• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Trudna droga NINIWA Team

Środa, 29 maja 2013 (09:18)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja Mary Spisak z 26. dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię:

Ci wybitnie otwarci ludzie, którzy ostatniej nocy gościli naszych herosów, okazali się muzułmanami. Po mojej wczorajszej rozmowie z ojcem Tomkiem pan Igor (gospodarz) do późnej nocy rozmawiał z naszym ojcem liderem… o życiu,  wierze. O tym, że choć wyznają inną religię, a jednak obydwaj wierzą w JEDNEGO Boga, modlą się do TEGO SAMEGO Boga. O północy z minaretu słychać było nawoływanie do modlitwy. Podczas Ekspedycji Jerozolima takie zdarzenia były na porządku dziennym, teraz  tutaj, w Rosji, nikt się tego nie spodziewał.

Rano grupa nie musiała nastawiać swoich budzików, gdyż obudziły ją  poranne modlitwy muzułmanów o godzinie 5.00. Algorytm dzisiejszego podziału na podgrupy polegał na podziale według wieku. I grupę stanowiły dzieci, II średniaki, a III emeryci i renciści.

Dodatkowo ojciec Tomek (mistrz LOGISTYKI) wprowadził nową zasadę: grupa I decyduje, w którym miejscu odbywa się postój, oraz pod koniec dnia szuka noclegu. Ojciec częściowo przekazał swoją odpowiedzialność decyzyjną, tj. oddał w pewnym sensie swój ostatni głos. Uczestnicy wyprawy cieszą się, że też mogą decydować, nikt do nikogo nie ma pretensji, ojciec też jest zadowolony. Coraz więcej decyzji zależy od grupy. Obustronna RADOŚĆ. Wielką sztuką jest włączać ludzi w odpowiedzialność, w podejmowanie decyzji, tak aby powstało z tego DZIEŁO. Chciałabym tutaj posłużyć się przykładem właśnie takiego DZIEŁA, jakie powstało (i dalej powstaje, rozwija się, staje się coraz większe) w Kokotku. Jest to dzieło młodych i starych, wierzących i niewierzących, bogatych i biednych ludzi. Ludzi, którzy przez chęć włączania się w odpowiedzialność, obowiązki oraz podejmowanie decyzji przyczyniają się do rozrostu (na skalę duchową i fizyczną) tego miejsca.

Pierwszy dystans był wyjątkowo nudny… Zero wypadków, zero awarii… Nuuuuda… Nie ma nawet o czym pisać, dobrze chociaż, że trochę kilometrów nakręcili (50 km). Nie był to przyjemny dystans, gdyż pogoda średnio im dopisywała od samego rana, było zimno, z nieba padała lekka mżawka.

Na drugim dystansie wreszcie coś się zaczęło… Flap Marcela. Podczas drugiego dystansu z powodu ulewy dociągnęli tylko do 40 km (w sumie na licznikach mieli już dzisiaj 90 km). Tak padało, że nie dało się jechać. Zatrzymali się więc, żeby przeczekać to oberwanie chmury. Okazało się jednak, że długo nie przestawało i że z krótkiej przerwy zrobiła się długa, obiadowo-mszowa, połączona ze wszystkimi codziennymi modlitwami, tj. Litania Loretańska, modlitwa do bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Ciekawe, czy śpiewali Apel Jasnogórski w porze obiadowej (zapomniałam zapytać…). Ojciec nic na temat Apelu nie wspominał, więc pewnie zaśpiewali go na koniec dnia. À propos przeczekiwania złej pogody i przeznaczania tego czasu na modlitwę… 2 lata temu, podczas wyprawy do Maroka, złapała nas podobna ulewa w Portugalii. Też musieliśmy ją przeczekać... Też była Msza św., po Mszy św. dalej padało. Nie dało się jechać, nie wiedzieliśmy za bardzo, co ze sobą zrobić. Pamiętam, ktoś rzucił hasło: „walnijmy” dystans na RÓŻAŃCU. Może wytłumaczę, o co chodzi… NINIWA Team swoje dystanse rowerowe zwykle robi średnio na 50 km, a w Różańcu jest 50 „Zdrowaś Maryjo” i tym sposobem „zrobiliśmy” dystans na RÓŻAŃCU (tj. odmówiliśmy 1 część). Chyba Maryja sama się o niego dopominała, w końcu jechaliśmy wtedy do Fatimy. Po Różańcu wyszło słońce.

Dzisiejsza Ewangelia mówiła BEZPOŚREDNIO o naszych rowerzystach.
Piotr powiedział do Jezusa: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą”.

Jezus odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym. Lecz wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi”.

Ojciec Tomek w relacji zaznaczył: „My też zostawiliśmy nasze domy, nasze obowiązki, nasze prace, nasze rodziny. Podczas naszej drogi otrzymaliśmy wiele innych domów, otrzymaliśmy ekipę 24 ludzi, z którymi żyjemy jak bracia i siostry. Być może niejedna z obecnych tu osób ma bliższe relacje ze »współkręcącą« siostrą czy bratem niż z rodzeństwem, z którym żyje na co dzień.”

