• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

Fakty w dawkach

Sobota, 18 maja 2013 (02:04)

Po publikacji „Naszego Dziennika”

Z mec. Piotrem Pszczółkowskim rozmawia Marcin Austyn

Dlaczego prokuratura wojskowa unikała jasnej odpowiedzi na pytania dotyczące sprawdzenia pirotechnicznego samolotu przed wylotem do Smoleńska?

– Wydaje mi się, że prokuratura miała tu na względzie tzw. interes postępowania. Opisywane przez „Nasz Dziennik” zachowanie śledczych dla mnie oznacza tyle, że temat badania i zabezpieczenia pirotechnicznego samolotu Tu-154M przed wylotem do Smoleńska traktuje jako bardzo ważny. I ja także tak myślę. To budzi we mnie optymistyczną nutę.

Minęły trzy lata od katastrofy. Chyba zdołano zebrać komplet dokumentów, zeznań w tej sprawie i ograniczenia informacji nie są konieczne?

– Podzielam pana ocenę, aczkolwiek z punktu widzenia prawa prokuratorzy mają do dyspozycji instrumenty, aby ukrywać przed opinią publiczną pewne informacje ze śledztwa. Osobiście mam jednak dalej idący postulat i formułuję go niemal od początku tego śledztwa. Uważam, że nie tylko kwestia zabezpieczenia pirotechnicznego samolotu powinna być publiczna, ale większość spraw podnoszonych w śledztwie smoleńskim. Ten materiał powinien być dostępny publicznie. Oczywiście poza wątkami bardzo intymnymi, delikatnymi. Dobrze, że na stronach Naczelnej Prokuratury Wojskowej jest osobna zakładka poświęcona śledztwu w sprawie katastrofy smoleńskiej, ale też z przyjemnością zobaczyłbym na niej wszystkie dokumenty jawne, jakie prokuratura zgromadziła. Wprawdzie jest to śledztwo prowadzone przede wszystkim w interesie osób pokrzywdzonych, ale można na to postępowanie patrzeć także przez pryzmat interesu publicznego, państwowego i historycznego naszego kraju. Jest to śledztwo, które dotyczy szeregu wątków – w szczególności przyczyn śmierci na obcej ziemi prezydenta RP, generalicji, elity politycznej naszego kraju, funkcjonowania naczelnych organów naszego państwa. Pyta pan o kwestie dotykające BOR. Wiemy, że to jest przedmiotem wyłączonych postępowań, aktu oskarżenia w przypadku wiceszefa BOR i nie ma żadnego powodu, by przed opinią publiczną rzeczy dotyczące mankamentów pracy organów państwa ukrywać. Nie widzę też powodów, dla których nie chciałbym, ażeby jakieś moje wnioski dowodowe czy stanowisko procesowe było kontrolowane przez społeczeństwo.

Jestem również przekonany, że jeśli formułowane są zarzuty pod adresem ludzi, którzy chcą odrzucić ten pierwszy przekaz o przyczynach katastrofy, jaką zaprezentowała komisja ministra Jerzego Millera, że są to ludzie, którzy szukają sensacji, podają nieprawdziwe informacje, to dobrze by było, żeby opinia publiczna mogła wyrobić sobie swoją ocenę, ale nie poprzez medialne wycieki czy wybiórczo dawkowane przez rzecznika NPW informacje ze śledztwa. Nie będzie to możliwe, dopóki źródła nie będą jawne.

A wspomniany interes śledztwa?

– Jeżeli spojrzymy na kwestię jawności postępowania przez ten pryzmat, to nie sądzę, by po trzech latach istniały jeszcze jakieś dowody, które mogłyby zostać zaprzepaszczone. Nie sądzę też, by na obecnym etapie śledztwa istniała obawa matactwa. Pamiętajmy, że w lwiej części nie mamy możliwości wpływania na tok tego postępowania, bo kluczowe dowody rzeczowe leżą w obcym kraju, a w te już zabezpieczone jakakolwiek ingerencja nie wchodzi w rachubę. Za to możliwa jest ich interpretacja i publiczne podnoszenie wątpliwości co do ich wiarygodności. Jak mniemam, to jedyny realny powód, dla którego ktoś mógłby unikać stworzenia tej możliwości dokonania publicznej oceny zebranych materiałów. Oczywiście zgadzam się, że byłby to pewien dyskomfort dla organów ścigania, ale tu trzeba mieć na względzie także interesy inne niż interes postępowania. W tym przypadku należy się powołać na to, że podstawowym zadaniem prokuratury jest służba narodowi. A to oznacza szeroki dostęp do materiałów śledztwa, za wyjątkiem tych szczególnie wrażliwych.

Może prokuratura wstrzymuje się z informacjami dotykającymi kwestii pirotechnicznych do czasu wydania kompleksowej opinii w tej sprawie? Chodzi o jednoznaczny przekaz?

– Tylko że swoim działaniem w zakresie postępowania z mediami, z opinią publiczną, stronami postępowania prokuratura wywołuje zamęt w zakresie informacji na temat badań, o których pan wspomniał. Przecież do tej pory nie została wykonana ekspertyza pirotechniczna dotycząca próbek zebranych w Smoleńsku, a prokuratura na przestrzeni pół roku wydała w tej sprawie trzy odmienne komunikaty. Dlaczego już w październiku ubiegłego roku nie postawiono sprawy jasno i nie powiedziano, co stwierdzono i na jakie badania musimy jeszcze poczekać? Uniknęlibyśmy wielu nieporozumień. Stało się inaczej i powstał zamęt. A stworzyli go ludzie, którzy dawkowali nam informacje. Nie jest tajemnicą, że nic tak dobrze nie działa na ludzką ciekawość, na opatrzne pojmowanie rzeczywistości, jak dawkowanie informacji, przeinaczanie czy zabawy w gierki słowne. Zamętu nie wprowadza informacja, ale dezinformacja bądź kłamstwo.

Mecenas Hambura otrzymał z MON informację, że w Tu-154M przed wylotem zabudowana została apteczka techniczna ważąca 870 kg. Wyobraża Pan sobie sytuację, w której przed wylotem samolotu nie została ona sprawdzona pirotechnicznie?

– Nie chcę wypowiadać się na temat tego, co zostało zbadane, a co nie, bo jest to domeną prokuratury. Jeśli miałbym odpowiedzieć na pytanie, czy wyobrażam sobie sprawdzenie tylko części samolotu, to powiedziałbym, że jest to równoznaczne z brakiem sprawdzenia czegokolwiek.

Dziękuję za rozmowę.

Marcin Austyn