• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Arłukowicz próbuje odwrócić uwagę

Piątek, 24 maja 2013 (20:06)

Jestem zaskoczona listem otwartym Bartosza Arłukowicza, ministra zdrowia, „Do przyjaciół lekarzy”. Pan minister ma szereg innych możliwości i płaszczyzn, na których może się spotkać ze środowiskiem pracowników ochrony zdrowia. Wielokrotnie o to zabiegaliśmy. Chociażby w zespole trójstronnym przy ministrze zdrowia czy też komisjach trójstronnych. Minister starał się zazwyczaj unikać kontaktów z naszym środowiskiem, tłumacząc się napiętym kalendarzem lub pewnymi działaniami w resorcie.

Dziwi mnie, że teraz próbuje zachowywać się w sposób zaczepny, rzucając „odbezpieczony granat” w stronę środowiska służby zdrowia, jakby rzeczywiście chcąc odwrócić uwagę od realnych problemów. Przypomnę, że kiedy pan minister obejmował swój urząd – a w październiku będzie to już dwa lata – miał szereg ambitnych planów. Gdybyśmy spytali, co z tych zamierzeń udało się panu ministrowi zrobić, okaże się, że nic.

Rzeczywiście, trudno się nie zgodzić z prezesem Naczelnej Izby Lekarskiej Maciejem Hamankiewiczem, że list otwarty jest próbą odwrócenia od tego uwagi. Wielokrotnie podkreślałam jako przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Służby Zdrowia NSZZ „Solidarność”, że kwestia relacji lekarz – pacjent czy służba zdrowia – chorzy jest fundamentalna.

Na tej relacji międzyludzkiej, zwłaszcza człowieka cierpiącego i pełniącego misję, posługę przy chorym, należy budować system i jego wartości. Pan minister swoim listem próbuje szukać winnego. I zachowuje się jak w tym powiedzeniu, kiedy złodziej krzyczy „łapać złodzieja”.  Najdelikatniej mówiąc, wydaje się to mało eleganckie. To – jak powiedziałam – próba rzucenia „odbezpieczonego granatu” w środowisko służby zdrowia, licząc, że media przerzucą swoją uwagę.

Nie dzieje się dobrze. I my wszyscy doskonale wiemy o tym, że ten system ochrony zdrowia jest odhumanizowany. W centralnym punkcie został postawiony pieniądz i PESEL pacjenta, a nie on i jego choroba, i na dzień dobry nie jesteśmy pytani, co nam dolega, ale czy mamy ubezpieczenie i PESEL. I może od tego należałoby zacząć, a nie od szukania winnych, że takie właśnie mamy rezultaty.

Myślę, że pan minister powinien uderzyć się w piersi i powiedzieć: „Rzeczywiście przez te dwa lata nie zrobiłem nic, mimo szumnych zapowiedzi”. Zamiast pisać akty strzeliste do środowiska służby zdrowia, należałoby raczej z nim się spotkać i posłuchać jego rad, co powinien zrobić. Przede wszystkim powinien iść do roboty, a nie wygadywać głupoty.

not. JD


Autorka jest przewodniczącą Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”

Maria Ochman