• Środa, 4 marca 2026

    imieniny: Kazimierza, Łucji, Witosławy

Ryzyko praktyki częstszego sięgania po warunkowe umorzenie

Sobota, 28 lutego 2026 (16:05)

Z mec. dr. Michałem Skwarzyńskim z Katedry Praw Człowieka i Prawa Humanitarnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego rozmawia Rafał Stefaniuk

Od 2023 roku sądy zaczęły częściej sięgać po instytucję warunkowego umorzenia postępowań w sprawach dotyczących czynów z art. 152 § 2 Kodeksu karnego. Jest to przepis odnoszący się do pomocy w aborcji lub nakłaniania do niej. To może oznaczać zmianę praktyki orzeczniczej?

 

– Warunkowe umorzenie postępowania oznacza w praktyce, że dana osoba nie zostaje formalnie uznana za karaną. To ma ogromne znaczenie zwłaszcza w kontekście funkcjonowania zawodowego i społecznego. Gdy mówimy o osobach pracujących w sektorze publicznym, w ochronie zdrowia czy w samorządzie, taki sposób zakończenia sprawy pozwala zachować status zawodowy. Dzieje się tak, ponieważ nie niesie to za sobą skutków, które pojawiają się przy prawomocnym skazaniu, nawet jeśli kara miałaby charakter zawieszenia. Różnica jest więc bardzo realna i dotyczy nie tylko statystyki sądowej. To jest fakt, który przede wszystkim dotyka codziennego życia ludzi, bo formalne skazanie w wielu przypadkach prowadziłoby do utraty zatrudnienia. Natomiast gdy sąd decyduje się na warunkowe umorzenie, to sam ten fakt zamyka sprawę bez tak daleko idących konsekwencji. Można zatem powiedzieć, że szersze stosowanie tej instytucji może świadczyć o pewnej zmianie podejścia do rozstrzygania tego typu postępowań. Akcent widocznie przesuwa się z kary na odpuszczenie. 

Stosowanie warunkowego umorzenia w sprawach dotyczących czynów związanych z aborcją można interpretować jako parasol ochronny wobec osób popierających lub dopuszczających się takich działań?

 

– Nie chodzi o tworzenie żadnego parasola ochronnego, lecz o problem bardziej fundamentalny, bo w takiej sytuacji pojawia się pytanie o realizację podstawowej funkcji prawa karnego, jaką jest zapobieganie powtarzaniu się czynów zabronionych i wyznaczanie wyraźnej granicy pomiędzy tym, co dopuszczalne, a tym, co prawnie zakazane. Prawo, zwłaszcza w sferze odpowiedzialności karnej, ma działać odstraszająco i porządkować życie społeczne poprzez wskazanie konsekwencji określonych zachowań, tymczasem praktyka częstszego sięgania po warunkowe umorzenie może w odbiorze części opinii publicznej rodzić wrażenie, że system nie zawsze konsekwentnie reaguje na naruszenia. W efekcie pojawia się ryzyko, że osoba objęta takim rozstrzygnięciem, szczególnie jeśli funkcjonuje w określonym środowisku instytucjonalnym, zachowuje możliwość dalszej aktywności w obszarze, który był przedmiotem postępowania, co z punktu widzenia funkcji prewencyjnej prawa bywa oceniane krytycznie.

 

Spójrzmy teraz na sferę obowiązków państwa. Ochrona życia osób najsłabszych, w tym życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci, powinna być traktowana jako fundament działania instytucji publicznych?

 

– Takie rozumienie roli państwa znajduje oparcie nie tylko w polskim porządku konstytucyjnym, ale również w szerszym kontekście etycznym i kulturowym, który przez stulecia kształtował europejską cywilizację. Idea ochrony życia na każdym etapie jego rozwoju wynika z przekonania, że wspólnota polityczna nie może funkcjonować w oparciu o logikę selekcji, lecz powinna kierować się zasadą solidarności wobec tych, którzy sami nie są w stanie skutecznie bronić swoich praw. W tradycji, z której wyrasta współczesna Europa, postawiono na upodmiotowienie człowieka jako osoby, co oznacza odejście od modelu „prawa dżungli” i uznanie, że rozwój cywilizacyjny opiera się na zdolności społeczeństw do chronienia także tych, którzy nie mają własnego głosu w debacie publicznej. Podważanie tego fundamentu bywa postrzegane przez część środowisk jako odejście od źródeł europejskiej tożsamości, a spory wokół kwestii aborcji urastają do symbolu głębszego konfliktu o kierunek rozwoju kulturowego i moralnego Zachodu, w którym – zdaniem krytyków – relatywizacja wartości podstawowych może prowadzić do erozji aksjologicznych podstaw wspólnoty.

 

Zmiany w podejściu sądów do art. 152 Kodeksu karnego – i to właśnie w 2023 r. – świadczą o powrocie idei „sędziów na telefon”?

