Zmuszeni do rywalizacji z kartelami
Poniedziałek, 2 marca 2026 (14:36)Z dr. Markiem Kawą, amerykanistą rozmawia Rafał Stefaniuk
Śmierć Nemesio Oseguera Cervantesa, znanego jako „El Mencho”, przywódcy kartelu, która zapoczątkowała zamieszki w Meksyku, rozpoczyna nowy rozdział w historii tego kraju – otwartej wojny wewnętrznej?
– Może nie jest to jeszcze wojna w klasycznym, podręcznikowym rozumieniu, ale skala przemocy i demonstracja siły karteli pokazują, jak bardzo sytuacja wymknęła się spod kontroli. Meksyk od dekad zmaga się z problemem narkobiznesu, który przeniknął do życia społecznego, gospodarki, a miejscami także struktur bezpieczeństwa. To zjawisko generuje skutki uboczne o zasięgu znacznie szerszym niż sama przestępczość. Odciska piętno na zdrowiu publicznym, destabilizuje lokalne rynki pracy i podkopuje zaufanie obywateli do instytucji państwowych. Problem polega na tym, że władza federalna w państwie tak rozległym i zróżnicowanym społecznie ma ograniczone możliwości skutecznego reagowania na wszystkie ogniska konfliktu jednocześnie. W przeszłości dochodziło do napięć również w regionach zamieszkiwanych przez społeczności autochtoniczne, gdzie lokalne kryzysy przyjmowały formę otwartych buntów. Chaos bezpieczeństwa stał się elementem krajobrazu politycznego, choć nikt oficjalnie nie chciał tego przyznać.
Nie brakuje też mocnych ocen ze strony m.in. USA…
– Prezydent USA Donald Trump publicznie twierdzi, że tamtejsze władze od lat nie panują nad sytuacją, choć takie opinie spotykały się z ostrą krytyką w Meksyku. Obecna prezydent Claudia Sheinbaum Pardo stoi przed wyjątkowo poważnym zadaniem. Kartelowe struktury zyskały zdolności operacyjne, o jakich jeszcze dwie dekady temu trudno było myśleć. Współczesne grupy przestępcze wykorzystują drony oraz inne nowoczesne środki techniczne do prowadzenia działań obserwacyjnych i taktycznych. Oni niejako mają już swoje siły powietrzne! Wykorzystują m.in. helikoptery. Pojawiają się informacje o próbach przejmowania kontroli nad przestrzenią miejską. Nawet w tak dużych ośrodkach jak Guadalajara organizacje przestępcze potrafią na pewnych obszarach narzucać własne reguły funkcjonowania. Oczywiście trudno mówić o pełnej administracyjnej kontroli, ale sam fakt, że państwo musi rywalizować o bezpieczeństwo przestrzeni publicznej z grupami kryminalnymi, jest alarmujący.
Amerykanie są tym, co się dzieje, bardzo zainteresowani?
– W szerszym ujęciu można dostrzec, że Stany Zjednoczone od dawna analizują region od Meksyku przez Kubę, Wenezuelę aż po Kolumbię jako obszar wymagający stałego monitoringu geopolitycznego. Tego typu doktrynalne podejście wynika z przekonania, że destabilizacja na południowej flance kontynentu może mieć bezpośrednie konsekwencje dla bezpieczeństwa północnego sąsiada. Amerykańskie służby i analitycy często twierdzą, że ich rozpoznanie sytuacji bywa pełniejsze niż informacje publicznie dostępne w samych państwach regionu, choć jest to oczywiście temat politycznie drażliwy. Jedno jest pewne: śmierć „El Mencho” nie zakończyła problemu, a raczej otworzyła kolejny rozdział brutalnej rywalizacji państwa z kartelami. Eliminacja jednego lidera rzadko oznacza stabilizację. Zwykle powoduje przesunięcie sił i pojawienie się nowych pretendentów do władzy nad nielegalnym rynkiem, który wciąż pozostaje jednym z najbardziej dochodowych na świecie.
Stąd też propozycja Amerykanów, że pomogą w opanowaniu tych problemów?
