• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

NINIWA Team mija islamską część Rosji

Niedziela, 26 maja 2013 (08:27)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja Mary Spisak z 23. dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię:

 

Ostatniej nocy grupa nie miała już tak świetnych warunków jak u padre Mario, szkoda było więc czasu na sen, który nie był już tak efektowny jak w Kazaniu. Trzeba kręcić. Pobudkę zaplanowano na 5.00 i tak też zadzwonił pierwszy budzik. Godzinę później „odpalono” pojazdy. Odjazd jednak trochę się opóźnił z powodu pecha, który dosięgnął Pana Młodego (czyt. Piotrka Wierzgacza). Pechem okazał się rosyjski ptak. Ptaszek zostawił swój „ślad” na rowerze oraz w sakwach (Piotrek nie zdążył ich jeszcze zamknąć). Wszystko było brudne. Dobrze, że Pan Młody ma Panią Młodą (czyt. Sara), która to przybyła z pomocą i opóźnienie całej drużyny nie było aż tak duże.

Zapowiadał się piękny dzień, dobra pogoda, sprzyjająca jeździe, ale… po ok. 10 km miała znowu miejsce dość ryzykowna zabawa, tj. domino (czyt. karambol). Albo też niektórzy chcieli sprawdzić, jak działa indukcja matematyczna. Dla niezorientowanych matematycznie przetłumaczę na język rowerowy: „jak wywraca się jeden, to wywraca się też drugi”.

Dzisiaj tego mogła doświadczyć Ania Baran, Krzysiek Skok, Górnik i Michał Kandefer. Całość zapoczątkował Krzysiek Skok, zahaczając o sakwę Marcela. Ten pierwszy stracił równowagę i wjechał w Anię, powodując wywrotkę obydwojga. To już III upadek Ani podczas tej wyprawy. Jak widać, ta wyprawa to prawdziwa Droga Krzyżowa. Górnik natomiast wjechał w rower Michała Kandefera. Żaden z nich nie ucierpiał. W rezultacie koło Miśka oraz Ani było do centrowania, Krzysiek natomiast musiał wymienić złamaną szprychę. I znowu zamiast kręcić naprawiali rowery…

Morale NINIWY Teamu opadło. Odpowiedzialni za planowanie trasy odczytali z mapy, że dopiero za mniej więcej 27 km będzie większa miejscowość, w której będzie można zrobić jakiekolwiek zakupy. Ponieważ wczorajszy nocleg był niezaplanowany (właściwie każdy jest niezaplanowany, ale ten był nadzwyczajnie niezaplanowany w tym miejscu, w którym wypadł), grupa nie zrobiła wczoraj żadnych zakupów na kolację i następny dzień. Na szczęście mieli jeszcze zapasy, które przytrzymały ich przy życiu. Sklep był, zakupy też i przerwa, podczas której każdy coś przegryzł. Tym II śniadaniem tak podnieśli sobie poziom cukru we krwi, że następny dystans – 70 km (!) łyknęli na raz.

Teren wciąż jest pofałdowany, jednak przewyższenia są coraz mniejsze, coraz bardziej teren staje się płaski. Po takim dystansie naszej drużynie należała się przerwa. I tym razem padło na większy market. Po zakupach i odpoczynku dostali deser, czyli COŚ, co dostają NAJLEPSZEGO każdego dnia – ojciec Tomek ściągnął im Pana Jezusa na ziemię – odbyła się EUCHARYSTIA. Msza św. została odprawiona w pobliskim parku w bardzo wysokiej trawie (0,5 m!) i to na pewno nie przypadkiem (jak się później okazało). Już w Psalmie była mowa o tym, że życie człowieka podobne jest do trawy.

 

„Dni człowieka są jak trawa,

kwitnie jak kwiat na polu. 

Wystarczy, że wiatr go muśnie, już znika, 

i wszelki ślad po nim ginie”.

Poprzez tę scenerię mogli lepiej zrozumieć słowa Psalmisty, zastanowić się nad nimi, zastanowić się nad swoim życiem, nad jego PRZEMIJANIEM. 

