• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Byle do jesieni

Poniedziałek, 27 maja 2013 (02:06)

Zamiast dyskusji o bezrobociu, którą premier starał się zdusić w zarodku, szef rządu przygotował inną propozycję: igrzyska.

W czasie piątkowej debaty w Sejmie o problemach rynku pracy politycy mówili o bezrobociu jako największej pladze naszej gospodarki. Plaga ta dopadła teraz także premiera, który z trudną sytuacją na polskim rynku pracy zdecydowanie nie jest w stanie sobie poradzić. Problem bezrobocia, z którym bezpośrednio styka się przeciętny obywatel – z racji tego, że albo boleśnie doświadcza go na własnej skórze, albo obserwuje w rodzinie czy gronie znajomych – trudno bowiem rozwiązać sposobami, którymi Donald Tusk radził sobie do tej pory z kłopotami na rządowym stołku. Nie wystarczy opowiedzieć historyjki emitowanej następnie w zaprzyjaźnionych stacjach telewizyjnych, jak było choćby w przypadku „ratowania” stoczni, że problem jest już załatwiony, bo jest pewny „inwestor z Kataru”.

Albo innej bajeczki opowiadanej od połowy zeszłego roku, że „nie należy się obawiać o dochody tegorocznego budżetu, bo już od połowy 2013 r. nadejdzie ożywienie gospodarcze”. Trudno również z tego względu przekonywać, że im wyższe bezrobocie, tym lepiej. Choć ekipie Tuska na sucho może uchodzić opowiadanie, że im większy dług zaciągamy, tym jest nawet lepiej, co ilustruje ciągle opowiadana historyjka o „polskich obligacjach, które sprzedają się świetnie, jak świeże bułeczki” sugerująca, iż zadłużanie się to wręcz wielki sukces naszego kraju. Rząd rozwiązujący problemy w sferze propagandy przez opowiadanie, że je rozwiązuje, i przekonywanie, że je rozwiązał, mimo że tylko opowiadał, iż to zrobił, z realnym problemem bezpośrednio dotykającym obywateli nie jest w stanie sobie poradzić.

Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz przedstawił szereg działań, które miałyby wpłynąć na poprawę sytuacji na rynku pracy. Niektóre z rozwiązań mogą pomóc przedsiębiorcom w przetrwaniu kryzysowej sytuacji o kilka miesięcy dłużej bądź wpłynąć na lepsze funkcjonowanie urzędów pracy, inne natomiast –forsowane wbrew stanowisku organizacji związkowych, jak choćby zmiana zasad rozliczania czasu pracy – co najwyżej zaostrzyć konflikt społeczny. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że są to głównie działania doraźne, zmierzające przede wszystkim do spóźnionego leczenia objawów choroby rynku pracy, niepoparte poważniejszą refleksją rządu nad problemem bezrobocia, w oczekiwaniu, iż za parę miesięcy gospodarka być może przyspieszy.

W piątek ofiarą polityki propagandy Donalda Tuska padła wysunięta przez opozycję koncepcja podejścia do problemu bezrobocia. Bez szczegółowych prac w Sejmie już w pierwszym czytaniu – głosami posłów koalicji PO – PSL – odrzucono projekt ustawy zawierający propozycje rozwiązań mających sprzyjać zatrudnianiu pracowników. Premier, zresztą w swoim stylu – wygłaszając propagandowe hasła, odnosił się do pomysłów polityków opozycji. Najpierw – w środę – oceniał, że „nie jest sztuką wydać gigantyczną ilość pieniędzy budżetowych po to, żeby stworzyć jakąś ilość miejsc pracy”. Projekt zawierał bowiem m.in. propozycje ulg podatkowych i obniżenia składek na ubezpieczenie społeczne dla przedsiębiorców zatrudniających nowych pracowników.

W piątek opowiadał, że projekt opozycji wiązałby się ze wzrostem kosztów pracy, na co nie można sobie pozwolić, i oznaczałby „minus milion miejsc pracy, a nie plus milion miejsc pracy”. Warto przypomnieć, że od lutego ubiegłego roku podniesiona została składka rentowa płacona przez przedsiębiorców za zatrudnianych pracowników – z 4,5 proc. podstawy do 6,5 procent. W ten sposób rząd zamierzał wyjąć bezpośrednio z kieszeni pracodawców 7 miliardów złotych.

Zamiast dyskusji o bezrobociu, którą premier starał się zdusić w zarodku, szef rządu przygotował inną propozycję. Prawdziwe igrzyska. Najpierw konwencję Platformy Obywatelskiej, która zmieni statut partii tak, aby jej szef mógł być wybierany przez wszystkich członków partii, zaplanował dokładnie w tym samym dniu, w którym PiS wcześniej ustaliło termin swojego kongresu. Później ruszy machina medialna z serialem „wybieramy przewodniczącego Platformy”. Przedstawienie z przemeblowaniem w Platformie miałoby zająć czas Polaków do jesieni. A wtedy – jeśli jesienne wybory w Niemczech ponownie wygra Angela Merkel – jej protegowany z PO może liczyć na pracę, ale za granicą i to wcale nie na zmywaku.

Artur Kowalski