• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

NINIWA Team zdobyła Kazań

Piątek, 24 maja 2013 (12:38)

 Pod patronatem „Naszego Dziennika

 

Relacja Krzysztofa Zielińskiego z dwudziestego pierwszego dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię:

Kiedy przejeżdża się przez Wołgę, oczy przestają mrugać, a mimo wysiłku w piersiach zapiera dech. Już od dłuższego czasu, gdy jedzie się przez Tatarstan, życie nabiera kolorytu. Rzeczki, strumyki, zbiorniki z wodą, zieleń niewysokich drzew... To nie Mazury, ale też nie finlandzka kraina rzek i jezior. Gdy przekracza się najdłuższą rzekę Rosji i wjeżdża do Kazania, trudno uwierzyć, że to nie jakieś zachodnioeuropejskie miasto „z wypasem”. Trudno uwierzyć, że 800 km za plecami jest Moskwa. I trudno uwierzyć, że od Niżnego Nowogrodu do teraz po drodze widać biedę aż piszczy.

Kiedy wczoraj rowerzyści przekraczali na trasie rzekę, myśleli, że to Wołga. Jednak dopiero dziś okazało się, że był to dopływ (Oka), a Wołga, najdłuższa rzeka świata wpływająca do jeziora, objawiła swoje prawdziwe oblicze. Ale po kolei.

Jeszcze wczoraj przed snem, tam, gdzie spali rowerzyści, pojawił się dziennikarz z lokalnych mediów. Robił zdjęcia i wywiady z młodymi uczestnikami ekspedycji syberyjskiej. Potem sen. Pobudka o 5.00, wyjazd o 6.00. Dzień był bardzo trudny pod względem warunków. Tereny górzyste i mocno pofałdowane. Do tego wiatr. Ostry wiatr. I to w twarz. Był momenty przy jeździe z górki, gdy trzeba było pedałować, żeby się nie zatrzymać!

I w takich oto warunkach grupa pokonała własny rekord. To już nie 3 dni, kiedy NINIWA Team robi ponad 200 km dziennie. To już czwarty taki dzień! I to przy niekorzystnych warunkach! Do tej pory rekordy wspierane były okolicznościami zewnętrznymi (pogoda, ukształtowanie terenu). Dziś śmiałkowie zdobywają medal „hardkora”! To zawzięcie, to konsekwentne realizowanie planu nadrabiania straconych kilometrów. Jest to jednak okupione sporym zmęczeniem.

Pierwsze 50 km bez przeszkód i przerwa na 30 minut. Po niej awaria Mateusza Majchrzaka – pęknięta szprycha, a Waksmudowi strzela dętka w przyczepce. Z atrakcji na tym dystansie – jeszcze przewrócił się Marcel i wjechał w niego Krzysiek Skok, ale nic się chłopakom nie stało. Kolejna przerwa znowu po 50 km. I znowu na dystansie dętka – tym razem u Michała Pieca. Dziurę było bardzo trudno naprawić. Aż trzy razy podejmowano próbę naprawy i za każdym razem „puufww” niczym wybuch. Do trzech razy sztuka i gratulujemy Filipowi, przyszłemu inżynierowi z Politechniki, że sobie z tą okolicznością poradził!

Do południa zimno i założone bluzy z długimi rękawami... Potem lekko cieplej dzięki słońcu. I proszę Państwa – Kraina Tatarstan! Przepięknie jak w Finlandii. Zielono. Nawet lekko się na moment wypłaszczyło. Wokół woda i śliczna flora. Widoki zmieniły się też dzięki zmniejszonemu ruchowi na drogach, ogromnym przestrzeniom i wyraźnie mniejszej gęstości zaludnienia. I właśnie w takich okolicznościach można doświadczyć małych radości w tym całym trudzie. Kto nie jest kolarzem, pewnie tego nie zrozumie, ale kiedy udaje się z dużej góry szybko jechać z prędkością ok. 30 km/h, a dookoła słychać tylko świszczący wiatr i szum w uszach... Wtedy właśnie jest radość! Ulotne chwile, ale ogromna satysfakcja.

