Polacy rządzą we włoskiej mgle
Sobota, 18 maja 2013 (20:36)Po raz kolejny polscy kolarze Przemysław Niemiec (Lampre) i Rafał Majka (Saxo Tinkoff) zaprezentowali się z bardzo dobrej strony podczas tegorocznego wyścigu Giro d’Italia.
Na odbywającym się w ekstremalnych warunkach etapie z Cervere do Bardonecchia, kończącym się trudnym podjazdem pod Jafferau, Polacy znów byli w czołówce. Dzięki tak fantastycznej postawie obydwaj poprawili swoje miejsca w klasyfikacji generalnej. Niemiec jest obecnie już szósty, a Majka ósmy.
Liczący 182 km etap wygrał Włoch Mauro Santambrogio z ekipy Vini Fantini. Tuż za nim na metę wpadł lider całego Giro Vincenzo Niballi, dzięki czemu jeszcze powiększył swoją przewagę nad konkurentami do zwycięstwa.
Tuż za czołową dwójką na szczyt góry wjechał Rafał Majka. Polak był 11., ze stratą 59 sekund do zwycięzcy, zaś kolejne 9 sekund za Majką na metę przyjechał Niemiec. Tym razem, w odróżnieniu od poprzednich etapów, nasz rodak nie musiał już wspomagać swojego lidera Michele Scarponiego, dlatego też mógł osiągnąć tak rewelacyjny wynik. Niestety poza kibicami zgromadzonymi na trasie oraz rywalami w peletonie praktycznie nikt nie mógł podziwiać fenomenalnej jazdy naszych reprezentantów. Fatalne warunki pogodowe, padający deszcz oraz śnieg oraz wszechobecna mgła uniemożliwiła bowiem przeprowadzenie relacji telewizyjnej z tego etapu.
O tym, jak trudne były warunki panujące tego dnia na pograniczu włosko-francuskim, świadczy także decyzja organizatorów wyścigu o odwołaniu blisko 40-kilometrowego podjazdu na przełęcz w Sestriere. Uznano, iż w związku z nieustannie padającym deszczem i śniegiem zjazd z przełęczy mógłby okazać się zbyt niebezpieczny dla kolarzy. Peleton pokierowano drogą okrężną, dlatego zaplanowany na 168 km etap ostatecznie liczył 14 kilometrów więcej.
W związku z tym większość trasy kolarze pokonali dziś po terenie płaskim i rozstrzygnięcia nastąpiły dopiero na ostatnim podjeździe. U jego podnóża czwórka uciekających zawodników (Włosi – Colbrelli, Trenti, Pietropolli i Paolini) miała blisko 5 minut przewagi nad zasadniczą grupą. Okazało się to jednak zbyt mało i jako pierwszy na 400 metrów przed metą (bo tylko taki odcinek mogli telewidzowie obserwować na żywo) z gęstej mgły wyłonił się duet Niballi – Santabroggio. Zawodnicy pracowali bardzo zgodnie i również zgodnie z panującym zwyczajem liderujący w wyścigu Niballi oddał bez walki zwycięstwo etapowe swojemu towarzyszowi ucieczki.
Już jutro etap w tym samym regionie włosko-francuskich Alp na przełęcz Col du Galibier. Według najbardziej prawdopodobnych doniesień, ten etap również zostanie skrócony, tak aby oszczędzić kolarzom zbyt dużego ryzyka na zjazdach. Być może będzie on liczył jedynie 60 km i tylko jeden podjazd na Col du Telegraph. O dziwo, jest to wariant optymistyczny, gdyż możliwe jest całkowite odwołanie etapu.
Łukasz Sianożęcki