NINIWA Team u Matki Bożej Kazańskiej
Sobota, 25 maja 2013 (09:04)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja Mary Spisak z 22. dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię:
Pałeczka redaktora została przekazana dalej i do środy to ja – „Mary z pola” będę prowadzić ten „peleton” relacji.
Z powodu świetnych warunków noclegowych ojciec Tomasz zarządził dłuższe spanie i zamiast do 5.00, nasi rowerzyści mogli śnić do 5.30. O 6.00 padre Tomasz i padre Mario odprawili Mszę św., chwilę po Mszy, tj. kilka minut po 7.00, grupa sprawnie się zebrała i ruszyła na dalszy podbój świata rosyjskiego.
Pierwszym celem/przystankiem (oddalonym ok. 4 km od miejsca noclegu), jaki sobie obrali na dzisiaj, była cerkiew, w której znajduje się ikona Matki Bożej Kazańskiej. Jest to jedna z najbardziej czczonych ikon w Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Ma ciekawą historię, bo początki jej kultu sięgają XVI wieku, ikona (tak jak NINIWA Team) dużo tułała się po świecie, była nawet w Fatimie i Petersburgu.
Święty obraz w 2004 roku dzięki naszemu Papieżowi Janowi Pawłowi II został oddany prawosławnym Rosjanom.
Od tamtego czasu znajduje się w skromnej, ale bardzo urokliwej cerkwi w Kazanie. Kult obrazu Matki Bożej Kazańskiej jest dla prawosławnych Rosjan podobnie ważny jak dla Polaków obraz Matki Bożej Częstochowskiej.
Na miejscu odprawiono nabożeństwo majowe. Rowerzystom tak bardzo się śpieszyło do Matki Bożej Kazańskiej, że w całym tym pośpiechu nikt nie zjadł śniadania. W tym samym czasie w cerkwi kończyło się nabożeństwo prowadzone przez popa. Ten na widok wygłodniałej grupy wręczył Sarze Boży Chleb, którym wszyscy mieli się połamać.
Podczas przerwy wykryto pierwszą tego dnia awarię rowerową – Soni odkręcił się bagażnik. Okazało się też, że konieczne jest zaopatrzenie się w towar pierwszej potrzeby (tj. części rowerowe) dla całej grupy. Pan Bóg czuwa (!). 5 km dalej pojawiła się znowu cywilizacja, tj. nagle wyrosło przed nami duże centrum handlowe, a wraz z nim sklep sportowy Decathlon (jest radość! – kupią brakujące części i mogą jechać dalej). Niestety ta radość nie trwała zbyt długo, bo okazało się, że do otwarcia sklepu muszą czekać blisko godzinę... Jak tu czekać, gdy trzeba jechać i nadrabiać zaległości w kilometrach. Szybko zapadła decyzja, że Marcin z Marcelem poświęcą się dla całej ekipy, poczekają aż do otwarcia, a potem będą gonić grupę.
Proszę mi uwierzyć, gonić drużynę NINIWA Team, która jest o godzinę drogi dalej, to jest wyzwanie. Trzeba mieć nogi, co najmniej Dominika czy też Waxa. Gdy już chcieli się zbierać, u Soni została wykryta kolejna awaria – diagnozą była wygięta ścianka boczna obręczy tylnego koła. Chłopcy serwisanci ogarnęli temat, posłużyli się ostatnią zapasową obręczą i przepletli koło. Zajęło im to prawie godzinę... akurat tyle, ile trzeba było czekać na otwarcie Decathlonu.
Na kolejnym odcinku, który nawet nie miał 15 km, Mateuszowi Majchrzakowi rozsypała się przednia przerzutka. Z relacji wynikało, że mógł na niej jeszcze jechać (nie wymagało to dodatkowego postoju). Chwilę później Sonia złapała „flapa”. Wywołało to (niestety!) radość w grupie. Niestety dlatego, że było zimno, wiał silny wiatr prosto w twarz, który zbierał piach z drogi i unosił go w powietrzu. Rowerzyści jechali w mgle piaskowej. Piach wpadał im do ust, oczu, co stanowiło dodatkowe utrudnienie w jeździe.
Muszę przyznać (mając już za sobą pewne doświadczenie rowerowe), że nie ma nic gorszego niż wiatr, nawet jazda w deszczu nie jest tak uciążliwa, jak jazda pod wiatr. Pedałujesz i „stoisz” w miejscu. Tracisz dużo siły nie tylko fizycznej, psychicznej też. W trakcie jazdy rowerzystom przypominała się piosenka pt.: „W lekkim powiewie przychodzisz do mnie Panie...” dla nich (jak sami to określili) ten powiew dzisiaj był ciężkim, trudnym powiewem.
Grupa o 12.00 miała przejechane tylko 25 km. Powodem tak niedużego dystansu była rekordowa liczba dzisiejszych awarii, których usunięcie zajmuje dużo czasu. Pełni nadziei, że to już koniec usterek na dzisiaj, ruszyli dalej odkrywać Rosję. Po ok. 65 km, zaraz przed planowanym postojem, na drodze pojawiły się kilkumetrowe blaszki (służące do mocowania załadunku na TIR-ach). Prawie wszystkim udało się po nich bezproblemowo przejechać, oprócz Michała Kandefera, któremu to owa blaszka wplątała się w łańcuch, wykrzywiając tym samym kilka ogniw. Po wyciągnięciu jej z łańcucha okazało się, że miała ok. 1 m długości. Nasi serwisanci szybko naprawili usterkę, wymieniając wadliwe ogniwa.
