Na drodze do inwigilacji
Czwartek, 11 września 2025 (17:04)Polska i pięć innych krajów Unii Europejskiej domaga się odrzucenia przepisów, które pozwalałyby na inwigilację treści wysyłanych komunikatorami. Sprawa rozstrzygnie się już w piątek.
Unijna propozycja rozporządzenia, które zmuszałoby dostawców komunikatorów do skanowania zaszyfrowanych wiadomości w celu wychwytywania materiałów związanych z wykorzystywaniem dzieci, już dziś dzieli Europę. Polska i pięć innych państw ostrzegają, że to niebezpieczny precedens. To przykład prawa, które bezpośrednio dotknie prywatności wszystkich mieszkańców Unii Europejskiej.
Projekt nazwany „Chat Control” przewiduje, że firmy oferujące szyfrowane usługi będą musiały automatycznie filtrować wszystkie formy komunikacji cyfrowej – od wiadomości po zdjęcia – jeszcze zanim opuszczą one urządzenie użytkownika. To tzw. client-side scanning, który z technicznego punktu widzenia oznacza, że szyfrowanie przestaje być jakąkolwiek formą ochrony, gdyż ktoś z góry otrzymuje klucz do naszych urządzeń. I tak pod pretekstem walki z pedofilią otwiera się brama do ingerencji w prywatne rozmowy obywateli.
Dziś sześć państw członkowskich – Austria, Belgia, Czechy, Finlandia, Holandia i Polska – sprzeciwia się tym regulacjom. Aż 15 popiera projekt, a tylko 6 wciąż się waha. Decyzja zapadnie już w piątek, 12 września. To wtedy poszczególne stolice państw UE ogłoszą swoje ostateczne stanowiska. Polska od początku, także w trakcie własnej prezydencji w Radzie UE, konsekwentnie sprzeciwiała się zakazowi szyfrowania i masowej kontroli komunikatorów, uznając takie rozwiązania za próbę ograniczenia wolności obywatelskich pod płaszczykiem ochrony dzieci.
– I właśnie w tym punkcie sprawa staje się szczególnie niebezpieczna. W mojej ocenie mamy do czynienia z kolejnym krokiem na drodze do wprowadzenia cenzury w sieci. Pierwszy wykonano, gdy zaczęto regulować funkcjonowanie mediów społecznościowych, narzucając im ograniczenia na różnych płaszczyznach. Teraz przyszła pora na komunikatory, które miały być bastionem prywatności – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Piotr Cieplucha, były wiceminister sprawiedliwości. Jak dodaje, to naruszenie jednego z najważniejszych praw człowieka – prawa do tajemnicy korespondencji. – I właśnie dlatego musimy temu procesowi przeciwstawić się stanowczo i bez kompromisów – zwraca uwagę nasz rozmówca. Akcentuje przy tym, że „nie możemy zgodzić się, by anonimowi urzędnicy z Brukseli – ludzie, których nikt nie wybrał w demokratycznych wyborach – narzucali milionom Europejczyków przepisy pod pozorem walki z pedofilią czy innymi ciężkimi przestępstwami, które gwałcą naszą prywatność”.
– Nie ukrywam, uderza mnie w tym projekcie rys hipokryzji. Przed laty na forum unijnym wybuchła histeria wokół Pegasusa: działania służb, prowadzone w oparciu o przepisy i zgody sądów, ogłoszono skandalem dekady. Dziś te same instytucje z zapałem forsują rozwiązania, które w praktyce wprowadzają powszechny, prewencyjny wgląd w prywatną komunikację milionów – podnosi w rozmowie z nami Stanisław Żaryn, prezes Fundacji Instytutu Bezpieczeństwa Narodowego. Różnica jest fundamentalna: co innego kontrola operacyjna wobec konkretnej osoby, podejmowana za zgodą sądu, a co innego hurtowe skanowanie wszystkich, na wszelki wypadek. – Unia coraz śmielej wchodzi w obszar bezpieczeństwa wewnętrznego, centralizując kompetencje, które powinny pozostać w rękach państw członkowskich. To prosta droga do nadużyć i złych skutków politycznych – stwierdza nasz rozmówca.
Przestępstwa względem dzieci to wygodna zasłona dymna, za którą kryją się ograniczenie wolności i swobód obywatelskich. Gdzie przebiega granica między działaniami wobec terrorystów a ochroną prywatności zwykłych obywateli? – Dla mnie odpowiedź jest jednoznaczna: tą granicą zawsze powinna być wolność jednostki. Jeśli ją przekroczymy, państwa zaczną przypominać korporacje, a system upodobni się do dystopijnej wizji Orwella z roku 1984 – akcentuje Piotr Cieplucha.
