Ostrzeżenia przed wirusem Ebola
Środa, 20 maja 2026 (17:11)Mamy ok. 600 podejrzanych przypadków zachorowań i 139 zgonów potencjalnie z powodu wirusa Ebola – przekazał w środę szef Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Ghebreyesus. Dodał, że oficjalne liczby będą rosły i wirus jest zagrożeniem na skalę międzynarodową, choć nie spełnia kryteriów pandemicznych.
O nowych statystykach szef WHO poinformował w środę na konferencji prasowej w Genewie podczas corocznego szczytu państw członkowskich. Ghebreyesus nadmienił, że liczba możliwych zachorowań prawdopodobnie wzrośnie ze względu na czas, przez jaki wirus krążył do chwili wykrycia ogniska epidemii.
Wypowiedź szefa oenzetowskiej agencji nastąpiła dzień po wtorkowym pilnym posiedzeniu komitetu ds. sytuacji nadzwyczajnych WHO. Zgodnie ze słowami Ghebreyesusa, komitet potwierdził, że obecna epidemia wirusa Ebola w DRK i Ugandzie stanowi zagrożenie dla zdrowia publicznego na skalę międzynarodową i wymaga skoordynowanej reakcji, natomiast nie nosi znamion sytuacji pandemicznej.
Jak informuje agencja AP, szefowa zespołu WHO w Kongu dr Anne Ancia za pośrednictwem wideokonferencji przekazała, że epidemia może potrwać jeszcze co najmniej dwa miesiące i jej zdaniem wciąż nie zidentyfikowano „pacjenta zero”. Za trudną sytuację zdaniem Anci, jak przytacza AP, częściowo odpowiadają cięcia w finansowaniu organizacji humanitarnych. Pracownicy takich organizacji i eksperci są zdania, że wirus mógł się rozprzestrzeniać niezauważony od tygodni. Po pierwszym odnotowanym zgonie testy na obecność powszechnego typu wirusa Ebola wciąż dawały wynik negatywny.
Za obecny kryzys epidemiczny odpowiada szczep wirusa określany mianem Bundibugyo, na który obecnie nie ma zatwierdzonych leków ani szczepionek. Jak przekazał we wtorek cytowany przez AP szef kongijskiego instytutu badań biomedycznych (INRB) mikrobiolog Jean-Jacques Muyembe, DRK oczekuje dostaw z USA i Wielkiej Brytanii eksperymentalnej szczepionki wymierzonej w różne szczepy Eboli.
Minister spraw społecznych Szwecji, Jakob Forssmed, poinformował w środę o rozpoczęciu montażu tablic na szwedzkich lotniskach z informacjami na temat zagrożenia wirusem Ebola. Forssmed obawia się importu patogenu przez podróżnych.
– Nie można całkowicie wykluczyć przypadków zachorowań u osób powracających z krajów, gdzie ma miejsce epidemia – podkreślił Forssmed, apelując o kontakt przy najmniejszych objawach chorobowych.
Według szwedzkiego resortu spraw zagranicznych w Demokratycznej Republice Konga oraz Ugandzie przebywa obecnie ok. 200 osób mających szwedzkie obywatelstwo.
Minister Forssmed zapewnił o przygotowaniu na wypadek pojawienia się wirusa Eboli w kraju poprzez całodobowe dyżury laboratoriów diagnostycznych oraz izolatki.
Zadanie przygotowania tablic informacyjnych z ostrzeżeniem oraz radami zostało zlecone Urzędowi Zdrowia Publicznego. Organ ten odpowiadał w Szwecji za działania podczas pandemii COVID-19. Wówczas nie zdecydowano się na lockdown, a jedynie zalecenia, a montaż tablic informacyjnych w portach lotniczych o koronawirusie był jednym z pierwszych kroków, jakie podjęto.
Czechy przygotowują się na przyjęcie w środę Amerykanina z podejrzeniem zakażenia wirusem Ebola. Mężczyzna ma trafić do specjalistycznej kliniki w Pradze – poinformowały we wtorek wieczorem służby prasowe ministerstwa zdrowia. Szef resortu Adam Vojtiech zapewnił, że zakażony nie zagraża otoczeniu.
Minister powiedział, że mężczyzna nie ma żadnych objawów i jest amerykańskim lekarzem, który w Ugandzie miał kontakt z wirusem.
