Łączka oddaje bohaterów
Sobota, 18 maja 2013 (02:14)„Musimy walczyć o prawdę” – w ten sposób Zofia Pilecka-Optułowicz komentuje brutalny prasowy atak na ojca.
W „Polityce” prof. Andrzej Romanowski ostro zaatakował postać Witolda Pileckiego, insynuując, że rotmistrz współpracował z reżimem komunistycznym. Odpowiedzią IPN był komunikat Instytutu Pamięci Narodowej, w którym przypomina on, że rotmistrz był bohaterem i nie ma co do tego faktu żadnych wątpliwości.
Córka rotmistrza Zofia Pilecka-Optułowicz w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mówi, że prof. Andrzej Romanowski, który napisał tekst o jej ojcu jako zdrajcy, znany jest z podobnych publikacji.
– Jego charakteru się nie zmieni, mam wrażenie, że ma też odpowiednich mocodawców tam, gdzie pisze. Nasi prawdziwi historycy powinni dać mu odpowiednią ripostę, a tacy biedni ludzie jak ja muszą niestety przełykać gorzkie pigułki. Jesteśmy bezradni w takiej sytuacji – wskazuje.
Pilecka dodaje, że choć jest przerażona faktem, że tego rodzaju paszkwilanckie publikacje mogą ukazywać się w wolnej Polsce, to jednak trzeba być na nie przygotowanym.
– Dla ojca honor i prawda były bardzo istotnymi wyznacznikami w życiu. Atak na niego traktuję jako walkę z etosem bohaterów. To jest dalszy ciąg niszczenia pamięci nie tylko ojca, ale i wszystkich, których wielce szanuję i którzy wiele zrobili dla Polski – podkreśla nasza rozmówczyni.
– Mój ojciec został zniszczony fizycznie, zniszczono mu także pamięć, nic nie miało po nim pozostać. Jak więc pan Romanowski może pisać o jakiejś kolaboracji? To, co napisał, jest całkowicie nielogiczne – dodaje.
Zofia Pilecka jest przekonana, że poszukiwania szczątków jej ojca na powązkowskiej Łączce zakończą się sukcesem. Często sama tu przychodzi.
– Wierzę w to, że odnajdą się szczątki mojego ojca i w końcu będę mogła swojego tatusia położyć razem z mamą. Bardzo się cieszę z prowadzonych wykopalisk. Ta akcja powinna mieć miejsce 40 lat wcześniej, ale były takie czasy, jakie były. Dziś jest właśnie ten moment, na który wszyscy czekaliśmy, bo są wspaniałe urządzenia elektroniczne, czego dawniej nie było. Praca wykopaliskowa jest zupełnie inna, bardziej precyzyjna, mamy także badania DNA – wylicza.
Profesor Krzysztof Szwagrzyk z IPN, kierujący pracami na powązkowskiej Łączce, potwierdza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”, że II etap wykopalisk na cmentarzu przebiega dość sprawnie. Wczoraj na Powązki dotarła w końcu długo oczekiwana przez ekipę koparka, która zerwała asfalt z alejki oddzielającej teren Łączki od współczesnych grobów.
– Wszystko jest pod kontrolą, zerwaliśmy chodnik i asfalt. W tej chwili trwają roboty ziemne. Chcielibyśmy dzisiaj rozpocząć pod chodnikiem wykopy – powiedział Szwagrzyk.
Okazało się, że pod zdartą alejką odkryto sporą wylewkę betonową. Na miejscu pracowały młoty pneumatyczne, które w końcu uporały się z betonem.
– Te chodniki, które wydawały się lekką konstrukcją, zostały zrobione na 15-centymetrowej wylewce betonowej. Udało nam się jednak z nimi uporać i wchodzimy z naszym sprzętem, żeby zrobić wykop – dodaje profesor.
Równolegle trwają prace przy cmentarnym murze. Do tej pory ekipie udało się od poniedziałku odnaleźć w sumie 12 ludzkich szkieletów, trzy ostatnie wczoraj rano.
Piotr Czartoryski-Sziler