Listy dobrze pokazują całą sytuację
Poniedziałek, 27 maja 2013 (18:20)Ogromna masa listów z poparciem dla mnie nie jest związana tylko z ostatnią nagonką w związku z wypowiedzią o „Marszu szmat”. Ta sprawa bowiem ciągnie się od dłuższego czasu. Ostatnia nagonka to kwestia kilku dni. Natomiast cały czas nadchodzą listy w związku z wcześniejszymi sprawami.
Oczywiście sama ich nie otrzymuję. Natomiast przychodzą one za pośrednictwem biura prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Jest on jednym z adresatów tych listów, które następnie są do mnie odsyłane. Liczna korespondencja przychodzi już od początku tego roku. Jest to forma wsparcia dla mnie w związku z naganą udzieloną mi przez sejmową Komisję Etyki Poselskiej. Chodziło o moje styczniowe przemówienie w Sejmie, w którym sprzeciwiłam się legalizacji związków partnerskich. Niesłusznie zostałam za to ukarana przez sejmową komisję. Jak można karać za przemówienie? Czy opozycję należy karać za przemówienia klubowe? Za to, że komuś nie podoba się jakaś partia?
Zawiązał się w tej kwestii pewien sojusz, ponieważ partia rządząca ma w każdej komisji większość. Posłowie mogą teraz dowolne rzeczy przegłosowywać. Widzę teraz, że wpłynęły do komisji kolejne wnioski o ukaranie mojej osoby. Tymczasem absolutnie nie jest to ocena żadnej etyki ani osobistego zachowania, tylko poglądów politycznych. W ten sposób jest to określane w nagłówkach listów, które do mnie dochodzą. Ludzie protestują, że jestem karana za poglądy, które prezentuję, i się solidaryzują.
Natomiast najnowsze listy można już odnieść do tych ostatnich wydarzeń. Mianowicie, że zacytowałam słowa „Marsz Szmat”, posługując się językiem organizatorów tej imprezy, która odbyła się 18 maja w Warszawie. Tak się nazwały same uczestniczki. A skoro zaprezentowały się jako „szmaty”, to wiadomo, że nie jest stosowne, by w ten sposób pokazywać się na ulicy. Nikogo nie obraziłam.
Wydaje się, że te listy dobrze opisują całą sytuację. Ponieważ jestem straszona komisjami. Podobno 100 wniosków wpłynęło do sejmowej Komisji Etyki Poselskiej za używanie takich słow. Tylko że ja ich nie stosuję. Proponuję, by posłowie w swoim zacietrzewieniu zajrzeli do źródła, jakim była strona internetowa tej akcji. Cytowałam sformułowania organizatorów marszu. Sprawa jest również przyczynkiem do poznania wielkiej manipulacji TVN, z której wiele się nauczyłam. Ponieważ było to swoiste zastawienie pułapki na niedoświadczonych posłów. Wyciągnę z tego wnioski.
not. JD
Prof. Krystyna Pawłowicz, PiS