Wszystko postawił na Maryję
Wtorek, 28 maja 2013 (19:52)Z Anną Rastawicką z Instytutu Prymasa Stefana Kardynała Wyszyńskiego rozmawia Mariusz Kamieniecki
28 maja 1981 roku zmarł Prymas Tysiąclecia Stefan kardynał Wyszyński. Była Pani świadkiem odchodzenia Księdza Prymasa...
– To były bardzo trudne dni. Jakby dwa ciosy spadły wtedy na Polskę – umieranie Prymasa Tysiąclecia i zamach na Ojca Świętego. Od chwili wyboru ks. kard. Wyszyński z największą miłością i troską otaczał modlitwą posługę Ojca Świętego, śledził każdy jego krok, każde słowo. Pewnego dnia, nawiązując do misji św. Jana Chrzciciela, powiedział: „Jemu róść, mnie się umniejszać”. Kiedy dowiedział się o zamachu na Ojca Świętego, aż się skulił pod wpływem tej wiadomości, mówiąc: „Zawsze się tego bałem”. Odtąd wszystko ofiarował za Jana Pawła II. 14 maja 1981 r. w ostatnim przemówieniu do wiernych stolicy, które odtwarzane było z taśmy magnetofonowej podczas Mszy Świętej przed kościołem św. Anny 14 maja 1981 r., powiedział: „I dlatego proszę Was, aby te heroiczne modlitwy, które zanosicie w mojej intencji na Jasnej Górze i w świątyniach warszawskich i diecezjalnych, gdziekolwiek, abyście to wszystko skierowali w tej chwili wraz ze mną ku Matce Chrystusowej, błagając o zdrowie i siły dla Ojca Świętego. Czyńmy te niewielkie ofiary, aby nasz ”wdowi grosz„ wyjednał miłosierdzie Boże, aby Chrystus rozeznał ogromną miłość, którą mamy do Jego Zastępcy na ziemi”.
Z kolei 22 maja w przemówieniu pożegnalnym do Rady Głównej znajdujemy słowa, które świadczą o tym, że ks. kard. Wyszyński ofiarował swoje życie i cierpienia w intencji Jana Pawła II. „Ojciec Święty! Nie potrzebujemy mówić o naszych do niego uczuciach i o tej dziwnej po prostu synchronizacji naszego życia, zwłaszcza w ostatnich latach, aż do tego momentu. Ta synchronizacja mnie osobiście zobowiązuje mocno wobec Ojca Świętego i ja to zobowiązanie przyjmuję świadomie, z pełnym zrozumieniem i uległością”.
Bł. Jan Paweł II powiedział: Oby Kościół i Naród pozostał mocny dziedzictwem kard. Stefana Wyszyńskiego. Oby to dziedzictwo trwało w nas. Co znaczą te słowa?
– Najbardziej dogłębną odpowiedź na to pytanie znajdujemy w cytowanych już słowach Ojca Świętego: „Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża Polaka (...) gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła (...)”. W tych słowach Papież ukazał, co było najważniejsze w misji Prymasa Tysiąclecia. Jego życie jest dla nas drogowskazem, że wiara jest najważniejsza w naszym życiu osobistym i społecznym. Wielokrotnie ks. kard. Wyszyński powtarzał, że możemy stracić wszystko, abyśmy tylko nie stracili wiary. Był czas w naszych dziejach, że straciliśmy niepodległość, straciliśmy państwowość, ale nie straciliśmy wiary. Dzięki tej wierze ocaliliśmy naszą tożsamość i odzyskaliśmy wolność.
Co było najważniejsze dla Prymasa Wyszyńskiego?
– W latach prześladowań Kościoła przez reżim komunistyczny za sprawę najważniejszą uważał właśnie obronę wiary sercach ludzi. Dlatego zawarł porozumienie, zgodził się nawet na pewne ograniczenia, aby tylko obronić Chrystusa w sercach ludzi. Gdy jednak rząd chciał przejąć władzę jurysdykcyjną w Kościele, Prymas z całą mocą powiedział: „Non possumus”. Zapłacił za to trzyletnim więzieniem, ale się nie ugiął. Prymas Wyszyński swoim życiem i postawą uczy nas, że „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”. Uczy nas też, że w sytuacjach beznadziejnych nie wolno opuszczać rąk, bo zawsze mamy jeszcze Pomoc – Bogurodzicę Maryję. Zachować dziedzictwo ks. kard. Wyszyńskiego to przejąć od niego tę wielką ufność i miłość ku Matce Najświętszej, która w Jasnogórskiej Ikonie dana jest jako pomoc ku obronie naszego Narodu.
Jakie jest dziedzictwo ks. kard. Wyszyńskiego?
– Odchodząc z tej ziemi, w czasie sakramentu chorych 16 maja 1981 r. Prymas powiedział: „Przyjdą nowe czasy, wymagają nowych świateł, nowych mocy, Bóg je da w swoim czasie. Pamiętajmy, że jak ks. kard. Hlond, tak i ja wszystko zawierzyłem Matce Najświętszej i wiem, że nie będzie słabszą w Polsce, choćby ludzie się zmieniali”. Dziedzictwo ks. kard. Wyszyńskiego to także wielka szkoła szacunku dla człowieka, miłości społecznej i umiejętności zwyciężania największej nawet nienawiści przebaczeniem i miłością. Żyjąc w systemie opartym na walce klas, wytrwale głosił prawo miłości i sam kierował się tym prawem. W roku milenijnym, 1966, żyjąc na przełęczy dziejów między jednym tysiącleciem chrztu a drugim, siły ciemności chciały sprowadzić Polskę z drogi wiary i miłości. Władze komunistyczne jakby się zawzięły na Prymasa i Episkopat. Za list do biskupów niemieckich Prymas Wyszyński został nazwany zdrajcą, zakłady pracy i uczelnie pod przymusem wysyłały protesty. Bojówki organizowane przez UB zakłócały porządek nabożeństw milenijnych. Nawet Ojcu Świętemu Pawłowi VI odmówiono prawa udziału w centralnej uroczystości 3 maja na Jasnej Górze. W takiej atmosferze Prymas Polski mówił w stolicy 24 czerwca 1966 r. „Będziesz miłował bliźniego swego. I to każdego! Tego, co ma serdeczne oczy, i tego, który ma oczy szklane. Tego, co ma żar w piersi, i tego, co nosi w piersi lód. Tego, który ma ku Tobie wyciągniętą braterską dłoń, i tego, który Cię dźga oczyma. Każdego! (...) Ciągle Was pouczam, że ten zwycięża – choćby był powalony i zdeptany – kto miłuje, nie ten, który w nienawiści depcze. Ten ostatni przegrał! Kto walczy z Bogiem miłości – przegrał! A zwyciężył już dziś – choćby leżał na ziemi podeptany – kto miłuje i przebacza, kto – jak Chrystus – oddaje serce swoje, a nawet życie za nieprzyjaciół swoich”.
Tak dojrzewała pokojowa rewolucja w Polsce. Tak rodziła się solidarność społeczna. Z tej nauki czerpał bł. ks. Jerzy Popiełuszko. To jest dziedzictwo, które czyni Naród mocny i niezwyciężony. Tym, o czym należałoby jeszcze wspomnieć, to głęboka miłość do Ojczyzny ks. kard. Wyszyńskiego. „Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce. I cokolwiek czynię dla Kościoła, czynię dla niej” – powiedział Prymas Tysiąclecia, wpajając w serca Polaków prawdę, że „po Bogu największa miłość należy się Ojczyźnie”.
Dziękuję za rozmowę.