Groby pod drogą
Wtorek, 21 maja 2013 (02:07)Dwanaście ludzkich szkieletów, w tym jeden kobiety, wykopali do tej pory z powązkowskiej Łączki archeolodzy. Jeden z mężczyzn miał amputowane ramię, innemu źle zrosła się kość strzałkowa po złamaniu.
Na dawnym polu więziennym na wojskowych Powązkach archeolodzy odkopują szczątki kolejnych więźniów.
– Rozpoczęliśmy dzisiaj prace w miejscu, gdzie do niedawna jeszcze przebiegała szeroka asfaltowa droga, przecinająca dawne pole więzienne na pół. Jest to pierwszy rząd pochówków, na które natrafiliśmy. Znajdują się one na przedłużeniu tego rzędu, na który natrafiliśmy już latem ubiegłego roku. Wówczas przerwaliśmy prace, bo kończyła nam się kwatera, a nie było jeszcze wtedy zgody na rozbiórkę drogi asfaltowej – relacjonuje prof. Krzysztof Szwagrzyk, kierujący pracami na Łączce.
– W tej chwili mamy do czynienia z co najmniej trzema pochówkami, z tym że jeden z nich jest zbiorowy, w którym są co najmniej dwie czaszki. Wygląda na to, że pod spodem wychodzi jeszcze jedna, trzecia czaszka. Po prawej mamy kolejny zarys jamy grobowej, w tej chwili więc możemy mówić o czterech odnalezionych pochówkach więziennych – tłumaczy historyk.
Niezależnie od tego wykopu, prowadzone są prace na ostatnim stanowisku na Łączce.
– Prace trwają, wydaje mi się, że jeszcze dzisiaj dwie może trzy kolejne jamy grobowe uda nam się otworzyć. Rozpoczęliśmy także prace na Łączce, to jest ostatnie miejsce z dawnego pola, które jeszcze dotychczas nie było badane. Rozebraliśmy jeden z symbolicznych pomników, pod nim mamy szczątki, co najmniej jedną osobę – opowiadał wczoraj dziennikarzom prof. Szwagrzyk.
Szkielety, po wydobyciu z jamy grobowej, trafiają pod namiot usytuowany nieopodal miejsca wykopów, gdzie badają je pracownicy Zakładu Medycyny Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.
– Każde szczątki są czyszczone i układane w porządku anatomicznym. Tutaj jest tzw. etap identyfikacji przedgenetycznej, który składa się z oględzin antropologicznych i medyczno-sądowych. Jeśli chodzi o oględziny antropologiczne, to staramy się ustalić płeć, wiek i wysokość, takie trzy główne cechy profilu biologicznego danej osoby oraz wszystkie cechy indywidualne, czyli np. dotyczące uzębienia czy ewentualnie, jeżeli występują, stanów po jakichś urazach – wskazuje antropolog mgr Agata Thannhäuser z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
– Kolejny etap to oględziny medyczno-sądowe, czyli opis wszelkiego rodzaju urazów, jakie występują. Na tej podstawie medyk sądowy jest w stanie ustalić przyczynę zgonu, jeśli oczywiście te obrażenia na kościach występują. Z każdych szczątków jest też zabezpieczony materiał do badań genetycznych, który jest później przewożony do Zakładu Medycyny Sądowej, gdzie poddawany jest dalszym badaniom – dodaje.
Od poniedziałku, 13 maja, czyli momentu rozpoczęcia II etapu prac, wydobyto w sumie dwanaście szkieletów. – Ustaliliśmy, że wśród tych odnalezionych osób była jedna kobieta, a pozostali to mężczyźni. To były pojedyncze pochówki, ale jeśli mamy masową mogiłę, to jest różny stan zachowania szkieletów. Mamy tu do czynienia ze szkieletami w stanie nawet bardzo dobrym, do niekompletnych w złym stanie – podkreśla Thannhäuser.
Na kościach są urazy, spotyka się głównie postrzały czaszek, dokonane metodą katyńską. – Wśród tych szkieletów mamy dwa przykłady kości, które były złamane. W jednym przypadku mamy do czynienia ze stanem po amputacji ramienia, w innym ze złym zrośnięciem kości strzałkowej po złamaniu. Nie jesteśmy jednak w stanie stwierdzić, jaka była przyczyna ich złamania i w jakim czasie nastąpiła – dodaje antropolog.
Na Łączkę przychodzi teraz zdecydowanie mniej osób gotowych zostawić swój materiał genetyczny do analizy porównawczej niż w czasie pierwszego etapu prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych. – Ostatnio były tylko dwie osoby, żona i syn ofiary – mówi Agata Thannhäuser.
Piotr Czartoryski-Sziler