Na 90 km, było to już ok. 16.00, Ojciec Tomasz ogłosił przerwę obiadową. Przerwę tę spędziliśmy na chodniku przed kawiarnią. Goście z lokalu dziwili się, jak to można jeść tak na drodze, z tego też powodu zapraszali do środka. Ale gdzie można lepiej poczuć wolność? Przy stoliku? W zamkniętym pomieszczeniu? I jeść tylko to, co jest w menu? Obiad na takim chodniku powoduje, że czujesz, że żyjesz. Przede wszystkim nic cię nie ogranicza i jesz to, na co masz ochotę (czyt. zupka chińska lub wersja na bogato: makaron z sosem instant z wkrojoną konserwą).
Kiedy już pojedli, trzeba było jechać. I tak 30 km dalej pojawiła się super nowość – ojciec Tomasz ma coraz większe doświadczenie w zarządzaniu tak liczną grupą, wykazuje się coraz lepszymi umiejętnościami logistycznymi i organizacyjnymi -dlatego też zarządził przerwę integracyjno-wypoczynkowo-organizacyjną. BRAWO! Przerwa ta miała miejsce przy rosyjskiej knajpie przy głównej trasie. Na parkingu przed barem była wystawa starych rosyjskich samochodów. Można było je zobaczyć też od środka oraz zrobić sobie pamiątkową fotkę. Kiedy właściciel baru zobaczył liczbę potencjalnych klientów, wyciągnął gramofon sprzed 100 lat i włączył starą, rosyjską muzykę. Chyba chciał rozkręcić naszym bohaterom imprezę. Było dużo radości, niestety chwilę później musieli jechać.
Kilka kilometrów za postojem chłopcy chcieli trochę zaszaleć, bardziej nieświadomie niż świadomie i zgodnie z zasadą „jest ryzyko, jest zabawa” zabawili się w Domino, czyt. delikatne słowo dla wypadku – karambol. W dominie udział wzięli: Mateusz Majchrzak, Mateusz Mika, Kuba Hepner, Szymon i Wax. Na szczęście chłopcom nic się nie stało (trochę się podrapali, ale wszyscy są cali i zdrowi).
Gorzej z rowerami... tak jak ojciec wspominał kilka dni temu, rowery mają bardzo słabą „psychę” i nie wytrzymują. Wax pogiął kolanem lemondkę, rozcentrował tylne koło oraz pogiął przedni bagażnik, podobne usterki w bagażniku wystąpiły u Szymona i Kuby.
1 km dalej od miejsca wypadku ekipa znalazła nocleg przy budującym się hotelu. Obok niego stoi stróżówka, której właściciel wpuścił dziewczyny na nocleg do środka, a chłopcy śpią „pod chmurką” na tarasie. W trakcie zdawania relacji, ekipa była już po modlitwach wieczornych (modlitwa do bł. ks. Jerzego Popiełuszki oraz Apel Jasnogórski) i kładła się spać. Chłopcy naprawiali jeszcze rowery.
Ostatnie 2 dni były dla grupy przystankiem duchowym. Wczoraj było święto Jezusa Chrystusa Najwyższego Kapłana – Tego, który ofiaruje. NINIWA Team ofiarowała wczoraj swój trud, trud tej wyprawy. Dzisiaj jest wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych – rowerzyści mieli okazję nawiedzić najbardziej znany oraz czczony obraz w prawosławnej Rosji. Zawierzyli Jej siebie, swoje rodziny, przyjaciół, swoją drogę wyprawy, drogę życia, Polskę.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu na Mszy św. była mowa o przyjaźni, dlatego też Maryję obrali za Przyjaciółkę – Tę, która czuwa i prowadzi. To nie pierwszy raz, kiedy NINIWA Team ma okazję doświadczyć opieki Matki Bożej. Pamiętam, kiedy jechaliśmy na Światowe Dni Młodzieży do Madrytu i okazało się, że nie możemy jechać zaplanowaną trasą (najkrótszą) – a była to stosunkowo płaska autostrada. Musieliśmy jechać dłuższą drogą, która prowadziła przez dwie dodatkowe przełęcze. Było to 15 sierpnia (Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny).
Kilka dni później zaczynały się ŚDM, dlatego też nadzieja, że na nie zdążymy całkowicie nas opuściła, byliśmy zrezygnowani. Pamiętam, jak Ojciec Tomek powiedział, zawierzmy to Jej, niech Ona prowadzi. Pomimo tych utrudnień i coraz większego zmęczenia w Madrycie byliśmy na czas.
Bilans dnia:
– 125 km dystansu,
– Sonia sponsorem czasu wolnego, w powodu awarii w jej rowerze,
– Rekordowa liczba awarii (4 uszkodzone bagażniki, 1 obręcz u Soni, 1 rozwalona przerzutka, 1 flap Soni, 1 metrowa blaszka w łańcuchu Majkela, 1 pogięta lemondka i rozcentrowane koło),
– Powiew cywilizacji
Źródło: niniwateam.pl