Minister w tarapatach po wpadce z dronami
Piątek, 24 maja 2013 (19:13)Niemiecki minister obrony Thomas de Maiziere znalazł się w tarapatach po zbyt późnym wycofaniu się z projektu bezzałogowego samolotu Euro Hawk, co naraziło skarb państwa na stratę kilkuset milionów euro. Kanclerz Angela Merkel broni jednak ministra.
W wywiadzie dla rozgłośni Deutschlandfunk de Maiziere powiedział, że bierze na siebie odpowiedzialność za wpadkę z dronami. Zastrzegł przy tym, że napotykane trudności nie mogą być powodem natychmiastowej rezygnacji ze skomplikowanych projektów zbrojeniowych. - Przy takim podejściu nie można by zrealizować żadnego projektu zbrojeniowego - powiedział szef resortu obrony.
Ministerstwo obrony w Berlinie dopiero tydzień temu podjęło decyzję o rezygnacji z projektu wyposażenia Bundeswehry w pięć maszyn rozpoznawczych typu Euro Hawk, chociaż pierwsze sygnały, że drony amerykańskiej produkcji mogą nie uzyskać zezwolenia na loty w europejskiej przestrzeni powietrznej, pojawiły się już w 2011 roku. Budżet państwa mógł stracić w wyniku nietrafionej inwestycji nawet kilkaset milionów euro - pisze agencja dpa.
Jak się okazało, bezzałogowe samoloty Euro Hawk nie dysponują wymaganym w Europie systemem ostrzegania przed kolizją z innymi samolotami. Chociaż dron leci na wysokości 20 kilometrów, co wyklucza kolizję z innymi samolotami, to problemem jest start i lądowanie. Producent dronów, amerykański koncern Northrop Grumman, odmówił w dodatku ujawnienia niektórych szczegółów technicznych, uznając te dane za tajne.
Kanclerz Merkel zapewniła, że ma nadal pełne zaufanie do swego ministra. - Wyjaśnienie okoliczności realizowanego od 2001 roku projektu Euro Hawk, dotyczącego różnych rządów i kilku kadencji, jest w przypadku tego ministra w dobrych rękach - powiedział rzecznik rządu Steffen Seibert.
De Maiziere powołał w ministerstwie 40-osobowy zespół ekspertów, który ma wyjaśnić wszystkie okoliczności afery. Wyniki prac tego gremium minister obrony przedstawi 5 czerwca parlamentarnej komisji obrony. Opozycja krytykuje skład zespołu, twierdząc, że znaleźli się w nim urzędnicy ministerstwa, którzy wcześniej byli odpowiedzialni za pilotowanie nieudanego projektu.
Opozycja chce teraz wyciągnięcia personalnych konsekwencji w sprawie dronów. Za konieczny uznał taki krok m.in. szef klubu parlamentarnego Lewicy Gregor Gysi. Zastrzegł, że na razie nie domaga się dymisji ministra. - Musiałbym mieć więcej danych - powiedział.
Polityk SPD Rainer Arnold zarzucił szefowi resortu obrony, że wprowadził w błąd własny rząd. W przyjętym na początku maja sprawozdaniu o reformie Bundeswehry nie ma ani słowa o problemach z dronami.
JD, PAP