wszyscy cudem przetrwaliśmy dwa straszne lata wojny, a to pociąga za sobą poważne konsekwencje”. Zniszczone zdrowie wpływa na znaczny poziom ubóstwa wśród najmłodszych. Poza tym kreatywność i przedsiębiorczość mieszkańców Tigraju uległy osłabieniu.
Walka o przetrwanie
„Te napięcia, zagrożenie nową wojną, paraliż usług publicznych i wynikające z tego ubóstwo są traumatyczne” - mówił eparcha. „Zamierzam utworzyć tutaj katolicką służbę ds. zdrowia psychicznego”. Na zakończenie poprosił Kościół o dalszą pomoc. „Walczymy o przetrwanie” - podsumował.