Iran w ogniu
Niedziela, 8 marca 2026 (11:23)Rzecznik armii Izraela gen. Effie Defrin poinformował
w sobotę, że w ostatnich dniach lotnictwo zaatakowało
dwa „najbardziej centralne” miejsca produkcji pocisków balistycznych w Iranie.
Izraelskie wojsko w ostatnich dniach „przeszło
do kolejnego etapu operacji, rozszerzając ataki na główne zakłady produkcyjne reżimu” – przekazano w komunikacie armii.
Ataki były wymierzone w kompleks wojskowy Parczin,
na południe od Teheranu. Jak zaznaczyło wojsko, celem były „fabryki produkujące materiały wybuchowe do głowic rakiet balistycznych, kompleksy do produkcji unikalnych surowców do silników rakietowych [...] oraz kompleks wykorzystywany do badań, rozwoju, montażu i produkcji zaawansowanych pocisków manewrujących”.
W kolejnym ataku przeprowadzonym na położony
na północy kraju Szahrud lotnictwo uderzyło w zakład Korpusu Gwardii Strażników Rewolucji (IRGC)
zajmujący się produkcją pocisków balistycznych.
– To właśnie w tym obiekcie wyprodukowano większość pocisków wystrzelonych w kierunku Izraela – przekazał gen. Defrin.
W ocenie izraelskiej armii w miesiącach poprzedzających trwającą wojnę Teheran przywracał swoje zdolności produkcyjne, wytwarzając dziesiątki pocisków miesięcznie, a tempo produkcji miało „trend wzrostowy”. Wskazano,
że Iran będzie w stanie wytwarzać setki pocisków balistycznych miesięcznie – podał portal Times of Israel. Dodano, że ataki na zakłady rakietowe w Parczinie
i Szahrudzie spowodowały poważne szkody w irańskim potencjale produkcji rakiet.
Przedstawiciele wywiadu Sił Obronnych Izraela twierdzą również, że oprócz strat w zdolnościach produkcyjnych, ucierpiała także zdolność Iranu do zbrojenia sprzymierzonych z nim grup, takich jak Hezbollah,
Hamas czy Huti, które polegały w dużej mierze na dostawach uzbrojenia z Iranu – dodał Times of Israel.
Izraelskie siły powietrzne przeprowadziły atak na irańską infrastrukturę naftową w rejonie Teheranu – poinformował również w sobotę portal Times of Israel, powołując się na oświadczenie armii. Państwowe media irańskie przekazały, że atak wywołał pożar rafinerii na południu Teheranu.
Według Times of Israel był to pierwszy przypadek
od początku obecnej wojny, kiedy Izrael zaatakował infrastrukturę narodową Iranu.
Irański emigracyjny i antyrządowy portal Iran
International powiadomił, powołując się na agencję Fars, że zaatakowany został magazyn ropy naftowej
w południowym Teheranie. Jak przekazała irańska agencja Mehr, obiekt znajduje się w pobliżu rafinerii ropy naftowej.
Irańska Gwardia Rewolucyjna podała wcześniej w sobotę, że w odpowiedzi na izraelskie ataki uderzyła w rafinerię
w Hajfie – przekazały państwowe irańskie media.
Premier Izraela Benjamin Netanjahu oświadczył w sobotę w nagraniu wideo, że wojna przeciwko Iranowi będzie kontynuowana nieprzerwanie i bez kompromisów oraz
że Izrael ma „plan z wieloma niespodziankami” na kolejny etap wojny, której celem jest destabilizacja reżimu
w Teheranie.
Zwracając się do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), Netanjahu powiedział: „Wy również jesteście na naszym celowniku”. Jednocześnie zapowiedział, że kto nie złoży broni, sam bierze odpowiedzialność za swoją śmierć.
Premier zwrócił się również do społeczeństwa irańskiego, podkreślając, że Izrael nie próbuje dzielić Iranu, lecz stara się go wyzwolić z teokratycznego reżimu.
W rzeczywistości społeczeństwo irańskie jest od dawna podzielone m.in. na zwolenników władz i ich przeciwników. W przeciwieństwie jednak do części irańskiej diaspory, zwłaszcza w USA, poparcie dla amerykańsko-izraelskich ataków w samym Iranie – choć trudne do oszacowania
– nie może być duże.
Irański Czerwony Półksiężyc podał w sobotę, że ponad
6,5 tys. obiektów cywilnych w Iranie, w tym 65 szkół
i 14 placówek medycznych, zostało trafionych
w amerykańskich i izraelskich atakach od początku wojny. Według organizacji Human Rights Activists News Agency (HRANA) po stronie irańskiej zginęło dotychczas 1172 cywilów, w tym 194 dzieci.
Netanjahu dodał także, że Izrael stoi po stronie innych państw, które zostały zaatakowane przez Iran.
