• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

NINIWA pod Bożą eskortą

Piątek, 17 maja 2013 (09:40)

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

 

Relacja Wojciecha Zakowicza z czternastego dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię

 

...aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał...”( J 17, 21 )

Przygody na dwóch kółkach mają to do siebie, że czasem brakuje kolejnych dwóch kółek, napędu i karoserii. Są to krótkie chwile zwątpienia. W trakcie jazdy, kiedy mucha pragnie stać się naszym śniadaniem, podjazdy wydają się wspinaczką. Dla takich chwil warto kręcić!

Niejedna mama zapyta dlaczego, po co, na co!? Przecież mieszkamy niedaleko parku, a i w lasach lublinieckich da się pojeździć bez obawy przed niedźwiedziem. Niejeden tata powie, że to głupota, że niebezpiecznie! Niejeden... lecz 24 śmiałków, dla których nie ma góry, której nie da się pokonać (albo przenieść...), dla których nie ma gwoździa, którego nie da się ominąć, nie ma skały, w którą nie da się wbić śledzia i nie ma sprawy, której nie można poświęcić dla własnych marzeń... tych 24 śmiałków jedzie odważnie dalej do celu na swoich dwukołowych rumakach! Niech drżą nasze ręce z różańcami w rękach, bo to dopiero... 1687 km!

Ostatnią noc nasi bohaterowie spędzili na zimnej polanie w okolicy Dorogobuzh, pod zimnym lasem i pod okiem zimnej eskorty, która co chwilę pojawiała się w rozbitym obozie. Jednak pobudka o 5.30 ją pokonała... a skoro nie było śladu eskorty, ekipa elegancko zebrała się i o 6.30 ruszyła swoim tempem, bez nadzoru, bezstresowo... do celu. Jedyna eskorta jaka została, to zastępy świętych i Opatrzność Boża... Powrót do normy!

Trasa nie była łatwa. Z samego rana pojawiła się awaria w postaci pękniętej szprychy Mateusza, dętki Piotrka, a później kolizji... na szczęście bez ofiar w ludziach.

Połowa kilometrów to jazda po drogach bez drogi, czyli bez asfaltu, w piachu, który nieraz blokuje koła, dostaje się w łańcuch albo po prostu wyślizguje spod kół. Cały dzień upalny.

Dodatkowo męcząca była myśl, że połowa drogi to zbędne nadkładanie kilometrów (trasa została zmieniona przez policję), w rezultacie czego, w południe zostało im do pokonania tyle samo kilometrów, co w poniedziałek! Choć droga ciężka, nasi śmiałkowie dużo siły czerpali z wyjątkowego uczucia wolności, które pojawiło się tego ranka. W końcu... „Wolność zdobywa się trudem!”.

To hasło dzisiaj przez cały dzień rozbrzmiewało echem w głowach naszych bohaterów i przyprawiło ich wieczór dumą z wygranej bitwy z samym sobą. Choć tak naprawdę nikt nie stoczył swojej bitwy w pojedynkę. Tuż przed nim i tuż za nim byli inni, którzy musieli zmierzyć się z tymi samymi warunkami. Dzisiejszy dzień był niewątpliwie sprawdzianem wytrzymałości dla grupy, która przez ostatnie dni bardziej niż swój rowerowy licznik nakręcała wzajemne relacje.

Na szczęście nad naszą ekipą całą drogę czuwał patron dzisiejszego dnia i zarazem patron Polski, św. Andrzej Bobola, który nie pozwolił na podziały w zespole. Mimo trudu, znaków drogowych przypominających o czyhających w lasach niedźwiedziach, śmiałkowie przyodziani w hełmy wiary (o których wspominał jeszcze w Polsce, w pożegnalnej homilii ojciec Andrzej Jastrzębski), przeszli próbę, która w tak dużym zespole równie dobrze mogła okazać się klęską. Tak trzymać.

Msza Święta o godzinie 16.00, Ewangelia (J 17,20-26), która wyraźnie podkreśliła, jak ważne jest dla naszego Boga, abyśmy wszyscy stanowili jedno. Szczególne przesłanie w trakcie tak trudnego odcinka. Otoczeni lasem nasi śmiałkowie dotarli około godziny 20.00 do miejscowości Dreiezna Vougaja, gdzie znaleźli nocleg w szkole.

Podziękowania

– Dla redaktora Artura Bilewicza od całej ekipy, za wszystkie relacje, bogate w dobre, mądre treści. Bardzo się podobały!

– Spóźnione za wczorajsze pozdrowienia i błogosławieństwa od ojców Ryszarda Sierańskiego, Andrzeja Jastrzębskiego i Bartosza Madejskiego.

Bilans dnia:

– Dystans: 195 km

Nocleg:

Dolgajej Derewni