Dobra, bo polska wieprzowina
Środa, 22 maja 2013 (21:16)Ruszyła kampania promująca mięso polskich tradycyjnych ras świń. Rolnicy przekonują, że ich mięso jest lepszej jakości niż wieprzowina pochodząca od zwierząt hodowanych w wielkich fermach.
Chodzi o mięso pozyskiwane od świń trzech ras: złotnickiej białej, złotnickiej pstrej i puławskiej.
Tadeusz Blicharski z Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej Polsus przyznaje, że hodowla tych ras zanika, więc promowanie mięsa, jakie od nich pochodzi, ma tę sytuację odwrócić. To jednak na pewno nie będzie łatwe.
– Niestety, z każdym rokiem ubywa nam drobnych gospodarstw hodujących świnie, które najbardziej byłyby zainteresowane polskimi rasami. Wielkie fermy kupują i hodują zwierzęta takich ras, które gwarantują duży przyrost mięsa w krótkim czasie – mówi Grzegorz Misiak, doradca rolny.
Jego słowa potwierdza prof. Janusz Buczyński z wydziału hodowli i biologii zwierząt Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
– Ta hodowla jest niewielka. Świnie tradycyjnych polskich ras są trzymane w małych gospodarstwach, gdzie hoduje się je i odżywia w tradycyjny sposób – mówi prof. Buczyński. Ale jednocześnie podkreśla, że to właśnie wpływa na wysoką jakość mięsa, jakie rzeźnie otrzymują ze świń złotnickich lub puławskich.
Przede wszystkim to mięso nie jest tak tłuste jak kiedyś. Dzięki pracy genetyków warstwa tłuszczu ma grubość tylko 1 cm, ale przede wszystkim niska jest zawartość tłuszczu w samym mięsie i zawiera ono mniej wody niż wieprzowina pochodząca od zwierząt z dużych hodowli.
– W fermach świnie karmi się paszami przemysłowymi, a karma polskich ras jest bardziej tradycyjna – podkreśla Tadeusz Blicharski.
– Łatwo jest rozpoznać, czy mięso pochodzi z fermy, czy z tradycyjnej hodowli – dodaje Barbara Czapek, technolog żywności. – To pierwsze ma np. więcej wody, gorszy smak. Tylko że niestety na rynku trudno jest znaleźć mięso z krajowych ras świń – dodaje.
To oczywiście skutek małej podaży, a ta jest niewielka, bo przetwórnie mięsa czy restauracje nie są zainteresowane tymi gatunkami wieprzowiny, więc rolnicy nie rozwijają hodowli. I powstaje typowa kwadratura koła. I związek Polsus chce to zmienić dzięki kampanii promującej mięso z polskich ras. Jeśli zainteresują się nim restauratorzy i konsumenci, rolnicy zwiększą produkcję.
– A to byłaby szansa dla wielu małych gospodarstw na przetrwanie – uważa Grzegorz Misiak. – Teraz hodują one świnie najwyżej na własny użytek, a tak mogłyby uzyskiwać z tego jakieś dochody – dodaje. Akcję promocyjną ogłoszoną przez Polsus popiera Michał Wójcik, ekspert od gospodarki gruntami.
– Większa hodowla świń spowodowałaby, że rolnicy na nowo zaczęli obsiewać czy obsadzać ziemniakami grunty, które teraz leżą odłogiem. Drobnym rolnikom nie opłaca się ich uprawiać, ale skoro musieliby się zatroszczyć o paszę dla swojej trzody, musieliby zwiększyć produkcję paszy w swoich gospodarstwach. A zboże i ziemniaki to podstawa, przecież tych rolników nie stać na zakup pasz przemysłowych – przekonuje Wójcik.
Przypomnijmy, że najstarszą polską rasą jest świnia puławska (zwana początkowo gołębską), która została wyhodowana sto lat temu w rejonie Puław. 20 lat temu jej pogłowie drastycznie spadło. Rasę udało się uratować dzięki wsparciu z budżetu państwa dla rolników i naukowców. Charakteryzuje się łaciatym, czarno-białym umaszczeniem.
Z kolei obie rasy złotnickie wyhodowano na początku lat pięćdziesiątych XX wieku dzięki naukowcom z ówczesnej Akademii Rolniczej w Poznaniu, którzy swój zakład badawczy mieli w Złotnicach. Rasa pstra ma czarno-białe umaszczenie, choć jest nieco „jaśniejsza” od świń puławskich.
Doradca rolny Grzegorz Misiak jest przekonany, że jeśli akcja promująca nasze rodzime rasy świń się powiedzie, to ich mięso może być w przyszłości jednym z naszych hitów eksportowych.
Krzysztof Losz