– Nieoficjalnie mówi się, że eliminacja Nemesio Oseguera Cervantesa mogła być powiązana z danymi wywiadowczymi amerykańskich służb. Faktem jest natomiast, że „El Mencho” nie był jeden. W regionie funkcjonuje kilku podobnych liderów, którzy budują sieci wpływów obejmujące logistykę narkobiznesu w skali międzynarodowej. Jego organizacja miała – według wielu analiz – rozciągać oddziaływanie nie tylko na rynek meksykański, ale także na szlaki przerzutowe prowadzące przez Amerykę Południową. Pojawiały się doniesienia o próbach wykorzystywania portów morskich poza Meksykiem, w tym w regionie Ameryki Łacińskiej. Skala globalizacji przestępczości zorganizowanej powoduje, że państwa zaczynają współpracować wywiadowczo w sposób znacznie bardziej zaawansowany niż jeszcze kilkanaście lat temu. I tak, Amerykanie siłą rzeczy są zmuszeni interesować się tym, co Meksyk robi w sprawie ich karteli.
Jak daleko przemoc w Meksyku może pójść?
– Skala odwetu jest ogromna: blokady dróg, podpalenia pojazdów, ataki na służby bezpieczeństwa w kilkunastu stanach. To już nie jest tylko lokalny bunt, to szeroko zakrojona fala przemocy, która paraliżuje transport, życie społeczne i bezpieczeństwo lokalne. I nawet jeśli jeszcze nie mówimy formalnie o wojnie domowej, to napięcia mogą eskalować, bo operacja przeciw tak potężnej organizacji jak CJNG uruchamia reakcje łańcuchowe. Problem Meksyku jest znacznie głębszy niż tylko walka z jednym przywódcą.
Kartel CJNG, który prowadził El Mencho, jest jednym z kluczowych graczy w narkobiznesie, działa nie tylko w Meksyku, ale na wielu szlakach przemytu na południe i północ kraju. El Mencho nie był jedyny – jego śmierć może doprowadzić do wewnętrznych walk o władzę w samej organizacji albo do tego, że inni liderzy zaczną jeszcze agresywniej rozszerzać swoje terytoria i wpływy. W Stanach Zjednoczonych od dawna rośnie presja, by traktować kartele jako bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa. Administracja Donalda Trumpa podkreśla zaangażowanie w walkę z fentanylem, metamfetaminą i innymi narkotykami, które trafiają do USA i powodują epidemię uzależnień.
Można spodziewać się bezpośredniej interwencji wojskowej USA?
– Bez porozumienia z władzami Meksyku taki scenariusz jest dziś mało prawdopodobny. Amerykanie nie będą działać jednostronnie, bo mówimy o dużym, demokratycznie zarządzanym państwie. Ingerencja militarna bez zgody partnera oznaczałaby poważny kryzys dyplomatyczny w regionie. Możemy natomiast założyć, że Amerykanie będą reagować, jeśli zagrożone zostanie bezpieczeństwo ich obywateli. Gdyby doszło do serii porwań, ataków na turystów albo brutalnych egzekucji wymierzonych w Amerykanów przebywających w regionach przygranicznych, presja polityczna na zdecydowaną reakcję mogłaby gwałtownie wzrosnąć. Wtedy nie można całkowicie wykluczyć operacji o charakterze ograniczonym, ukierunkowanej na ochronę własnych obywateli, choć nadal bardziej prawdopodobne pozostaje wsparcie logistyczne, wywiadowcze czy technologiczne niż klasyczne wejście militarne.
Na ile mocne jest oddziaływanie Amerykanów na władze Meksyku?
– To jest kwestia istotna, ale nie oznacza automatycznej możliwości wymuszania decyzji politycznych. Obecna prezydent Meksyku, Claudia Sheinbaum Pardo, musi balansować między potrzebą stabilizacji wewnętrznej a ochroną suwerenności państwa. Historia relacji meksykańsko-amerykańskich pokazuje, że współpraca bezpieczeństwa jest możliwa, lecz zawsze opiera się na trudnej równowadze interesów. Trzeba też pamiętać, że jeszcze kilkanaście lat temu część regionów przygranicznych, jak miasta położone w strefie oddziaływania szlaków narkotykowych, funkcjonowała w warunkach niemal równoległej władzy karteli. Państwo bywało tam obecne tylko symbolicznie, a przemieszczające się karawany przemytu z południa kontynentu wykorzystywały słabość kontroli granicznej. Dlatego dziś dyskusja o ewentualnej pomocy militarnej czy operacyjnej ze strony USA pojawia się nie tyle jako zapowiedź interwencji, ile raczej jako element szerszej strategii bezpieczeństwa.