Lasek odsyła do Rosji
Poniedziałek, 20 maja 2013 (02:00)Na 10 pytań Grzegorza Januszki, ojca najmłodszej ofiary katastrofy smoleńskiej, stewardesy Natalii Januszko, odpowiedział zespół do spraw wyjaśniania opinii publicznej treści informacji i materiałów dotyczących przyczyn i okoliczności katastrofy zwany zespołem Laska. Pełny tekst odpowiedzi opublikował portal Naszdzienik.pl.
W miniony wtorek „Nasz Dziennik” opublikował odpowiedzi na te same pytania udzielone Januszce przez zespół parlamentarny ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy kierowany przez posła Antoniego Macierewicza.
Zespół Laska składa się z byłych członków komisji Millera, chociaż podobno ma także innych współpracowników. Zespół parlamentarny korzysta natomiast z pracy ekspertów, z których część działa anonimowo. Najczęściej publicznie udzielają się jego współpracownicy mieszkający na stałe za granicą.
Pytania dotyczą m.in. najbardziej medialnie eksponowanego przedmiotu sporu obu grup, czyli kwestii uderzenia samolotu w brzozę. Komisja Millera, a za nią zespół Laska obstają przy uderzeniu skrzydła o drzewo skutkującym odcięciem jego dużego fragmentu. To z kolei miało ostatecznie uniemożliwić wyprowadzenie samolotu w górę.
Z powodu niezrównoważonej siły nośnej wykonał on półbeczkę, czemu nie dało się zapobiec przy pomocy sterów. Komisja powołuje się na odczyty rejestratora oraz zdjęcia okolic toru lotu zawierające ścięcia gałęzi, na podstawie których można odtworzyć przechylenie samolotu. W odpowiedzi Grzegorzowi Januszce pada także znany wcześniej argument, że na odnalezionym fragmencie skrzydła znaleziono odpryski drzewa (trociny), a z kolei na pniu brzozy fragmenty metalu.
Autorzy odpowiedzi przytaczają eksperymenty, w których drewniane słupy odcinały skrzydła lądujących samolotów i obliczenia jednego z uczestników konferencji smoleńskiej z października ubiegłego roku dowodzące możliwości odcięcia skrzydła przez drzewo.
Zespół Macierewicza ma zupełnie inny pogląd na tę sprawę. Swoje obliczenia bazuje na odczytach komputerów pokładowych TAWS i FMS przez ich amerykańskiego producenta, a także raport firmy ATM, producenta polskiej czarnej skrzynki. Wynika z nich, że samolot w ogóle nie spotkał się z brzozą, gdyż przeleciał 20 metrów nad nią. Dodatkowo przytacza symulacje komputerowe prof. Wiesława Biniendy z USA, które wskazują, że uderzenie skrzydła w brzozę w warunkach takich jak podczas katastrofy skończyłoby się tylko odcięciem drzewa, ale skrzydło, choć uszkodzone, pozostałoby całe.
W jednej z odpowiedzi zespół Laska wyraża odmienną opinię na temat raportu producenta TAWS i FMS. Uważa, że informacje zapisane w pamięciach tych urządzeń są spójne z odczytami sporządzonymi przez Rosjan.
Bo każdy wypadek jest inny
Druga kwestia czysto techniczna dotyczy wspomnianej półbeczki i sposobu rozbicia się samolotu. Na przykłady katastrof podawane przez zespół Macierewicza, w których samoloty spadały w podobny sposób jak w Smoleńsku, a nie doszło do tak znacznych uszkodzeń, zespół Laska odpowiada, że każdy wypadek jest inny.
Zaznacza, że przy ocenie siły uderzenia należy brać pod uwagę nie tylko prędkość spadania, ale i składową poziomą. Dodają, że samolot w pozycji odwróconej łatwiej się niszczy i rozpada, gdyż kadłub od góry (sufit) jest w nim najsłabszy. Zespół parlamentarny kwestionuje fizyczną możliwość wykonania półbeczki, tłumacząc, że wymagałaby ona niemożliwego w sytuacji zarysowanej przez komisję Millera znacznego nabrania wysokości już po utracie części skrzydła. Zwraca też uwagę, że nadzwyczajnemu rozdrobnieniu wraku nie towarzyszą proporcjonalne ślady na ziemi, jak lej itp.
Zespół Laska w części pytań odsyła do Federacji Rosyjskiej. Dotyczy to na przykład kwestii zabezpieczenia miejsca wypadku. Zespół Macierewicza bardzo krytycznie ocenia zarówno profesjonalizm organów rosyjskich, jak i przygotowanie przedstawicieli Polski, którzy „we wszystkim byli zdani na Rosjan”.
Pismo zespołu Laska zapewnia, że polscy specjaliści sami wykonali oględziny i pomiary wraku, w tym wykonano 1200 zdjęć. Zespół Macierewicza nie dowierza tym informacjom. Pozytywnie ocenia jednoczesne pełnienie funkcji członka komisji badającej wypadek lotniczy oraz doradcy akredytowanego do komisji rosyjskiej (MAK), co dotyczyło dużej części członków komisji Millera.
Zespół Laska sceptycznie podchodzi do koncepcji powołania komisji międzynarodowej. Uważa, że nie ma żadnych nowych faktów uzasadniających wznowienie badania, a poza tym taka komisja musiałaby być uznana także przez stronę rosyjską (żeby otrzymywać od niej dowody), co jest mało prawdopodobne.
Pismo Laska zdecydowanie wyklucza wybuch lub wybuchy jako przyczynę katastrofy, co postuluje zespół Macierewicza. Według Laska, przeciw eksplozji świadczy brak nadtopień spowodowanych wysoką temperaturą, odgłosów wybuchu ani nagłych wahań ciśnienia.
Argumentuje, że w przypadku wybuchu zapaliłoby się paliwo (11 ton), przez co powstałby wielki pożar, a takiego nie było. Zespół Macierewicza wskazuje jednak na charakterystyczne dla eksplozji rozerwania części kadłuba (wywinięcia), niewytłumaczalne inaczej obrażenia niektórych ciał ofiar i zaskakujące wyniki prowadzonych sekcji zwłok. Podkreśla także brak rzetelnych i niezależnych badań na obecność śladów materiałów wybuchowych.
W ocenie Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego zespół Laska jest powściągliwy. Wprawdzie zaznacza, że „należy ubolewać, iż strona rosyjska nie podjęła dialogu z polskimi specjalistami i zdecydowała o zakończeniu badania bez uwzględnienia uwag strony polskiej”, ale z drugiej strony zdaje się traktować MAK jak komisje badające wypadki lotnicze w państwach zachodnich („jest uznaną oficjalnie przez ICAO organizacją”). Poza tym wyznaje, że „niepisaną zasadą jest wzajemne niepodważanie kompetencji przez organy prowadzące badanie w celach profilaktycznych”.
Piotr Falkowski