Od zamachów na World Trade Center 11 września 2001 r. obserwujemy stopniowe ograniczanie praw obywatelskich w imię bezpieczeństwa – dotyczy to nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale przede wszystkim Europy. – Teraz ten proces znów nabiera tempa i trzeba wreszcie powiedzieć jasno: tu stawiamy granicę. Kontrola internetu w takiej formie, jaką proponuje Bruksela, oznaczałaby realną śmierć demokracji w Unii Europejskiej – podkreśla Piotr Cieplucha. Bo kiedy wprowadzi się mechanizm filtrowania słów i zwrotów, które automatycznie wywołują reakcję służb, wolność słowa przestanie istnieć
– Żeby było jasne: nie jestem przeciwnikiem narzędzi, które pozwalają służbom skutecznie działać w świecie zaszyfrowanych komunikatorów. Wręcz przeciwnie – takie możliwości są potrzebne, ale tylko w granicach prawa, z kontrolą sądową i wobec konkretnych, wiarygodnych podejrzeń – akcentuje Stanisław Żaryn. Technologie oparte na szyfrowaniu potrafią być dla służb wyzwaniem; odpowiedzią nie może być jednak sieć, która wyłapuje wszystkich naraz. Granica jest prosta i powinna być nieprzekraczalna: selektywny nadzór tam, gdzie jest podstawa prawna i zgoda sądu – tak; masowa prewencja bez indywidualizacji — nie.
Polski system kontroli działa od lat, a nawet w najgłośniejszych sprawach decyzje zapadały na podstawie zgód sądowych; nie ma żadnego powodu, by wprowadzać unijną wersję wszystkowidzącego oka. Katalog uprawnionych do czytania szyfrowanych wiadomości musi pozostać wąski, a kryteria zastosowania – twarde i weryfikowalne. – Inaczej pokusa nadużycia stanie się codziennością, a hasła o walce z terroryzmem czy pedofilią posłużą jako wygodny pretekst do rozszerzania nadzoru. Znamy te mechanizmy: pod sztandarem troski o bezpieczeństwo zbyt łatwo przepycha się rozwiązania, które bezpieczeństwo obywateli zamieniają w iluzję, a ich prywatność – w towar – wskazuje Stanisław Żaryn. Dlatego twórcom tego projektu trzeba patrzeć na ręce, a jego treść rozbierać na czynniki pierwsze. – I, jeśli trzeba, powiedzieć wprost: tak, chrońmy dzieci i ścigajmy przestępców z pełną surowością prawa, ale za cenę demontażu szyfrowania i normalizacji masowego skanowania prywatnych rozmów. Debata o narzędziach kontroli powinna toczyć się w Warszawie, Berlinie czy Paryżu, nie w brukselskim centraliście, który zbyt chętnie myli porządek z omnipotencją. Bo państwo ma prawo i obowiązek działać skutecznie – nie ma prawa zaglądać wszystkim do kieszeni – zwraca uwagę Stanisław Żaryn.
Nie łudźmy się – takie systemy masowej kontroli i inwigilacji już funkcjonują. – W Chinach obywatele żyją w cieniu wszechobecnych kamer, sztucznej inteligencji analizującej ich zachowania i systematycznej kontroli poglądów politycznych. Europa, zamiast stanowczo odrzucać te wzorce, zaczyna je importować. I to jest scenariusz groźny jak mało który – podkreśla Piotr Cieplucha.
Paradoksalnie pewną nadzieję mogą dawać giganci technologiczni – w większości amerykańscy – którzy budują swoją potęgę na obietnicy prywatności i bezpieczeństwa użytkowników. – To w ich interesie leży obrona zasady, że szyfrowanie jest nienaruszalne. Problem w tym, że Unia nie ustaje w próbach ograniczania przestrzeni cyfrowej, krok po kroku zawężając obszar wolności – podnosi Piotr Cieplucha. Akcentuje przy tym, że jeżeli nie postawimy wyraźnej granicy dziś, jutro obudzimy się w rzeczywistości, w której Wielki Brat jest już nie literacką metaforą, ale codziennym doświadczeniem Europejczyków. Amerykanie już nieraz dowiedli, że są w stanie skutecznie zabiegać o interesy swoich gigantów technologicznych i wymuszać na Brukseli odejście od zasad, które są z ich punktu widzenia niepożądane.
Rafał Stefaniuk
RS, „Nasz Dziennik”