Filmy, których wciąż mało
Poniedziałek, 27 maja 2013 (02:04)Dziesięć godzin o bohaterach Polskiego Państwa Podziemnego – II Warszawski Maraton Filmowy o Żołnierzach Wyklętych próbuje zapełnić wyraźną lukę w polskiej kinematografii.
II Warszawski Maraton Filmowy o Żołnierzach Wyklętych zorganizowano w 65. rocznicę mordu na rtm. Witoldzie Pileckim. Widownia miała okazję obejrzeć kilka materiałów, w tym jeden z najważniejszych dokumentów ostatnich lat; mam na myśli poruszający obraz Arkadiusza Gołębiewskiego „Kwatera Ł”.
Zarejestrowano go podczas trwających przed rokiem i kilku lutowych dni tego roku prac ekshumacyjnych na wojskowych Powązkach, w miejscu, gdzie komunistyczna bezpieka grzebała po kryjomu ofiary mordów sądowych przetrzymywane w więzieniu mokotowskim. To była elita państwa antykomunistycznej konspiracji powojennej. – Ten film jest o tyle ważny, że zostały w nim zarejestrowane tzw. uciekające ujęcia, których w żaden sposób nie można powtórzyć – podkreśla Stefan Truszczyński (Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich). – Ważne, że są ludzie, którzy ryzykują własne pieniądze, angażują własne życie i rodziny, i robią to. Rozpoczynamy akcję „Polska Lokalna”. Chcemy pokazywać zjawiska historyczne oraz współczesne – dodał.
Sam reżyser, organizator corocznego festiwalu filmowego „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”, chce do kręcenia dokumentów zachęcić młodych ludzi. – Organizując festiwal, szybko doszedłem do wniosku, że tych filmów jest mało. Tymczasem w każdej rodzinie są historie ciekawe, czasem zapomniane. Są zdjęcia, o istnieniu których niewiele wiemy. Dlatego zachęcam młodych ludzi, by podnieśli tematy, które są w zasięgu ich ręki – tłumaczy Gołębiewski.
„Czy warto było tak żyć”
Wśród prezentowanych na maratonie filmów można było zobaczyć ciekawy dokument Aliny Czerniakowskiej „Czy warto było tak żyć” o gen. Stanisławie Sojczyńskim „Warszycu”, dowódcy Konspiracyjnego Wojska Polskiego. W filmie aktor Adam Ferency odczytuje m.in. słynny list „Warszyca” do płk. Jana Mazurkiewicza „Radosława”, komendanta Obszaru Centralnego Armii Krajowej, który był odpowiedzią na propozycję ujawnienia i złożenia broni. List, w którym „Warszyc” oskarżał dowództwo AK o blamaż, jest traktowany jak manifest tych, których dziś możemy nazwać żołnierzami wyklętymi. „Okazuje się, że pewien procent wyższych oficerów AK jest faktycznie, jak nam to czerwoni zarzucają, zdeprawowanymi ’sanatorami’, którzy ponad wszystko przedkładają żłób” – pisał Sojczyński do Mazurkiewicza. Paweł Kołkiewicz ze Stowarzyszenia Solidarność Walcząca, który prowadził sobotnie spotkanie, mówi, że ten dokument zawsze sprawia piorunujące wrażenie.
Jak zohydzano „Ognia”
Inny film Czerniakowskiej, „Dywizja nastolatków”, to z kolei obraz poświęcony wyrastającym tuż po wojnie jak grzyby po deszczu grupom młodzieżowym przeciwstawiającym się sowietyzacji kraju. Szacuje się, że w latach 1945-1956 przez szeregi tej organizacji przewinęło się blisko 10 tys. osób; nastoletni konspiratorzy wywieszali antysowieckie afisze, niszczyli wizerunki Stalina, Rokossowskiego i Bieruta. Za swoją działalność, mimo młodego wieku, byli skazywani jak dorośli – na karę więzienia.
W obrazie pt. „Pani Weronika i jej chłopcy” zaprezentowano z kolei sylwetkę niezwykłej kobiety, żołnierza i łagierniczki, kapitan Weroniki Sebastianowicz z grodzieńskiej AK. Od wielu lat pani Weronika jest prezesem grodzieńskiego Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi. Do 1951 r. walczyła w oddziałach poakowskich Obwodu Wołkowyska, za co wraz z rodzicami została skazana na 25 lat łagru i konfiskatę całego majątku. W obozach Workuty spędziła ponad 4 lata.
Publiczność maratonu miała też okazję zobaczyć kilka materiałów przygotowanych przez IPN, m.in. film o Andrzeju Kiszce, jednym z najdłużej operujących żołnierzy podziemia. Aresztowano go po zmuszeniu do współpracy z bezpieką jednego z krewnych w obławie w lesie, gdzie miał swój schron. Sąd Wojewódzki w Lublinie 25 lipca 1962 r. skazał Kiszkę na dożywocie. Sąd Najwyższy zmniejszył karę do 15 lat więzienia, Kiszka opuścił celę dopiero 3 sierpnia 1971 roku. Co było powodem takiej zawziętości władz PRL? Kiszka w 1941 r. wstąpił do Batalionów Chłopskich, ale już po roku przeszedł do AK. Po wkroczeniu do Polski wojsk sowieckich przez kilka miesięcy był w MO. W 1945 r. przyłączył się do partyzanckiego oddziału Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”, a w 1949 r. do oddziału Adama Kusza „Garbatego”, który w sierpniu 1950 r. został rozbity. Kiszka przedarł się przez pierścień okrążenia UB – KBW i ponad 10 lat ukrywał się samotnie w zbudowanym w lesie bunkrze.
Nie mogło oczywiście zabraknąć filmu o Józefie Kurasiu „Ogniu” „My ogniowe dzieci”, postaci, której legenda, w ocenie historyków, jest najbardziej zakłamywana. Komunistyczna propaganda przypisywała mu grabieże, gwałty, bezprawne konfiskaty mienia i zabójstwa niewinnych osób. Film jest w pewnej mierze polemiką z tymi oskarżeniami i próbą odkłamania historii „Ognia”. Zarejestrowano na nim unikatowe już dziś kadry, w tym m.in. wypowiedzi kilku podkomendnych „Ognia” i jednego z pracowników UB. Co ciekawe, jednym z bohaterów dokumentu jest ks. prof. Józef Tischner, który również przyznaje, że historia „ogniowców” była zohydzana.
Maciej Walaszczyk