• Niedziela, 5 kwietnia 2026

    imieniny: Wincentego, Ireny

Rowerzyści dotarli do Niżnego Nowogrodu

Środa, 22 maja 2013 (13:45)

 Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Relacja Wojciecha Zakowicza z dziewiętnastego dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię:

 

„Między sobą zachowujcie Miłość, Miłość, Miłość, a na zewnątrz gorliwość o zbawienie dusz”.

 św. o. Eugeniusz De Mazenod OMI

 

2403 km bez zorganizowanych noclegów, bez samochodów ze specjalistycznym sprzętem, prawie bez internetu, bez... mamy i taty... za to z codzienną Eucharystią, wspólnymi modlitwami do Matki, do bł. Jerzego Popiełuszki, za każdy smutek, każde zło, które dotyka Polskę... ale nie tylko.

Warunki, w których przebywają nasi bohaterowie, skłaniają do głębokiej refleksji i nie zawsze pozwalają się skupić na generalnej intencji. Dookoła bieda, rozlatujące się domy, zniszczeni ludzie. Mijając ich, trudno nie zwrócić się choć raz do Nieba o pomoc, z prośbą o ciepło w zimnych domach, o uśmiech dla nieuśmiechniętych, o wiarę w piękne życie i o Miłość, Miłość, Miłość...

W dzisiejszej relacji między innymi bitwa na dziurawym froncie, roboty drogowe, cmentarz dla zwierzaków, głębokie kilometry oraz spotkanie z ciekawym człowiekiem!

Noc minęła spokojnie, choć zimny beton nie nastrajał przytulnie. Po tak ciężkim dniu nie trzeba było śpiewać kołysanek. Najgorzej mieli słodkokrwiści... bzzzt! Ciach! Każda śmierć komara była okupiona krótką pobudką... tym gorzej dla następnego poranka.

Niedospanie i zmęczenie dało o sobie znać. Mimo wszystko nasi bohaterowie wstali o 5.00, a za godzinę śmigali już na rowerkach. Ciężki, trudny początek dnia, niebo tym razem było całkowicie zachmurzone. Całą noc padało, a rano utrzymywała się mżawka. 5 km i dętka Michała Pieca.

Dalej dziury, dziury, dziury i... bobry?! Zwierzęta te wydawały się dość statyczne, śpiące i płaskie, jak na swój gatunek... z pewnością też nie zachęcały do dalszej jazdy! Kolejne 30 km i dętka Hani Witczak.

Po 53 km pierwsza przerwa, długa ze względu na kiepskie warunki pogodowe. Przeciągnęła się aż do 45 minut. Do 10.00 krótki dystans. Plan, żeby nadgonić opóźnienia w tym tygodniu, spowija coraz większa mgła. Drugi dystans 50 km, bardzo szerokie drogi, ale na całej szerokości dziury. Znowu pagórki.

Po 130 km obiad w miejscowości Mliacznoje, drzemki i Msza Święta ku czci św. Eugeniusza de Mazenod. W końcu... pokazało się słońce... I choć wciąż było dość zimno (14 stopni), ekipa poczuła się dużo lepiej. Śmiałkowie coraz częściej spotykają się z niedowierzaniem ze strony Rosjan w cel ich podróży. Wydaje się, że 2400 km to dużo, to bardzo daleko od Polski, a przecież ciągle przed oczami mam jeszcze koło fortuny, które żegnało rowerzystów. Wydaje się, że już długo jadą... a większość przecież jeszcze przed nimi!

Roboty drogowe... zdarzają się, zwłaszcza jeżeli jest tyle dziur na drogach. I tak... pewien uczestnik wyprawy był w ogromnej potrzebie... odważnie ją zrealizował i kiedy miał już odejść z miejsca... popełnienia... z krzaków wyłoniła się starsza pani z łopatą, którą wręczyła… i powiedziała, że należy po sobie posprzątać...

Po modlitwie o miłość św. Eugeniusza, o 16.10, ekipa ruszyła dalej. Droga teraz już bardzo lekka, wydawała się sama uciekać im spod kół. Z krótką przerwą ostatecznie udało się dobić wieczorem do 212 km i dojechać do dużego miasta Niżny Nowogród. Ogromne miasto (1,2 mln ludzi) przywitało bohaterów współczesną architekturą i dobrej jakości drogami. Nocleg w tym miejscu załatwił Krzysiek Skok, który 5 lat temu, po drodze do Pekinu zahaczył o klasztor Sióstr Felicjanek (oczywiście... na rowerze;)). Zadzwonił do jednej z sióstr i uprzedził o przyjeździe.

Grupa była bardzo mile zaskoczona takim przyjęciem. Dostali obfitą kolację w postaci zupy grzybowej, ryżu z gulaszem i ciasta. Wszyscy najedli się do syta.

Siostry Felicjanki na co dzień zajmują się bezdomnymi. Dopiero od 5 lat przygarniają zbłąkanych rowerzystów;) Prysznice i toalety, czyli luksus, jakich mało. Ojciec prowadzący dostał prawdziwie VIP-owski pokój pod nieobecność księdza Mario z Argentyny.

Jak się okazało, ksiądz Mario, który od 16 lat służy w Rosji, wcześniej był bardzo dobrym przyjacielem naszego Ojca Świętego Franciszka. Tu i tam, w pokoju widać wspólne zdjęcia z Buenos Aires. Z pewnością wizyta w jego pokoju będzie kolejnym krokiem na drodze do zorganizowania podróży papieskiej do Kokotka. Dowiedzieliśmy się także, że ksiądz Mario jest pierwszym księdzem w mieście od 1937 roku. Poprzedni został rozstrzelany...

Jeszcze przed wjazdem do miasta doszło do dość poważnej awarii. Michałowi Kandeferowi pękły i poluzowały się przednie widełki, kierownica latała w każdą stronę. Na szczęście... na miejscu, na ratunek przyszła siostra Iwona, która załatwiła odpowiedniego specjalistę. Ten pożyczył rower na pół godziny i oddał całkiem sprawny.

Podsumowując, ekipa rzeczywiście nadrabia straty. Kolejny dzień powyżej 200 km to niewątpliwy sukces. Zastanawiająca jest przemiana niektórych uczestników wyprawy, np. Górnika. W tym roku niewiarygodnie mało o jego skromnej osobie, która przecież jest znana ze swojego indywidualizmu. Nie zrozumcie mnie źle, ale nie każdy rowerzysta, mając do pokonania dziennie 200 km, bierze ze sobą popcorn, akumulator samochodowy, głośniki, laptopa czy np. butlę gazową. Górnik tak... i jego pomysły przyprawiają całą drużynę o dobry nastrój. W tym roku raczej nie ujawnił jeszcze swojej prawdziwej natury, ale... to dopiero 1/4. Jedzie elegancko... i czasem używa hamulców. :)

 

Pozdrowienia:

– Specjalne pozdrowienia dla wszystkich Oblatów z okazji święta. Szczególnie dla tych, którzy przyjęli święcenia diakonatu i święcenia kapłańskie.

– Dla Sióstr Oblatek!

 

Podziękowania:

 – Siostrze Iwonie, która przyjęła ekipię i zaopiekowała się nią.

 

 Bilans dnia:

 – Przejechanych: 212 km

 – Dętka Michała Pieca

 – Dętka Hani Witczak

 – Widełki Michała Kandefera

 – Rekord: 345 komarów i 25 pobudek (tylko wybrani;)

 

 Nocleg:

 Niżny Nowogród

Źródło:  niniwateam.pl