Potrzebna ekshumacja
Środa, 22 maja 2013 (02:10)Jest szansa na przeprowadzenie badań poszukiwawczo-ekshumacyjnych na terenie dawnego obozu NKWD w Rembertowie.
68 lat temu żołnierze Armii Krajowej rozbili obóz NKWD w Rembertowie, uwalniając 500 więźniów. Nie wszystkim udało się uciec, część rozstrzelali Sowieci. Do dzisiaj spoczywają w bezimiennym grobie.
– Leżą wzdłuż dawnego baraku. Gdy w 1992 roku przesłuchiwany byłem w tej sprawie w Prokuraturze Generalnej, zgłosiłem pani prokurator, że tam leżą ludzie. Sam byłem świadkiem, jak 15-20 osób prowadzono na rozstrzelanie, a codziennie z obozu wynoszono trupy – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Alfred Grabowski, były więzień obozu w Rembertowie.
– Ludzie umierali tu również po katowaniu na przesłuchaniach oraz z głodu. Prokuratury nie zainteresował jednak fakt, że znam miejsce ich pochówku – dodaje Grabowski.
Zauważa, że śledztwo w tej sprawie stanęło w martwym punkcie, mimo iż kwestią zainteresował się Instytut Pamięci Narodowej. Doktor Mariusz Bechta z IPN podkreśla, że z pytaniem, dlaczego śledztwo w tej sprawie tak się ciągnie, należy zwrócić się do pionu prokuratorskiego Instytutu.
Naukowiec zaznacza, że dzięki mobilizacji kombatantów i historyków jest szansa na przeprowadzenie badań poszukiwawczo-ekshumacyjnych na terenie dawnego obozu.
Dziś to miejsce wchodzi w skład 2. Regionalnej Bazy Logistycznej Wojska Polskiego.
– Obóz ciągnął się od dzisiejszej ulicy Marsa w kierunku Płatnerskiej. Gdy mówimy o tych dwóch tysiącach więźniów, którzy byli tutaj przetrzymywani, ten obszar wydaje się niewielki. Panowały tu bardzo ciężkie warunki – tłumaczy w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” kpt. Maciej Bogdan, rzecznik dowódcy bazy w Rembertowie.
– Tak naprawdę zachował się w całości jeden budynek obozowy, który był wykorzystywany przez NKWD jako tzw. izba chorych. Są także widoczne mury, będące pozostałością przedwojennej Fabryki Amunicji „Pocisk”, które wykorzystywane były również przez Sowietów. Zachowały się także fragmenty ogrodzenia – dodaje kapitan.
Według relacji świadka tamtych wydarzeń, kpt. Jana Zalewskiego, więźnia Rembertowa i łagrów na Uralu, Sowieci utworzyli ten obóz na przełomie listopada i grudnia 1944 roku. Ludzi wywożono pociągami towarowymi, zwanymi „brunatnymi karawanami”, i wysyłano na Ural. Były więzień dodał, że w jednym transporcie wywieziono 1500 osób.
Podróż ta, w której uczestniczył kpt. Zalewski, trwała miesiąc – w tym czasie zmarło prawie 400 osób. W obozie zostało około 500 więźniów, lecz w dalszym ciągu przywożono nowych. 20 maja 1945 roku było ich znów prawie dwa tysiące. Wówczas oddziały partyzanckie AK zelektryzowała pogłoska, że szykowany będzie kolejny transport. Nie wahając się długo, w nocy z 20 na 21 maja 1945 roku grupa około 50 żołnierzy pod dowództwem ppor. Edwarda Wasilewskiego ps. „Wichura” dokonała bohaterskiego i skutecznego ataku na obóz.
– W nocy zaczęła się strzelanina. Przez wąskie okno w celi patrzyłem na bramę, było widać ogniki od strzałów. Usłyszeliśmy szum na korytarzu, tylko nie wiadomo było, co się dzieje. Nagle ktoś krzyknął: „Na Boga, pomóżcie!”. W kilku doskoczyliśmy do drzwi naszej celi, wyważyliśmy je, były już trochę spróchniałe. Wyskoczyliśmy na korytarz, lecz tam pojawił się sowiecki kapitan z naganem w ręku i strzelił w naszym kierunku. Byłem niższy, więc się schyliłem, za mną jednak stał rosły kolega, któremu pocisk zmiażdżył łuk brwiowy. Wyjrzałem na podwórko, lecz grzmiał tam już rosyjski karabin maszynowy – wspomina odbicie więźniów Alfred Grabowski.
W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” podkreśla, że niestety nie wszystkim udało się uciec, on sam i wielu jego kolegów nie miało tyle szczęścia. Zostali w obozie, obserwując wściekłość Rosjan. – Ta akcja Polaków była policzkiem dla Rosjan. Informacja o odbiciu polskich więźniów dotarła do Berii, który nakazał likwidację obozu i poddanie jego kierownictwa pod sąd – podkreśla Grabowski.
Dziś w Sali Tradycji 2. Regionalnej Bazy Logistycznej w Rembertowie znajduje się jedynie informacja o obozie, gdyż – jak tłumaczy kpt. Maciej Bogdan – nie zachowała się żadna dokumentacja z nim związana, a tym bardziej jakieś przedmioty codziennego użytku.
Miejscem tym interesują się jednak zarówno kombatanci, jak i uczniowie szkół, stąd dowództwo Bazy wyszło z inicjatywą stworzenia makiety obozu i jego wizualizacji, które miałyby na celu przybliżenie tego ważnego dla Polaków miejsca, w którym przetrzymywany był przez jakiś czas sam gen. August Emil Fieldorf „Nil”.
Na makiecie historycznej, którą sporządzić ma Hubert Wojtyński, odtworzony zostanie układ zabudowań dawnego obozu, do czego wykorzystane zostaną najnowsze technologie druku przestrzennego.
Równocześnie powstanie krótkometrażowy film dokumentalny opowiadający historię obozu, w którym wykorzystane zostaną zarówno wspomnienia świadków, jak i animacja komputerowa. Film ten wyświetlany będzie w pobliżu makiety, by oba te elementy tworzyły całość.
– Wspomnienia z przeszłości kierowane są zwłaszcza do was, droga młodzieży. Bo to jest łączność pokoleniowa, przekazywana nam przez naszych pradziadów, dziadów i ojców, byśmy byli i wiedzieli, skąd pochodzimy, dokąd zmierzamy, że podstawowym obowiązkiem każdego Polaka jest dbałość o Ojczyznę – mówił wczoraj pod pomnikiem Ofiar NKWD w Rembertowie Andrzej Melak, prezes Komitetu Katyńskiego.
– Stoimy dzisiaj przed pomnikiem, który jest wyrazem tej zbiorowej pamięci, który woła dzisiaj do nas wszystkich, a zwłaszcza do was – o prawdę historyczną – podkreślił Andrzej Melak.
Piotr Czartoryski-Sziler