Na ostatnim dystansie – ciekawe spotkanie. Pan Uve, ok. 45-letni jegomość rodem z Niemiec – dziennikarz. Jeździ sobie ot po Rosji w kierunku Władywostoku. Planował być cały następny dzień w Kazaniu. O jego wyprawie i zmaganiach można sobie poczytać w internetowym dzienniku Russland2013.de, który co wieczór redaguje i uzupełnia.

No i w końcu ten niesamowity wjazd do Kazania. Przejazd przez Wołgę. Napięcie sięga zenitu. Szczęki opadły... Full cywilizacja, nowoczesne miasto, budownictwo, nowiuśki asfalt. Dookoła bannery i wyraźnie sportowa atmosfera. Dlaczego? Bynajmniej miasto nie wita śmiałków z Polski. W tych dniach odbywać się będzie uniwersjada, czyli światowa olimpiada szkół wyższych! I gdy podziw nad miastem sięgał już zenitu... nagle, tuż za Wołgą grupę zatrzymuje policja! Jednak byli w tych okolicznościach na tyle uprzejmi i zakręceni, że przyjęli tłumaczenia ojca Tomasza: „Ćwiczymy przed uniwersjadą” – i puścili rowerzystów.

O. Tomek opisuje, że Nowogród był piękny i nowoczesny i to samo, jeśli nie bardziej, można powiedzieć o Kazaniu. Polska może pozazdrościć takiego standardu... Pełen podziwu o. Tomek mówi nawet, że poleca na wakacje tu przyjechać. „Zamiast do Egiptu – do Kazania i nad Wołgę!”. To miasto (mimo drobnego policyjnego incydentu) przywitało śmiałków bardzo przyjaźnie. Zupełnie inaczej niż w stolicy. Cóż za koloryt i różnorodność obliczy Rosji. Efekt psuje tylko mijany między dużymi miastami widok biedy.

Śmiałkowie przyjechali do katolickiej parafii. Pracuje tu ksiądz z Brazylii. Spodziewał się ich tutaj, bo siostra Iwona już wczoraj zadzwoniła do księdza Mario, a ten podjął pielgrzymów bigosem... Garem bigosu! Padre Mario jest tu krótko i dopiero uczy się rosyjskiego (w przeciwieństwie do o. Tomka, który nawet zaproponował redakcji, że dzisiejszą relację może powiedzieć po rosyjsku...).

Tuż po przyjeździe od razu Msza św. w kościele. Jest tu 300 katolików. Kościół zupełnie nowy, wybudowany 4-5 lat temu, a w nim stacje Drogi Krzyżowej i krzyż malowali Polacy! Ok. 23.00 wszyscy już śpią. Tylko o. Tomek jeszcze kończy swoje sprawozdanie... Jest zmęczenie. Na szczęście bez chorób. Tydzień ambitny. Takiego jeszcze nie było.

I jeszcze na koniec coś bardzo ważnego, bo dziś Święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana! A kim jest kapłan? Tym, co składa ofiarę. Jaka to może być ofiara? Najczęściej widzimy księdza, który sprawuje Eucharystię, pamiątkę Najdoskonalszej Ofiary, jaką Jezus złożył na Krzyżu. To On pokazał, czym jest wyrzeczenie i poświęcenie. I choć kapłani noszą w sobie sakramentalne kapłaństwo, to my wszyscy uczestniczymy w kapłaństwie powszechnym. Jak ono się objawia? Mamy głosić Boga. Także przez trud. I właśnie trud m.in. w postaci zmęczenia, niedospania, brudu, piachu i kurzu w nosie i na całym ciele śmiałkowie ofiarowują za nasz kraj. Mocarze...

 Pozdrowienia:

Dla kleryka Mateusza Kępińskiego, który cały czas pozdrawia i modli się za grupę. Życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia!

Bilans dnia:

– przejechane 215 km

– jeden dodatkowy rowerzysta z Niemiec

Nocleg:

Kazań