• Niedziela, 24 maja 2026

    imieniny: Zuzanny, Joanny, Mileny

Fundamenty jedności

Niedziela, 24 maja 2026 (08:44)

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: „Pokój wam!”. A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. (J 20,19-23)

Autor Dziejów Apostolskich ze szczegółami opisuje spektakularność zesłania Ducha Świętego, zdziwienie świadków, zachwyt uczniów. Jak istotny ślad musiało pozostawić w jego uczestnikach, jeśli mowa Piotra, wygłoszona tuż po nim (tak, tego samego, który kilka tygodni wcześniej zaparł się Jezusa), sprawiła, iż słuchający jego słów „przejęli się do głębi serca”? Wielu przyjęło chrzest. Czytamy, iż „przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz” (por. Dz 2,1-41).

Nie chodziło jednak o sensacyjność, poruszenie zmysłów i woli. Wniebowstąpienie Jezusa zakończyło pewien etap historii zbawienia. Padły ważne słowa: „Jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata”. Mamy zatem zapowiedź innej, ale równie pełnej obecności Jezusa z nami – kontynuację objawienia się Boga jako Tego, który ukochał nas „do końca”, przekracza granice, jednoczy, porusza, uzdalnia do podjęcia nowych zadań, zabiera lęk. Bogactwo dzisiejszej Liturgii Słowa ukazuje w konkretach tę różnorodność – jest uwerturą symfonii, którą staje się właśnie Kościół. Ów – o ile tak można powiedzieć – „chrześcijański globalizm” jest jedynym, jaki pojawił się dziejach, który ma w sobie potencjał zmiany oblicza ziemi. Każdy inny „ziemski” globalizm to tylko suma partykularnych, często wykluczających się i zbudowanych na egoizmie interesów.

W Dziejach Apostolskich czytamy, że zgromadzeni na placu usłyszeli Ewangelię „w swoim języku”. To ważne dla nas dzisiaj – podzielonych, szukających Kościoła w wersji 2.0, 3.0 itd., najlepiej bez krzyża i bez wymagań, albo i bez Zmartwychwstałego, który tylko „komplikuje” życie. Określenie wykracza daleko poza sens lingwistyczny. Cóż to bowiem znaczy: usłyszeć Ewangelię w swoim języku? To pozwolić, by słowo Chrystusa – mocą Ducha Świętego, który prowadzi „do całej Prawdy” – stało się integralną cząstką mojej egzystencji, zamieszkało we mnie (analogicznie, jak się to stało w Maryi podczas zwiastowania), by każdy dzień stał się wielkim „tak” wypowiedzianym wobec Bożego zaproszenia.

Ks. Paweł Siedlanowski