• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

NINIWA Team dotarła do Ufy

Wtorek, 28 maja 2013 (09:04)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja Mary Spisak z 25. dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię:

To miało być wczoraj, ale ponieważ ojciec Tomek nie zażywa lecytyny (lek na lepszą pamięć i koncentrację), jest dzisiaj. Otóż, wczoraj mama Wojtka obchodziła podwójne święto, bo oprócz Dnia Matki świętowała też swoje urodziny. Wojtek wczoraj o tym podwójnym święcie pamiętał. Prosił też o przekazanie we wczorajszej relacji życzeń i pozdrowień, ale tak jak wspomniałam, ojciec stał się Słoniem Trąbaskim i zapomniał… za co najmocniej przeprasza i sam również przesyła najserdeczniejsze życzenia.

Dzisiaj wszystko odbywa się zgodnie z planem. Pobudka o 5.00. Jeśli ktoś tu, w Polsce, chodzi późno spać, tj. po 1.00 w nocy, to u nich to jest godzina pobudki i można zasypywać grupę SMS-ami, z pozytywnymi tekstami/myślami/cytatami albo po prostu uśmiechem.

Na pewno taka dobra myśl albo uśmiech, który daje początek nowemu dniu, będzie czymś, co spowoduje, że będzie im się lżej jechało (taka sugestia ode mnie). Godzinę później wyjazd. Tak, jak wspominałam wczoraj w relacji, grupa jest podzielona na 3 podgrupy. Zazwyczaj podział, kto jedzie, w której grupie, był narzucony z góry. W pierwszej któryś z chłopaków oraz „dzieuszki”, w dwóch pozostałych reszta facetów. Dzisiaj nastąpiła zmiana. Ekipa ma się dzielić na 3 podgrupy przed startem. Za każdym razem ma być inny algorytm (sposób) podziału. Dzisiaj np. było do trzech odlicz i „jedynki” jechały razem, „dwójki” razem i „trójki” razem.

Jutro algorytm znowu będzie inny (nikomu pewnie poza ojcem prowadzącym nieznany). Oprócz tego kolejność grup w trakcie jazdy też się zmienia, np. pierwszy dystans robią w kolejności „jedynki”, „dwójki”, „trójki”, następny: „trójki”, „jedynki”, „dwójki”, kolejny „dwójki”, „trójki”, „jedynki” itd. Taki podział oraz rotacja ma uczyć uczestników wyprawy większej miłości do drugiej osoby. Nie każdy, każdego lubi. Zwłaszcza w tak dużej grupie. I jeżeli znajdzie się ktoś, kto zamknie się na 1 osobę, to tym samym zamyka się na Pana Boga i nie może Go poznać. On jest w każdym człowieku, bo każdy jest stworzony na Jego obraz i podobieństwo.

Pierwszy dystans 50 km nakręcili nasi rowerzyści bez żadnych wypadków, bez żadnych awarii. Nie było też jazdy pod wiatr, nawet czasami zdarzyło się, że jechali z wiatrem. To był pierwszy dzień w Rosji, kiedy było bardzo płasko. Ukształtowanie terenu, pogoda, wiatr – wszystko sprzyja nabijaniu kilometrów. Na dzisiejszym pierwszym odcinku grupę mijał polski TIR, po fladze Górnika pewnie poznał, że to rodacy, dlatego też wyprzedził grupę i zatrzymał się na poboczu.

Grupa też chciała zamienić z kierowcą TIR-a dwa słowa, dlatego też zjechała za nim. Ojciec z całej tej radości nie zdążył wyhamować do odpowiedniej prędkości, by zmienić nawierzchnię z asfaltu na żwir, stracił równowagę i miał bliskie spotkanie z asfaltem, ale powstał i żyje.

Wszystko z nim w porządku. Jedzie dalej, gwiżdżąc w swój czerwony liderski gwizdek, pewnie wymachuje swoim kapelusikiem (choć w tym roku chyba jedzie w swoim superkasku – prezent urodzinowy od NINIWY Team) i krzyczy „Ciśniemy na Syberię”. Dla grupy była to ogromna radość – spotkać Polaka tak daleko od Ojczyzny, pewnie i dla p. Andrzeja z Radzynia Podlaskiego (którego serdecznie pozdrawiamy) również było to niesamowitym przeżyciem… spotkać tylu zakręconych ludzi.

Zaraz później była przerwa. Kolejny dystans łyknęli równie szybko jak pierwszy. Kolejna przerwa wypadła przy magazynie, gdzie znajdowała się studnia z pitną wodą. Ludzie z wiosek, przez które przejeżdża ekipa, serdecznie ich pozdrawiają. Jest radość!

Następny dystans liczył 40 km. Podczas tego dystansu przytrafiła się pierwsza i jedyna awaria dzisiejszego dnia. W prawej manetce ojca Tomka pękła sprężynka. Właściciel roweru bardzo dziękuje Marcinowi za przyjście z pomocą i sprawną wymianę. Na szczęście Marcin w częściach zapasowych miał identyczną manetkę, stąd też taka ekspresowa wymiana była możliwa. Przerwa obiadowa po tym dystansie odbyła się przy przydrożnym barze. Górnik kupił sobie grillowanego kurczaka, z czego też bardzo się ucieszył. Pamiętam, że gdy byliśmy w Portugalii, kilka dni przed Fatimą ciągle powtarzał, iż ma ochotę na kurczaka z grilla. Niestety, nigdzie nie mógł go dostać, ale w końcu się udało w Fatimie. Pamiętam, jak się cieszył. Ojciec mówił, że i tym razem było podobnie. Proszę popatrzeć, jak niedużo człowiekowi potrzeba do szczęścia – wystarczy jechać na wyprawę. Oprócz kurczaka w barowym menu były jeszcze placki z mięsem, coś podobnego do naszych racuchów (tylko że nasze są z jabłkami).