W Ewangelii Jezus objawia się ludziom prostym – dzieciom, które mają zaufanie. I tak samo NINIWIE Team jadącej na rowerach do Wierszyny Pan Jezus też się objawia, dzięki zaufaniu, które do Niego kierują. Objawia się na drodze, jaką pokonują, wśród ludzi oraz sytuacji, które ich spotykają, w przyrodzie, która ich otacza – ODCZUWAJĄ OBECNOŚĆ DUCHA BOŻEGO.

Po Mszy św. ojciec Lider zaplanował kolejny dystans na 50 km, po którym miała się odbyć przerwa obiadowa. Z powodu dobrych warunków pogodowo-rowerowych (grupa się rozkręciła, wiatr wiał w plecy) postanowili jednogłośnie o skróceniu przerwy do 20 min – tylko po to, żeby „zatankować” wysokokaloryczne paliwo (czyt. coś zjeść) i móc jechać dalej. Ekipa dziękuje Miśkowi Kandeferowi za modlitwę podczas Mszy Świętej. Michał prosił o właściwy kierunek wiatru i zgodnie z obietnicą „Proście, a otrzymacie” – dostali to, o co prosili. Z relacji wynikało, że było nawet trochę z górki.

Ku zaskoczeniu rowerzystów kraina, po której się poruszają – rejon Tatarstan, w większości zamieszkały jest przez muzułmanów. Przy każdej stacji benzynowej, w każdej wiosce znajduje się mały meczet. Tu nie ma prawosławia, tylko i wyłącznie islam. Kto by pomyślał, że w Rosji jest islam (?). W każdym samochodzie zawieszony jest muzułmański różaniec, na grobach widać księżyce, kobiety mają zakryte głowy.

Wiatr niestety z czasem zmienił kierunek i wiał z boku. W końcu nie mogą mieć za dobrze, jadą za Ojczyznę. Im będzie ciężej, im więcej awarii, tym większy trud będą mogli ofiarować w intencji Polski. Ich ekspiacja pokazuje, jak bardzo Polska potrzebuje NAWRÓCENIA. Nic nie dzieje się przypadkowo! Oni też potrzebują Waszej modlitwy, jutro niedziela, może warto ofiarować Komunię w ich intencjach? Może warto odprawić nabożeństwo majowe, prosząc Przyjaciółkę NINIWY Team o opiekę nad nimi?

 

Na ostatnim dystansie Ania Baran złapała „flapa”. Parę kilometrów dalej Kubie Hepnerowi pękła szprycha – 3 raz, 3 raz w sobotę i na 3 (ostatnim) dystansie. Pomimo tych trudności dociągnęli do 212 km (!). Chwilę przed zakończeniem jazdy, kiedy zaczynali szukać noclegu, zatrzymali się na stacji benzynowej. Tam postanowili, że odbiją lekko z trasy – 5 km do pobliskiej wioski. Jak się później okazało, była to bardzo biedna wioska. Bardzo małe i ubogo wyglądające domy. Nie było nawet nikogo, kogo można by było poprosić o nocleg. Jedynym potencjalnym miejscem noclegowym (tj. stosunkowo duży dom) okazał się dom policjanta. Niestety, nikt nie był na tyle odważny, żeby zapytać o miejsce. 

Pisząc tę relację, przypomina mi się teraz Betlejem, kiedy to Józef z Maryją szukali noclegu i nigdzie nie było dla nich miejsca, aż w końcu udało im się dostać stajenkę... i tak samo naszym rowerzystom udało się w końcu dostać miejsce w czymś, co przypomina Wiejski Dom Kultury. Do stajenki podobne jest jedynie tym, że nie ma toalety, wody. Pewna pani (od 10 miesięcy wdowa i mama 7 dzieci) mieszkająca w pobliżu udostępniła im swoją toaletę (czyt. wychodek). Niestety, tam też nie było wody. Rowerzyści musieli umyć się nawilżanymi chusteczkami. Owa pani z sąsiedztwa zaprosiła grupę na banię (rosyjska odmiana sauny/łaźni), ale dopiero w niedzielę rano, ze względu na wodę, która potrzebuje czasu, żeby się nagrzać. Warto poczytać więcej o bani w Wikipedii.

