Druk 3D pomocny przy przeszczepie twarzy
Wtorek, 28 maja 2013 (09:52)Cztery trójwymiarowe wydruki modeli czaszki ofiary wypadku i zdrowego człowieka wykonali podczas przygotowań do pierwszego w Polsce przeszczepu twarzy przeprowadzonego niedawno w Gliwicach specjaliści z firmy n-LAB.
Modele ułatwiły lekarzom z Centrum Onkologii zaplanowanie zabiegu oraz weryfikację położenia przeszczepianych tkanek. Wykonała je współpracująca już wcześniej z tym ośrodkiem firma n-LAB, będąca pierwszą spółką spin-out Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
Jak poinformował jej właściciel i adiunkt na Uniwersytecie Śląskim dr inż. Marcin Binkowski, podstawą powstania wydruku są w takiej sytuacji dane z tomografii komputerowej.
– Kiedy przesłano mi dane pacjenta, któremu przeszczepiono później twarz, myślałem, że nie są kompletne. Okazało się, że są prawidłowe, po prostu wypadek tak bardzo zniszczył jego twarz i zdezintegrował układ kostny – powiedział.
Po konsultacjach z dr. Piotrem Jędrzejewskim z Centrum Onkologii przystąpiono do drukowania modeli trójwymiarowych z wykorzystaniem drukarki 3D znajdującej się w Laboratorium Mikrotomografii na Uniwersytecie Śląskim w Chorzowie. Powstały dwie wersje czaszki okaleczonego pacjenta oraz dwa wydruki czaszki zdrowego pacjenta o podobnej budowie – wszystkie w skali 1:1.
Drukarka 3D „drukuje”, wykorzystując płynną żywicę poliakrylową, utwardzaną następnie światłem ultrafioletowym. Na warstwę podporową natryskiwane są kolejne warstwy na podstawie obrazu przekroju przez model. Wydruk jednego modelu trwa kilkanaście godzin.
– Myślę, że dużą zaletą tej technologii dla lekarzy jest niezwykła wierność odtworzenia oryginalnej geometrii oraz ciężar właściwy zbliżony do ciężaru prawdziwej kości. Umożliwia to dokonywanie bliskich rzeczywistości symulacji wybranych elementów zabiegu – podkreślił dr Binkowski.
Pierwszy w Polsce przeszczep twarzy przeprowadził 15 maja w Centrum Onkologii w Gliwicach zespół pod kierownictwem prof. Adama Maciejewskiego. Biorcą był 33-letni mężczyzna, któremu podczas pracy maszyna do cięcia kamieni ucięła większą część twarzy.
IK, PAP