 

– Teoretycznie sądownictwo powinno funkcjonować w pełnej autonomii wobec bieżącej polityki, bo tylko w ten sposób można zachować zaufanie obywateli do państwa prawa. Jednak praktyka pokazuje, że formalna niezależność instytucjonalna nie zawsze oznacza całkowite odcięcie od społecznego i politycznego kontekstu, w którym funkcjonują sędziowie. Mechanizmy oddziaływania władzy nie muszą przyjmować formy bezpośrednich poleceń. Historia wielu systemów, także tych o charakterze autorytarnym, pokazuje, że presja może działać bardziej subtelnie, poprzez kształtowanie oczekiwań środowiskowych, interpretację priorytetów czy orientację na określone cele statystyczne. W praktyce oznacza to, że tam, gdzie pojawia się silny nacisk na szybkość postępowań lub ograniczanie kosztów procesowych, może dochodzić do sytuacji, w której interes sprawności administracyjnej zaczyna przeważać nad pełnią gwarancji procesowych stron, co z kolei rodzi pytania o równowagę między efektywnością wymiaru sprawiedliwości a jego funkcją gwarancyjną wobec obywatela. Dlatego spory wokół zmian w praktyce orzeczniczej nie dotyczą wyłącznie pojedynczych rozstrzygnięć, lecz szerszej kwestii kultury prawnej i standardów funkcjonowania instytucji państwa.

 

System wchodzi w fazę niewydolności?

 

– Nie da się uciec od wrażenia, że w części praktyk procesowych zaczyna dominować logika poprawiania wskaźników kosztem pełnej realizacji gwarancji procesowych stron. Jeśli pojawia się silny nacisk na szybkość zakończenia spraw, ograniczanie kosztów opinii biegłych, to w praktyce może to prowadzić do przesuwania akcentu z jakości orzekania na statystykę administracyjną. Z punktu widzenia obywatela oznacza to ryzyko, że postępowanie sądowe przestaje być przede wszystkim przestrzenią rzetelnego badania sprawy, a zaczyna być traktowane jako proces do szybkiego zamknięcia, nawet jeżeli wymaga to ograniczenia prawa strony do pełnej obrony, w tym do korzystania z opinii eksperckich czy do udziału w czynnościach procesowych. Szczególnie niepokojące mogą być sygnały o próbach redukowania kosztów pomocy prawnej w sprawach zakończonych uniewinnieniem, bo w praktyce może to zniechęcać do korzystania z profesjonalnej obrony albo prowadzić do ekonomicznego obciążenia osób, które ostatecznie zostały uznane za niewinne.

 

To przynależność do danego środowiska ideologicznego decyduje o tym, jak działania oskarżonego interpretuje sąd?

 

– Tak i to są działania, które podważają fundamentalną zasadę równości wobec prawa i mogą rodzić poczucie selektywności w stosowaniu norm. Jeśli do tego dochodzi tendencja do prowadzenia postępowań w sposób maksymalnie uproszczony, czasem nawet bez pełnego zawiadamiania stron o czynnościach, to pojawia się pytanie o granice dopuszczalnej efektywności w państwie prawa. Wymiar sprawiedliwości, który zbyt mocno zaczyna przypominać mechanizm realizacji oczekiwanych rezultatów, a nie przestrzeń bezstronnego rozstrzygania sporów, traci swój najważniejszy kapitał, czyli społeczne zaufanie. Bez niego żadna instytucja sądowa nie może funkcjonować stabilnie. Wystarczy sobie tylko przypomnieć, jakie podejście organy ścigania mają do obrońców życia czy obrońców granic, a jakie do uczestników tzw. strajków kobiet, którzy atakowali funkcjonariuszy.

 

Odpowiedzią na choćby wytyczne aborcyjne dla organów ścigania powinna być presja społeczna? Trzeba doprowadzić do stanu, aby śledczy nie chcieli się do nich stosować?

 

– Presja społeczna zawsze była i pozostaje jednym z ważnych instrumentów oddziaływania obywateli na życie publiczne, szczególnie w obszarach, które bezpośrednio dotyczą funkcjonowania instytucji państwa. W praktyce oznacza to nie tylko możliwość wyrażania opinii w przestrzeni medialnej, ale również aktywne uczestnictwo w procedurach przewidzianych prawem, takich jak zbieranie podpisów poparcia dla kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa. Jeśli obowiązujące regulacje dopuszczają taką formę zaangażowania, to warto z niej korzystać, traktując ją jako narzędzie manifestowania stanowiska społecznego wobec zjawisk, które część obywateli postrzega jako przejaw nadmiernej kastowości środowiska sędziowskiego. Jednocześnie dyskusja o wyborach do
KRS-u pokazuje, jak silnie zróżnicowane są wizje organizacji władzy sądowniczej w Polsce. Po jednej stronie sceny publicznej pojawiają się kandydaci identyfikowani z nurtem konserwatywnym, w tym osoby wspierane przez określone środowiska społeczne, po drugiej natomiast funkcjonują struktury zrzeszające sędziów o odmiennych poglądach ustrojowych. To jest spór, który nie jest wyłącznie rywalizacją personalną, lecz odzwierciedla głębsze napięcie dotyczące modelu wymiaru sprawiedliwości, zakresu jego autonomii oraz sposobu legitymizowania władzy sędziowskiej w systemie demokratycznym. Dlatego apel o społeczne zaangażowanie należy rozumieć jako wezwanie do świadomego uczestnictwa w procesach instytucjonalnych, a nie jako emocjonalny manifest polityczny. Jeśli obywatele uznają, że określona lista kandydatów lepiej odpowiada ich wizji państwa prawa, mogą to wyrazić poprzez dostępne procedury formalne. W ten sposób presja społeczna przestaje być jedynie hasłem. Presja społeczna musi stać się realnym mechanizmem wpływu na kształt instytucji publicznych, choć zawsze powinna pozostawać w granicach prawa i demokratycznych reguł gry. I demokracja daje nam możliwość popierania członków do KRS.

Dziękuję za rozmowę.

 

Rafał Stefaniuk, „Nasz Dziennik”