– Pacjent zostanie przewieziony do Szpitala Klinicznego Bulovka w specjalnej, izolacyjnej kabinie transportowej, przy zachowaniu jasno określonych środków bezpieczeństwa i przeciwdziałania epidemii – powiedziała czeskiej telewizji publicznej rzecznik resortu zdrowia Nadia Chattova. Dodała, że mężczyzna powinien pozostać na obserwacji przez trzy tygodnie.
Klinika Bulovka należy do placówek specjalizujących się w leczeniu wysoce niebezpiecznych chorób zakaźnych. Jest wyposażona w specjalistyczny sprzęt, ma m.in. odizolowane pomieszczenia, a także salę z podciśnieniem.
Światowe agencje informowały wcześniej o sześciu osobach z grupy ryzyka, które mają trafić do szpitali w Europie, w tym jedna z nich do Pragi.
Doniesienia o pojawieniu się wirusa Ebola w północno-wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga pojawiły się w piątek, ale choroba prawdopodobnie rozprzestrzenia się w tym kraju już od kwietnia.
Polskie MSZ odradza wszelkie podróże do całego regionu na pograniczu Demokratycznej Republiki Konga, Ugandy i Sudanu Południowego, w związku z pojawieniem się ogniska Eboli w Demokratycznej Republiki Konga i Ugandzie.
Polskie MSZ wydało na X ostrzeżenia przed podróżami w związku z ogniskiem choroby Ebola wywołanej wirusem BVD w Demokratycznej Republice Konga (DRK) i Ugandzie. Jak przypomniał resort dyplomacji, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ocenia ogólne ryzyko dla zdrowia publicznego jako wysokie na poziomie krajowym (DRK, Uganda), wysokie na poziomie regionalnym i niskie na poziomie globalnym.
„Przypominamy – poziom ostrzeżenia dla podróżujących do całego regionu na pograniczu DRK, Ugandy i Sudanu Południowego wynosi 4 (odradzamy wszelkie podróże)” – czytamy we wpisach resortu dyplomacji i w zakładce Polak za granicą.
Od chwili wykrycia problemu w DRK zmarło przynajmniej 131 osób, a podejrzanych przypadków zachorowań jest 513 lub więcej. Od niedzieli oficjalnie podawane liczby mniej więcej podwoiły się. Infekcje są wykrywane na coraz szerszym obszarze. Zakażenia potwierdzono w kolejnym dystrykcie (Nyakunde) prowincji Ituri, w której doszło do wybuchu epidemii, i w sąsiedniej prowincji Kiwu Północne: dystrykcie Butembo i stolicy prowincji – Gomie.
Z powodu szybkiego rozprzestrzeniania się wirusa Ebola, zwłaszcza w sąsiednim Kongo, rząd Ugandy odwołał planowaną na 3 czerwca, coroczną pielgrzymkę do sanktuarium w Namugongo. To ważne wydarzenie, jakim jest „Dzień Męczenników Ugandyjskich”, zazwyczaj przyciąga setki tysięcy pielgrzymów, w tym wielu ze wschodniego Konga. Prezydent Yoweri Museveni ogłosił, że po konsultacjach z krajowym zespołem ds. kryzysu zdrowotnego i zwierzchnikami religijnymi podjęto decyzję o przełożeniu Dnia Męczenników na późniejszy termin.
Decyzję prezydenta poparli biskupi katoliccy Ugandy. W liście wezwali wiernych do modlitwy w tym ważnym dniu pamięci, poinformowała watykańska agencja misyjna Fides. Pomimo przełożenia obchodów narodowych w Namugongo diecezje i parafie mogą nadal obchodzić to święto zgodnie z instrukcjami swoich biskupów diecezjalnych i odpowiednich władz rządowych.
Epidemię Eboli we wschodnim Kongo spowodował szczep wirusa znany jako Bundibugyo, mniej śmiertelny i rzadszy niż Zair; niestety nie ma na niego szczepionki – powiedziała prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z UMCS i dodała, że ten patogen nie przenosi się drogą powietrzną.
Wywołujący u ludzi ciężką gorączkę krwotoczną wirus Ebola występuje w czterech biotypach, z których najgroźniejsze to Zair (EBOV) i Sudan (SUDV). Śmiertelność wśród zakażonych tymi szczepami waha się między 60-95 proc. Zgony są spowodowane masywnym krwawieniem, a także uszkodzeniem narządów miąższowych, takich jak wątroba czy śledziona.
Pozostałe szczepy Eboli – Tai Forest (TAFV) i Bundibugyo (BDBV) – są mniej śmiertelne.
