• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Ewangelia i Rozważanie

Modlitwa odważnych

Niedziela, 19 października 2025 (08:33)

Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: „W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi.

W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: »Obroń mnie przed moim przeciwnikiem!«. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: »Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie nachodziła mnie bez końca i nie zadręczała mnie«”.

I Pan dodał: „Słuchajcie, co mówi ten niesprawiedliwy sędzia. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”. (Łk 18,1-8)

Rozważanie:

Sytuacja wdowy w starożytności była nie do pozazdroszczenia. Po śmierci męża (nie posiadamy informacji, czy miała dzieci) właściwie została pozbawiona środków do życia. Nie wiemy też, dlaczego z taką determinacją walczyła o swoje. Chciała, aby sędzia potwierdził jej prawa do spadku po mężu? Chodziło o wypełnienie prawa lewiratu? A może powód rabanu pod drzwiami sędziego był jeszcze inny?

Nie miała nic do stracenia. Musiała pokonać wstyd, ukorzyć się, przyznać, że jest bezradna. Finał pokazał, że było warto. Cała historia stanowi też pretekst do wyrażenia głębszej prawdy – wskazuje ją sam Jezus: to przypowieść o tym, że „[uczniowie] zawsze powinni się modlić i nie ustawać”, o tym, że cierpliwość i wytrwałość są wpisane w nasze dojrzewanie do nieba. Że konsekwencja, nieustępliwość, gorliwość są miłe Bogu.

Rodzi się pytanie: czy potrzebne Mu jest głośne kołatanie do bram niebios? Naprawdę konieczny jest ten (niekiedy bolesny) upór, skoro zna nasze serca lepiej niż my sami? Czy nie zakrawa to na okrucieństwo? Odpowiedź nie jest łatwa, choć Jezus daje ją w sposób klarowny: „Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę” – notuje św. Łukasz.

O co więc chodzi? Ewangeliczy upór NAM jest potrzebny. Pan Bóg pozwala się prosić, po ludzku rzecz ujmując, zwleka z interwencją, aby wytrącić nam nasze „atuty” z dłoni. Prawda jest taka, że trzymamy je uparcie w zanadrzu, pokładamy w nich nadzieję, ponieważ nie do końca Mu wierzymy. Modlitwa, wiara nazbyt często są „na wszelki wypadek” – jako dopełnienie braków, polisa ubezpieczeniowa „w razie czego”. A On chce być Pierwszy, Najważniejszy, Jedyny! Chce, aby skruszeniu uległy skamieliny w ludzkim sercu. To one mają runąć najpierw – niczym mury Jerycha (por. Joz 6) – aby zrobić miejsce dla Pana Boga.

Prawdziwa wiara to nie jest trwanie w Nim, gdy wszystko jest OK. Ona weryfikuje się podczas sztormu, życiowej burzy. Jest trzymaniem się Boga nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się walić, głębokim przekonaniem, że Jego słowo jest niezawodne. „Dokądże, Panie, wzywać Cię będę – a Ty nie wysłuchujesz? Wołać będę ku Tobie: Krzywda [mi się dzieje]! – a Ty nie pomagasz?” – woła prorok Habakuk (1,2). To nie bluźnierstwo. Upór przed Nim to modlitwa odważnych.

Ks. Paweł Siedlanowski