Po przerwie obiadowej, ok. 15.15, rowerzyści przemieścili się 2 km dalej, by znaleźć spokojne miejsce na odprawienie Mszy Świętej.

W dzisiejszej Ewangelii jest mowa o bogatym młodzieńcu, który pyta Jezusa, co ma czynić, aby osiągnąć życie wieczne. Jezus mu odpowiedział: „Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie”. Młodzieniec odszedł zasmucony. Nie poszedł za Jezusem, zabrakło mu odwagi. Najtrudniejsza jest decyzja pójścia za Jezusem, najtrudniejszy jest moment zawierzenia Mu swojego życia. Żeby pójść za Jezusem, trzeba Go kochać. Kiedy już się zdecydujemy, droga, wiadomo, nie jest i nie będzie łatwa, ale na pewno łatwiejsza niż sam moment podjęcia decyzji. Ta myśl ma praktyczne przełożenie w naszych „przyziemnych” decyzjach, takich jak decyzja uczestnictwa w wyprawie rowerowej. Najtrudniejsze jest podjęcie decyzji, później już musisz „tylko” (!) kręcić.

Podsumowując:

„Najlepszą metodą na życie…

Najlepszą metodą na pracę…

Najlepszą metodą na sport…

Najlepszą metodą na wypoczynek…

Najlepszą metodą na dobre relacje…

 …jest MIŁOŚĆ!

…ale miłość według Jezusa Chrystusa to nie miłość, która jest tylko uczuciem albo jakąś swobodą obyczajów” (ojciec Tomek OMI). „Tylko wtedy dojedziemy do Wierszyny, jeśli będzie pomiędzy nami miłość. Jazda w grupach uczy nas prawdziwej Miłości Jezusa Chrystusa. Miłości, która jest otwarta na każdego człowieka”. Bogaty młodzieniec był za bardzo zniewolony tym, co posiadał, dlatego też trudno było mu się jej uczyć. Można to odnieść do NINIWY Teamu. Jeżeli ktoś nie będzie potrafił jechać w podgrupie bez osoby, do której jest „przywiązany”, to znaczy, że nie jest osobą wolną, a do miłości potrzebna jest wolność. Jadąc w grupie różnych ludzi, wydoskonalamy się w miłości.

Po Mszy św. nakręcili kolejny dystans, dociągając jednocześnie do 200 km. Wybiła już godzina 19.00. Dojechali do miejscowości Ufa, gdzie zatrzymali się przy markecie, żeby zrobić zakupy na kolację i śniadanie. Po przerwie zaczęli szukać noclegu, próbowali przy szkołach, ale wszędzie nadaremnie. W końcu padł pomysł, żeby rozbić się na przy rzece. Przez miasto Ufa przepływa duża rzeka Belaya.

Gdy tak kręcili wzdłuż brzegu, ojciec Tomek zauważył domek jednorodzinny stojący nieopodal, a w oknie patrzącego na nich dzieciaka. Pierwsza myśl/przeczucie, które się pojawiło w głowie ojca Tomka (dodałabym tutaj – charyzmatyka), była „to tu, zobaczycie, tu będziemy spać”. Przed domem, na polu (ojciec w relacji użył „dworze”, ale jakoś nie może mi to przejść przez piszące palce na klawiaturze), pan podlewał kwiatki. Nasz charyzmatyk podszedł do niego, powiedział, że z Polszy jadą i że szukają noclegu, nawet miejsca w ogródku, żeby móc rozbić się z namiotami. Pan ogrodnik, nie pytając nawet, ilu ich jest, zawołał ich wszystkich i dał do dyspozycji plac przed swoim domem. Żona owego Pana zrobiła herbatę, przyniosła cukierki.

Nawet udostępnili im swoją banię, która była dużo nowocześniejsza niż ta, z której korzystali ostatnio. Dziewczyny wzięły prysznic. A chłopcy skorzystali z ogrodowego szlaucha. Małżeństwo bardzo się cieszy, że mogą gościć NINIWĘ Team. Widać u nich szczerą radość, która wyraża się poprzez ich gościnność. Po kąpielach była kolacja, później Apel Jasnogórski, nabożeństwo majowe i modlitwa do bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Rowerzyści zasnęli w swoich namiotach ok. 23.00.

Grupa czuje, że jest już daleko od Polski. Są tu ogromne przestrzenie, zupełnie niezagospodarowane. Na polach jedynie zainstalowane są pompy do ropy naftowej. Tych pomp jest tam tyyyle, że można śmiało powiedzieć, że Rosjanie śpią na ropie. NINIWA Team była, widziała i potwierdza. Przejeżdżając obok tych pomp, nasunęła im się refleksja. Ropa jest paliwem, źródłem energii. Dla NINIWY Team tą ropą jest Boża Miłość.

Pierwszy etap wyprawy – Moskwa, mają już za sobą, jutro wjeżdżają w kolejny – Góry Ural.

Bilans dnia:

– 215 km dystansu,

– 1 awaria

– 1 upadek

– 1 polski kierowca

– 1 Słoń 

– 1 CHARYZMATYK

– 1 kurczak z grilla

 

Źródło:  niniwateam.pl