Jak wyjaśniła prof. Szuster-Ciesielska, wirusolog z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, to mniej śmiertelny szczep BDBV odpowiada za ostatnie przypadki zachorowań w Demokratycznej Republice Konga (DRK) i Ugandzie, zakwalifikowane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) jako epidemia.
Śmiertelność po zakażeniu BDBV waha się w granicach 25–50 proc., niestety – co podkreśliła ekspertka – na Bundibugyo nie ma zatwierdzonych leków ani szczepionek.
– Ci, którzy przeżywają zakażenie, mają lepiej reagujący układ odpornościowy, zresztą to dotyczy wszystkich organizmów żywych – zaznaczyła ekspertka i przypomniała, że np. w Australii wypuszczono praktycznie w 100 proc. śmiertelnego wirusa, który miał zlikwidować populację królików. Niektóre osobniki jednak przeżyły, bo taka jest „naturalna droga ewolucji”.
Wirusy Ebola nie przenoszą się drogą powietrzną i dlatego na pewno nie są – jej zdaniem – tak zaraźliwe jak np. wirus grypy, wirusy przeziębieniowe czy wirus SARS-CoV-2.
Aby doszło do zakażenia, trzeba mieć bezpośredni kontakt z płynami ustrojowymi chorego. Wirus jest także obecny w nasieniu, dlatego do zakażenia może dojść w trakcie kontaktów seksualnych. Nie ma go jednak np. w ludzkim pocie.
Podczas epidemii Eboli w zachodniej Afryce w latach 2014-15, w wyniku której zmarło ponad 11 tys. osób, wiele z nich zostało zakażonych podczas mycia ciał bliskich zmarłych przed pogrzebami.
Jak wyjaśniła ekspertka, do przekazania wirusa dochodziło m.in. w trakcie uroczystych ceremonii pochówku, kiedy w geście pożegnania zebrani całowali zmarłych w czoło albo w rękę. Skóra zmarłych mogła być pokryta osoczem albo wydzielinami ustrojowymi.
Dlatego w komunikacie WHO z 17 maja br., dotyczącym epidemii w DRK, zamieszczono wskazówki dotyczące „bezpiecznych i godnych” pochówków. Zaleca się w nim, że aby zmniejszyć ryzyko zakażenia wirusem Bundibugyo, organizując pogrzeb trzeba korzystać z pomocy dobrze przeszkolonego personelu i działać zgodnie z krajowymi przepisami sanitarnymi.
– Nawet bardzo niewielka liczba cząstek wirusa może powodować poważny objaw chorobowy i w efekcie doprowadzić do zgonu – zauważyła Szuster-Ciesielska i dodała, że symptomy choroby obejmują gorączkę, ból głowy i mięśni, osłabienie, biegunkę, wymioty, ból brzucha i krwawienie lub siniaki.
Bundibugyo ma bardzo krótki okres inkubacji – od 2 do 14 dni – choć najczęściej choroba ujawnia się już po 2-5 dniach, co według wirusologa dr. hab. Tomasza Dzieciątkowskiego ogranicza zagrożenia związane z rozprzestrzenianiem się wirusa w dużych skupiskach ludzkich.
– Zakażeni nie mają czasu roznieść tego wirusa, zanim zachorują – zauważył ekspert i podkreślił, że BDBV to patogen „paradoksalnie” bardzo słabo zaadaptowany do człowieka, o czym świadczy jego wysoka śmiertelność.
Jak podkreślił ekspert, nie ma powodu obawiać się, że wirus Eboli przedostanie się np. do Europy i wywoła epidemię. Przypomniał, że pierwsze zakażenie wirusem Ebola wykryto 50 lat temu. Od tego czasu zdarzyło się 40 ognisk epidemicznych tego wirusa, powodując w sumie ponad 30 tys. zachorowań i 15 tys. zgonów.
– Do tzw. krajów rozwiniętych trafił w tym czasie Niemiec, hiszpańskie zakonnice, a także trzy przypadki Eboli zawleczono do USA. Można je więc wszystkie policzyć na palcach dwóch rąk – podkreślił ekspert.
Przyznał jednak, że ryzyko wydostania się Eboli z Kongo czy Ugandy istnieje, ale stosowane w takiej sytuacji procedury mocno je ograniczają.
– Na lotniskach testuje się pasażerów przybywających z zagrożonego terenu. Można im zmierzyć zdalnie temperaturę, a jeśli wykazują objawy grypopodobne, a od takich zaczyna się zachorowanie na Ebolę, trzeba ich izolować – wyjaśnił ekspert.