W odpowiedzi na rozpoczęte 28 lutego amerykańsko-
-izraelskie ataki Iran przeprowadza uderzenia głównie
na amerykańskie instalacje wojskowe w państwach
Zatoki Perskiej.
Izraelski premier ostrzegł także rząd Libanu, że to
na nim spoczywa odpowiedzialność za egzekwowanie porozumienia o zawieszeniu broni z 2024 r. oraz za rozbrojenie Hezbollahu. Jeśli władze w Bejrucie tego
nie zrobią, ataki Hezbollahu na Izrael doprowadzą
– jak stwierdził – do katastrofy dla Libanu.
Sponsorowany przez Iran Hezbollah włączył się
w mijającym tygodniu do wojny, atakując Izrael,
w konsekwencji czego izraelska armia prowadzi ostrzał południowych części Libanu, w tym także Bejrutu.
Sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu Ali Laridżani oświadczył w sobotę, że USA i Izrael dążyły do „rozpadu” Republiki Islamskiej, ale znalazły się
w pułapce – przekazała z kolei agencja AFP.
– Ich celem był fundamentalny rozpad Iranu – zaznaczył Laridżani w wywiadzie wyemitowanym później w telewizji państwowej. – Myśleli, że będzie jak w Wenezueli: uderzą, przejmą kontrolę i to będzie koniec. Ale teraz są w pułapce – dodał.
Oświadczył, że państwa regionu są świadome,
że Stany Zjednoczone nie są w stanie zapewnić im
już bezpieczeństwa. Iran – kontynuował – nie ma problemu z tymi państwami, jednak będzie atakował
te kraje, które pozwalają używać swoich terytoriów
do prowadzenia ataków na Iran.
– Państwa regionu muszą albo powstrzymać USA przed używaniem ich terytoriów, albo zrobimy to my – stwierdził cytowany przez Iran International Laridżani, dodając,
że dwa kraje zapowiedziały, że powstrzymają
siły amerykańskie od ataków z ich ziem.
Laridżani podkreślił, że wiedział, iż zabójstwo irańskich przywódców i ponad tysiąca Irańczyków nie pozostanie
bez odpowiedzi i że Iran nie wycofa się, dopóki nie zostanie osiągnięty „odwet”, a agresor nie zostanie ukarany. – Nie pozwolimy Trumpowi odejść, musi
zapłacić – powiedział cytowany przez CNN.
Tego samego dnia irański minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi oświadczył, że jeżeli prezydent USA będzie dążył do eskalacji, „to właśnie na to nasze potężne
siły zbrojne są od dawna przygotowane”.
– Odpowiedzialność za wszelkie nasilenie działań samoobrony Iranu będzie spoczywać wyłącznie
na administracji USA – dodał.
Wcześniej prezydent Iranu Masud Pezeszkian zasugerował, że Teheran nie będzie atakował sąsiednich państw Zatoki Perskiej, „chyba że zostanie zaatakowany pierwszy”.
Jednak Iran kontynuuje w niedzielę ataki odwetowe
na kraje Bliskiego Wschodu, mimo że poprzedniego
dnia prezydent Masud Pezeszkian ogłosił, że zostaną
one wstrzymane, o ile za tych krajów nie będą
prowadzone działania wymierzone w Iran.
W stolicy Kuwejtu w wyniku ataku przeprowadzonego
przy użyciu dronów wybuchł pożar w wieżowcu będącym siedzibą tamtejszego zakładu ubezpieczeń społecznych. Władze podały, że celem irańskich dronów były także składy paliwa na międzynarodowym lotnisku w Kuwejcie. Ministerstwo spraw wewnętrznych poinformowało o śmierci dwóch funkcjonariuszy straży granicznej, choć oświadczyło jedynie, że zginęli oni „podczas wykonywania obowiązków”, nie precyzując okoliczności.
Natomiast ministerstwo spraw wewnętrznych Bahrajnu oświadczyło, że trzy osoby zostały ranne, gdy fragment irańskiego pocisku spadł na budynek uniwersytetu
w Al-Muharrak, trzecim co do wielkości mieście w kraju. Niezależnie od tego przekazało na platformie X,
że w wyniku ataku dronowego uszkodzeniu uległ zakład odsalania wody morskiej. Poprzedniego dnia irański minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi zarzucił Stanom Zjednoczonym zaatakowanie podobnego
zakładu w jego kraju.
W Indonezji ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało w niedzielę, że trzech członków indonezyjskiej załogi uznano za zaginionych po zatonięciu w piątek w cieśninie Ormuz holownika pływającego
pod banderą Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Przed zatonięciem na holowniku nastąpiła eksplozja, która wywołała pożar. Jednego z indonezyjskich członków załogi udało się uratować i przebywa on w szpitalu w Omanie.