A co będzie dopiero, kiedy zostawisz i opuścisz wszystko i pójdziesz za Nim?
Co będzie, kiedy wszystko oddasz Panu Bogu?

Ojciec Tomek podzielił się w relacji tym, co otrzymał, jak poszedł za Jezusem.

Kokotek, Niniwa, NINIWA Team – wymieniam tylko to, czego ja mogłam doświadczyć, a ojca Tomka znam dopiero od 2 lat. Na jego przykładzie, tj. na przykładzie jego życia, widać, że WARTO, WARTO PÓJŚĆ ZA JEZUSEM!

Trzeci dystans dzisiejszego dnia to znowu 50 kilometrów. Na tym odcinku zaczęły się typowe góry, dużo podjazdów. Góry nie są wysokie, swoim wyglądem przypominają Beskid Śląski, więc co to dla naszych rowerzystów, rzeźbili już po dużo wyższych wysokościach w Alpach lub Pirenejach. Przewyższenia nie są problemem, problemem jest jedynie to, że w Rosji jest mało dróg, które prowadzą przez góry. Przez to jest więcej aut na poszczególnych drogach, sporo TIR-ów, a co za tym idzie – jazda taką trasą jest nieprzyjemna. Ale co to dla naszych. Przycisną mocniej i Ural za chwilę będą mieli za plecami.

Po trzecim dystansie przerwę spędzono na zakupach. Do sklepu trzeba było zjechać kawałek z trasy głównej. Przy głównej drodze zostało kilka osób, m.in. Michał Piec, Wojtek Mazur i Marcin Mazurek. Gdy tak czekali na pozostałych, podjechał do nich samochód z  podejrzanymi osobnikami w środku. Po całym tym zdarzeniu stwierdzili, że musiała to być miejscowa mafia. Podejrzani goście z auta wyciągnęli broń, zaczęli się nią chwalić przed naszą trójką. Chwalić po to, żeby później móc ją sprzedać chłopakom. Ciekawe, co pomyśleli nasi chłopcy? Ostatecznie całe to zdarzenie zakończyło się pozytywnie, tj. przybijaniem „piątek” i „żółwików”. W tym samym czasie podjechała policja, która widziała cały epizod z bronią. Zamiast zacząć legitymować/aresztować podejrzanych typów, przywitali się z nimi jak ze starymi kumplami… „Rosja to nie kraj, to stan umysłu”.

Na ostatnim dystansie pielgrzymi musieli pokonać trzy konkretne podjazdy. Grupą prowadzącą była „grupa dzieci”. Widząc 150 km na swoich licznikach, zaczęli szukać noclegu. Wcześniej, w swojej pokorze i posłuszeństwie wobec przełożonego, pomimo tego, że ojciec dał im władzę podejmowania takich decyzji, grupa się zatrzymała, poczekała na grupę emerytów (czyli tę, w której jechał ojciec Tomek – jakby ktoś miał wątpliwości) i zapytała dla pewności. „Dzieci” znalazły nocleg przy drodze na placu, który jednocześnie był parkingiem i bazarem. Stały tam puste stragany. Po wcześniejszym zapytaniu o zgodę właściciela/stróża tego miejsca rozbili się z tyłu placu, żeby odciąć się od drogi, na której panuje dość duży ruch.  Na placu jest też dostęp do wody, można się umyć. Dobrze, że udało im się dzisiaj znaleźć nocleg w cywilizowanym miejscu. Spanie „na dziko” w Rosji może okazać się niebezpieczne. Jest tu dużo zwierząt, np. wilki czy niedźwiedzie. Mateusz Mika dzisiaj np. miał spotkanie z łosiem. 

Ojciec nie znał dokładnej nazwy miejscowości. Wiadomo, że jest to gdzieś przy głównej trasie M5. W trakcie relacji (18.30 polskiego czasu) wszyscy już spali.

A co słychać u naszej pary młodej?
Ojciec przytoczył dwa epizody z ostatnich dwóch dni, które świadczą o tym, że naprawdę Sara z Piotrkiem są sobie „przeznaczeni”. Otóż dzisiaj rosyjski ptak zostawił „ślad” po sobie, ale tym razem na rowerze Sary. Widać wybitnie ich te ptaki lubią. Ciekawe, czy były to gołąbeczki... 
Drugi epizod związany był z kolacją, którą chcieli sobie zrobić. A dokładnie z jajecznicą, którą mieli w planach sobie przygotować. Wczoraj nie dowieźli jajek na miejsce noclegu w całości. Wszystkie im się potłukły. Piotrek z Sarą widać są uparci albo mają duże ciśnienie na jajecznicę (wiadomo, białko jest potrzebne), bo dzisiaj również kupili jajka. Tym razem udało im się zjeść romantyczną kolację na świeżym powietrzu w górach Ural.

Pozdrowienia:

Pozdrowienia oraz najlepsze życzenia urodzinowe od Krzyśka Skoka dla siostrzeńca Karola.

Złote myśli ojca Tomka OMI:
 Jedną z najtrudniejszych umiejętności człowieka jest umiejętność pozostawiania.

Bilans dnia:
•    151 km

Nocleg:
– ? przy drodze M5


Przejechanych do tej pory kilometrów: 3523