• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Ocena osobistego zawinienia Kani to rzecz sądu

Wtorek, 28 maja 2013 (14:38)

Zawsze w tego typu sprawach jest związek przyczynowy między samym czynem a zawinieniem sprawcy, który podlega ocenie. Analogicznie w przypadku uniewinnienia wicepremiera PRL Stanisława Kociołka w procesie Grudnia '70 niewątpliwie jego działania leżały w związku przyczynowym z zakresem masakry na Wybrzeżu. Natomiast sąd rozstrzyga kwestie osobistego zawinienia takiego skutku działań.

Chodzi o to, czy podpisując dane dokumenty, wygłaszając określone poglądy jako osoba decydenta, mógł przewidywać i przewidywał skutki. W sprawie Grudnia '70 podobnie jak zamachu stanu 13 grudnia 1981 r. mieliśmy do czynienia ze sprzysiężeniem aparatu władzy komunistycznej.

Zarówno wicepremier Kociołek, jak i I sekretarz PZPR Stanisław Kania niewątpliwie byli uczestnikami takiego sprzysiężenia. W jednym i drugim wypadku został naruszony obowiązujący porządek prawny. Otwartym pozostaje świadomość, akceptacja i odpowiedzialność za skutki wywołane działaniem tego sprzysiężenia. Obowiązuje zasada indywidualizacji czynu i winy.

Niewątpliwie, dla mnie wprowadzenie stanu wojennego było zamachem stanu, niezgodnym z ówczesnym prawem, dokonanym na życzenie Moskwy. Zobowiązał się do tego rządzący układ w Polsce: gen. Wojciech Jaruzelski i Stanisław Kania, I sekretarz PZPR.

Natomiast samo wprowadzenie stanu wojennego i jego skutki, mimo że sprzeczne z ówcześnie obowiązującym prawem, muszą być oceniane przez sąd z punktu widzenia bardzo zindywidualizowanego charakteru winy.

Nie jestem w stanie określić stopnia zawinienia po stronie I sekretarza Kani. Wiadomo, że był człowiekiem, który służył wówczas całemu systemowi komunistycznemu. Jednak spiritus movens wszystkiego był oczywiście gen. Jaruzelski. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, że był to zamachu stanu.

Sam odpowiadałem parokrotnie w ramach odpowiedzialności dyscyplinarnej adwokackiej za takie twierdzenie. Trybunał Konstytucyjny dopiero w 2011 r. przyznał, że miałem rację, forsując tezę, która była zresztą poparta wówczas przez opinię śp. dr. Janusza Kochanowskiego.

Trudno ferować orzeczenie wobec indywidulanej osoby w ramach odpowiedzialności zbiorowej. Ta rzecz należy do sądu. Praktyczny udział I sekretarza Kani w przygotowywaniu stanu wojennego był faktem. Nie mnie oceniać jego braku akceptacji lub oporu przeciwko temu, co postanowiono w Moskwie. Jako I sekretarz PZPR miał ograniczony zakres odpowiedzialności w ramach struktury prawnej władzy PRL do akceptacji bądź podżegania do zaplanowanego przestępstwa zamachu stanu.

To gen. Jaruzelski był wykonawcą poleceń Moskwy i zwodził opinię publiczną pozorami ugodzenia się z „Solidarnością” i polskim Episkopatem, kiedy przygotowania do stanu wojennego planowane od marca 1981 r. były na ukończeniu (spotkanie z przewodniczącym NSZZ „Solidarność” Lechem Wałęsą i ks. Prymasem Józefem Glempem 4 grudnia 1981 r.).

W jakim stopniu Kania opierał się bądź przeciwstawiał się przygotowaniom do ataku na społeczeństwo i do przekreślenia możliwości pokojowych rozstrzygnięć w rozwoju sytuacji, pozostaje do oceny sądu. Faktem jest, że III RP w dużej mierze składa się z pełniących niejednokrotnie prominentne funkcje, tych, którzy podżegali do rozwiązań siłowych w grudniu 1981 r., je realizowali i ponoszą odpowiedzialność za zniweczenie pozytywnych kierunków rozwoju społecznego w dialogu „Solidarności” z władzą komunistyczną.

not. JD


Piotr Ł. Andrzejewski – adwokat, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, senator I, II, III, IV, VI i VII kadencji, od 2011 r. sędzia Trybunału Stanu. Był przedstawicielem społecznym NSZZ „Solidarność” na procesie Grudnia ’70.

Piotr Łukasz Andrzejewski