 

Wiejskiego Domu Kultury pilnuje jeden z mieszkańców wioski. Właściwie niekoniecznie pilnuje budynku, a bardziej naszych rowerzystów, żeby nie pili alkoholu, nie palili, ani też niczego nie zniszczyli, ogólnie ujmując, żeby nic się nie stało. Z tego też powodu bardzo obawia się policji oraz sołtysowej. W przypadku, kiedy coś się stanie, straci pracę. Nikt nie może wychodzić na zewnątrz. Nie ma możliwości skorzystania z toalety. Jeżeli ktoś ma potrzebę, ma problem. Górnik spanie w tym miejscu określił jako GODZINĘ POLICYJNĄ. Trudno zrozumieć naszym rowerzystom zależności i relacje, jakie tu panują. Ludzie się wszystkiego boją.

Ostatni tydzień był tygodniem GIGANTYCZNYM. Przez 6 dni jazdy grupa „nabijała” dzień w dzień ponad 200 km z pełnym bagażem i rekordową liczbą awarii.

 

Kiedy tak kręcą, mają czas, żeby przemyśleć ważne aspekty ich życia i tak dzisiaj ojciec Tomek podzielił się swoimi myślami.

 

Luźne myśli Ojca Tomka:

„Nie ma ewangelizacji bez prowokacji”.

 

Patrz: Jezus. On robił rzeczy niemożliwe!

 

„Nie ma wiary bez odwagi. Odwaga zawsze zawiera ryzyko”.

 

Patrz: Abraham; Góra Moria

 

Mojżesz; wyjście Izraelitów z Egiptu

 

Jonasz; nawrócenie Niniwy

 

Św. Paweł; Apostoł Narodów

 

 „A ty Wierszyno Syberyjska najmniejsza jesteś ze wszystkich wiosek w Rosji, masz u siebie kapłana ojca Karola, masz w sakramentach żywego Boga. Niewiele tu takich wiosek…”

Jedziemy na Syberię tak jak trzej królowie, tylko że oni jechali ze Wschodu. My jedziemy z Zachodu. Tak jak i oni jedziemy na wiarę. Oni jechali oddać cześć Panu Jezusowi, my też jedziemy Go uczcić. Jedziemy uczcić Tego, który jest obecny w 100-letnim kościółku w Wierszynie.

 

Podziękowania:

– Ania Baran dziękuje Waksowi za to, że od kilku dni wiezie jej cały bagaż. Dobrze, że jest IRONMAN-em. IRONMAN to zawody triathlonowe, polegające na przepłynięciu 3,86 km, przejechaniu na rowerze 180,2 km oraz przebiegnięciu 42,195 km. Waksowi gratulujemy osiągu i cieszymy się, że jedzie z nami. Jechanie z 6 sakwami (4 na rowerze + 2 na przyczepce) ze średnią prędkością prawie 24 km/h na dystansach ponad 200 km to nie lada wyzwanie. Kilku chłopców z ekipy chciałoby zdobyć tytuł IRONMAN-a; wszystko przed wami, życzymy powodzenia:), a wyprawa na Syberię będzie dobrym przygotowaniem do zawodów.

 

– Bracia Hepnerowie dziękują dziewczynom z Siedlec, że piszą o nich książkę.

 

Gratulacje

 

– Dla kleryka Fryderyka gratulacje zdanego prawa jazdy, pozdrowienia szczególne od ojca Tomka i chłopaków z Kokotka (bracia Hepnerowie i Mateusz Majchrzak) i ode mnie (Mary) też:).

 

Bilans dnia:

 

– 212 km dystansu

– Suma przewyższeń 1280 m

– Średnia prędkość na trasie 23,5 km/h

– Chwilowy wiatr w plecy

– Godzina policyjna

– 1 niegroźny karambol

– Awarie: 2 koła do centrowania, 2 pęknięte szprychy, 1 flap

 

Nocleg:

Ojciec nie zapamiętał nazwy, chciał zapytać kogoś z ekipy, ale akurat wszyscy już spali (relacja była zdawana ok. 22.30 (czyli 00.30 rosyjskiego czasu). Jutro rano podamy informację.

Źródło:  niniwateam.pl