Cała Polska zwalnia
Sobota, 25 maja 2013 (02:03)Rośnie liczba zwolnień grupowych. W jeszcze większym tempie przybywa zapowiedzi tego typu pożegnania z pracą.
W ubiegłym roku, według informacji Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w ramach zwolnień grupowych w 2012 r. pracę straciło prawie 41 tys. pracowników, rok wcześniej 35 tys. osób.
Minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że pod koniec ubiegłego miesiąca w urzędach pracy było zarejestrowanych 2 miliony 258 tys. bezrobotnych, a stopa bezrobocia wyniosła 14 procent. To wyraźny wzrost bezrobocia w stosunku do sytuacji sprzed roku, kiedy rejestrowano 2 mln 43 tys. bezrobotnych, a stopa bezrobocia wynosiła 12,9 procent.
Minister pracy, przedstawiając wczoraj w Sejmie informację rządu w sprawie planowanych przez firmy grupowych zwolnień pracowników, mówił, że bezrobocie nie powinno do końca roku wzrosnąć.
Ma o tym świadczyć przyjęcie przez rząd aktualizacji założenia przesłanego do Komisji Europejskiej programu konwergencji, że stopa bezrobocia na koniec 2013 r. wyniesie 13,8 procent. Ostatnie prognozy rządu, zwłaszcza dotyczące poziomu bezrobocia, z rzeczywistością wiele wspólnego jednak nie miały.
Ich główną rolą była raczej funkcja propagandowa – wskazywanie, że wcale nie będzie tak źle. Kosiniak-Kamysz przekonywał przy tym, że choć faktycznie spowolnienie gospodarcze wpłynęło na wzrost liczby bezrobotnych, to Polska w klasyfikacji bezrobocia na tle całej Unii Europejskiej nie wypada źle, gdyż według unijnej metodologii stopa bezrobocia wynosi u nas 10,7 proc., a średnia dla całej UE – to prawie 11 proc. –mówił minister.
Potwierdził jednak niekorzystne tendencje w zakresie planowanych przez przedsiębiorców zwolnień grupowych. W stosunku do 2011 r. w roku ubiegłym wzrosła o 15 proc. liczba zwolnionych grupowo, a o 20 proc. liczba pracowników, którzy w ramach zwolnień grupowych mieli pracę stracić. W 2011 r. zapowiedziano zwolnienia grupowe 67,2tys. pracowników, a zwolniono –35,7 tys., a w 2012 r. z zapowiedzianych 81 tys. zwolniono 40,9 tys. osób. Niekorzystna tendencja podtrzymywana jest także w tym roku.
–W okresie od stycznia do marca firmy zgłosiły zamiar zwolnienia 21 tys. pracowników, rok wcześniej było to 15 tysięcy. Najwięcej zgłoszeń złożono na Mazowszu – 10 tys., i na Śląsku – 4 tysiące. Były to firmy głównie z sektora finansowo-ubezpieczeniowego – 29 proc., budowlanego – 29 proc., i przetwórstwa przemysłowego –21 proc. – poinformował minister pracy.
Spore zwolnienia zapowiadają bądź już realizują spółki z udziałem Skarbu Państwa. 137 firm planuje zwolnić 2313 pracowników, z samych Polskich Linii Lotniczych LOT –660 osób. Redukcja zatrudnienia zaplanowana jest również na kolei. W PKP PLK pracę straci 1,3 tys. osób.
Zwolnienia dotkną też nauczycieli. W szkołach prowadzonych przez samorząd – ok. 7 tys. osób.
Nic w zamian
Zanim minister rozpoczął opowiadać posłom o rozmiarach planowanych zwolnień w gospodarce, Sejm już w pierwszym czytaniu, czyli bez podjęcia szczegółowych prac, odrzucił projekt ustawy PiS o Narodowym Programie Zatrudnienia zakładającym m.in. wiele ulg podatkowych i preferencji dla przedsiębiorców, którzy zdecydują się zatrudnić ludzi młodych, szczególnie w mniejszych ośrodkach o najwyższym bezrobociu.
Wniosek o odrzucenie projektu poparła cała koalicja PO – PSL, jedynie Józef Zych wstrzymał się od głosu. Pozostałe kluby zagłosowały za dalszą pracą nad ustawą.
Jarosław Kaczyński komentował później, że Polacy zostali przez Tuska, który głosował za odrzuceniem, wprowadzeni w błąd. Przypomniał niedawne słowa premiera, który oświadczył, że jest gotów pracować nad każdym projektem, który przyczyni się do powstawania nowych miejsc pracy.
– To, że my zostaliśmy po raz kolejny wprowadzeni w błąd – żeby nie powiedzieć inaczej – to jesteśmy do tego przyzwyczajeni, ale to Polacy zostali po raz kolejny wprowadzeni w błąd, po prostu oszukani, to jest bardzo poważna i niedobra sprawa, pokazująca, jaka jest jakość rządzenia w dzisiejszej Polsce – mówił prezes PiS.
Donald Tusk stwierdził wczoraj po głosowaniu, że nie jest to projekt, który może sprzyjać walce z bezrobociem. Premier, dość swobodnie podchodzący do komentowania swoich działań, tym razem uznał, że dobrze wypadnie w telewizji, argumentując głosowanie przeciw opowiadaniem, że propozycje opozycji zaszkodzą, powodując wzrost kosztów pracy.
To jednak Donald Tusk, decydując w sprawie podwyższenia od ubiegłego roku o 2 punkty procentowe składki rentowej, ma wybitne zasługi na polu podnoszenia kosztów pracy. – Istota tego projektu, jaką jest podniesienie, i to dość radykalne, kosztów pracy, wydaje się dziś najgorszym, a nie najlepszym pomysłem – tłumaczył premier.
Zaznaczył, że rząd poszukuje wariantów, które nie niosą ze sobą wielkiego ryzyka, ale przynajmniej jakiejś grupie ludzi pomogą w znalezieniu pracy.
Minister Kosiniak-Kamysz wśród pomysłów rządu na walkę z bezrobociem wymienił przyjęte we wtorek w projekcie ustawy antykryzysowej dopłaty (w wysokości połowy płacy minimalnej) do wynagrodzeń pracowników. Chodzi m.in. o firmy, które czasowo ogłoszą – wskutek trudnej sytuacji ekonomicznej – przestój.
Tym pomysłem ma być także zmiana kodeksu pracy, dotycząca wydłużenia okresu rozliczeniowego pracy z obecnych 4 do 12 miesięcy – co krytykują związkowcy – i reforma urzędów pracy, mająca spowodować bardziej indywidualne podejście urzędników do bezrobotnych.
Artur Kowalski