Chodzi o pieniądze czy raczej cenzurę?
Środa, 22 maja 2013 (18:35)Plany przeniesienia 550 pracowników TVP do firmy zewnętrznej to forma ukrytej cenzury. Dziennikarze pracujący w prywatnej spółce będą uzależnieni od zamówień telewizji publicznej. A ta może nie być zainteresowana materiałami niewygodnymi dla rządu.
Dochodzi do sytuacji, że TVP będzie prezentowała poglądy, kierując się względami finansowymi. To kolejny dramat mediów publicznych. Zwróćmy bowiem uwagę, że TVP nie wypełnia prawidłowo swojej misji.
Jednakże fakt, iż ma ona status publiczny, powoduje, że możemy jeszcze oczekiwać spełnienia pewnych wymagań. Natomiast jeśli materiały będą przygotowywali zewnętrzni pracownicy, to już trudno będzie cokolwiek zmienić w tym medialnym przekazie.
Należy podkreślić, że dziennikarze, jako pracownicy twórczy, mają bardzo ważne zadanie do wypełnienia w społeczeństwie demokratycznym.
Na pewno w tym momencie stajemy w obliczu wielkiego problemu. Jaka będzie zawartość telewizji publicznej? Co teraz nam ona zaoferuje? Zarząd TVP tłumaczy swoją decyzję oszczędnościami. Mam wrażenie, że obecnie w Polsce wszystko tłumaczy się pieniędzmi, bo wszędzie jest kryzys. Oznacza to jednak nieudolne i nieuczciwe podejście do kwestii restrukturyzacji mediów publicznych.
Mamy raczej do czynienia ze świadomym działaniem, stawiającym na pierwszym miejscu kwestie finansowe. Nie myśli się natomiast o przyszłości. Brak pieniędzy to wygodny sposób na wytłumaczenie wszystkiego, co dzieje się w kraju. Tymczasem realnie mamy kryzys człowieka, a nie problem ekonomiczny. Bardziej chodzi o regres ideowy. Ponieważ gdyby go nie było, nasza rzeczywistość wyglądałaby zupełnie inaczej.
Odnosząc się do kwestii ekonomicznych, zauważmy, że red. Tomasz Lis otrzymuje od telewizji publicznej kilkakrotnie więcej pieniędzy niż profesor uniwersytetu. Jest on wręcz noszony na rękach, ponieważ charakteryzuje się dyspozycyjnością w stosunku do rządzących Polską.
Jeżeli TVP uważa, że jest on niezastąpiony, to znaczy, iż nie liczy się z tą częścią odbiorców, która nie ocenia dobrze programu „Tomasz Lis na żywo”. Oczywiście na pewno są ludzie, którzy lubią go oglądać. Jednak chodzi o to, jakie dobro płynie z tego programu. Natomiast nic takiego nie ma tam miejsca. Jego programy tworzą tylko kolejne napięcia społeczne i nie prowadzą do prawdy – a jest to główne powołanie dziennikarza.
not. JD
Autorka jest medioznawcą, etykiem, wykładowcą na UKSW i w WSKSiM w Toruniu
Prof. dr hab. Krystyna Czuba