• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

NINIWA rusza na Moskwę

Sobota, 18 maja 2013 (10:15)

 Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Pobudka o 5.00, później kilka zdjęć w rosyjskich mundurach i wielkie podziękowania dla serdecznych gospodarzy. Z radością na twarzy 23 kolarzy ruszyło dalej na swoich 46 kołach. Nie bacząc na zdziwione wiewiórki, zabójcze borsuki (zabójcze dla mrówek), lecz zważając na dziury (zabójcze dla ludzi), nasi bohaterowie zakręcili pedałami o 6.00, by zdobywać Moskwę.

Tak... zdobywać... ale historia pokazuje nam, że nigdy nie było to proste – zarówno, kiedy zdobywać próbowali Polacy, jak i wtedy, kiedy robiła to Wielka Armia; Niemcom również nie udało się podbić stolicy Rosji.

Naszym śmiałkom dzisiejsza trasa także przysporzyła nie lada trudów: droga prowadziła częściej przez dziury niż przez asfalt („dziury w Polsce to nic!”). Raz w górę, raz w dół, bardzo dużo pagórków. Jak zdobyć Moskwę? Dookoła las i bagna, zniszczone, stare domy, brak cywilizacji... i ciągle mnóstwo komarów!

Mimo tego nasi bohaterowie pierwszy dystans pokonali bez awarii. Następne 50 kilometrów przedziurawiło dętkę Joli i zepsuło doszczętnie bagażnik Szymka. Na szczęście bracia Hepner stanęli na wysokości zadania i... zrobili mu nowy (tak jak MacGyver... z niczego).

Tylne koło Marcina po wczorajszej kolizji zamiast okręgów zatacza ósemki, co zdecydowanie nie ułatwia mu omijania przeszkód. Ale jeszcze trochę... jeszcze kilkaset dziur, kilkadziesiąt ugryzień, kilka spotkań z.... policją ?! To wszystko przyprawia śmiałków o sporą dawkę niepewności i świadomość, że tak naprawdę bardzo niewiele zależy od nich.

Tak, drogi Czytelniku. Proponuję wziąć dzisiaj dwa różańce, módlmy się ze zdwojoną siłą za naszą ekipę, ja zakładam na jedną rękę różaniec z Medjugorie, na drugą z Kodnia i razem zdobywamy Moskwę! Szczególnie że tylko dzisiaj nasza ekipa została trzy razy zatrzymana przez policję. Za każdym razem legitymowali ojca prowadzącego, a kiedy ten, zniecierpliwiony, za trzecim razem nie mógł znaleźć paszportu, popatrzyli na koszulkę i powiedzieli.... „nie trzeba, nazwisko jest na koszulce”...

 

Szczerze mówiąc, to... w tej chwili w mojej głowie pojawił się jakiś bełkot mnóstwa myśli, które krążąc na rowerach wewnątrz czaszki... nie mogły znaleźć spokojnego miejsca ... były spragnione... głodne... głodne odpowiedzi... o co chodzi? Przypomniały mi się pytania rodziców... po co? Na co? Dlaczego? Nie znalazłem odpowiedzi... Być może Rosja to kraj, w którym panuje tak wielki porządek, że policja nie może znaleźć prawdziwego zajęcia dla siebie.

Nie rozumie tego też nasza ekipa, która w miarę pojawiania się podobnych niewiadomych sytuacji, bez sensownego rozwiązania, zawierza je wszystkie Chrystusowi. Tak jak w dzisiejszej Ewangelii Jezus pytał trzy razy Piotra, czy Go miłuje, tak trzy razy dzisiaj policja zatrzymywała naszych bohaterów, by zapytać ich „co tutaj robią? Dokąd jadą?”. Czy kochasz mnie, Piotrze? Czy kochasz mnie z każdym przekręconym kilometrem? Po czym Jezus powiedział:

„Paś owce moje. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz”.

Odpowiedzią naszych drogich śmiałków na pytanie Jezusa Chrystusa jest tak – kręcimy 50 km... znowu tak – kręcimy 50 km... i jeszcze raz tak – kolejne 50 km, po których o 15.00 robią dłuższy postój na obiad i... ucztę duchową. Dopiero teraz śmiałkowie mieli okazję posłuchać Ewangelii i jeszcze raz... dosadnie oddać wszystkie swoje pytania, wszystkie wątpliwości, trudności, dziury, dętki, zniszczone rowery... troskę... oddać to wszystko Chrystusowi, który kończy prostym, ale najbardziej odpowiednim i pełniejszym zdaniem niż cały zbiór najlepszych ludzkich rad: „Pójdź za Mną!”.

Po Eucharystii bohaterowie modlili się jeszcze podczas nabożeństwa majowego i jak zwykle za wstawiennictwem bł. Jerzego Popiełuszki. Dzisiaj warto wspomnieć o obiedzie, gdyż jest to specjalność wycieczki – wysokowęglowodanowy makaron al dente z wysokobiałkowym mięsem pokrojonym w parówki, w wykwintnym sosie ze świeżych pomidorów, prosto ze skondensowanego sadu w plastikowej butelce. Amen!

Nasyceni, dużo mocniejsi i silniejsi niż ich rowery, ruszyli dalej o godz. 17.40. Im bliżej Moskwy, tym większy ruch na drogach. Grupa nie zawsze spotykała się z uprzejmością, nieraz padały przekleństwa, wyzwiska, ale były też radosne okrzyki i pozdrowienia... klaksonem.

Kiedy takie pozdrowienia przekazuje wymijający samochód, nie zawsze przychodzi łatwo... się z tego radować. Ale na pewno każdy rowerzysta czuje ogromną radość, kiedy wymija samochody stojące w korku! I tak... przez 4 km horyzont nie wydawał się być tak daleko jak zwykle, niebo było jakby niżej, a na trasie królami prędkości byli nasi kochani rowerzyści! Po pokonaniu 204 km dojechali do miejscowości Shchapovo, gdzie rozbili namioty przy ośrodku sportowym i przytłoczeni luksusem w postaci pryszniców i toalet (sic!) położyli się spać.

 

Podziękowania dla:

– Ojca Marcina Szaforsa za pozdrowienia i modlitwę

– Stelli z Lublińca, Paulinie z Kodnia

– Marysi Banduch, która od długiego już czasu jest naszą pogodynką

– Dariusza i Justyny Paliwoda z Żor, którzy dzisiaj w ramach solidarności postanowili wyjechać do Wambierzyc – 234 km. Pozdrowienia dla całej parafii, która podobnie jak parafia w Wierszynie, jest pod wezwaniem św. Stanisława Biskupa.

– Dla Agenta Trzasx, czyli bliskiego nam księdza Tomasza Trzaski

 

 Bilans dnia:

– 204 km

Nocleg:

Shchapovo

Źródło:  niniwateam.pl