NINIWA Team zatrzymana
Wtorek, 14 maja 2013 (11:09)Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja Artura Bilewskiego z jedenastego dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team na Syberię:
„Dziwny jest ten świat… lecz ludzi dobrej woli jest więcej”. – A jeszcze kilka dni temu podczas naszej rozmowy o. Tomasz narzekał, że grupie brakuje dzikości, że chcą uciekać od cywilizacji i że wschód działa na nich jak magnes… no i proszę – mamy pierwsze oznaki wschodnich zwyczajów: od skrajności w skrajność, od kilkugodzinnego przestoju w eskorcie policji po gościnność od serca w najczystszej postaci. Gdyby ktoś naszym uczestnikom przed dzisiejszym etapem przedstawił scenariusz, który napisało samo życie, pewnie niewielu by w niego uwierzyło.
Pobudka tradycyjnie odbyła się dość wcześnie, bo około 4.00 rano. Tuż przed wyjazdem swoich gości serdecznie pożegnał gospodarz o. Ptolomeusz, proboszcz katolickiej parafii w Smoleńsku. O godzinie 5.15 cały peleton był już na trasie. Dość szybko przemierzał kilometry, piękny wschód słońca towarzyszył naszym śmiałkom o poranku i nic nie zapowiadało, że może się to zmienić.
O godzinie 7.45 po przejechanych około 45 km naszą grupę zatrzymuje policja – wszystkim się wydawało, że jest to rutynowa kontrola, jednak po sprawdzeniu formalności okazało się, że grupa nie może jechać dalej, bo… bo nie posiada eskorty! Tak, właśnie eskorty. Niestety nasi wschodni sąsiedzi mimo swojej gościnności nie mają szczegółowo sprecyzowanych przepisów dotyczących ruchu rowerowego – policjanci zakwalifikowali grupę jako bardzo dużą, a to wiąże się z koniecznością posiadania eskorty.
Koniec kropka. Jedyny rozsądny pomysł, który wpadł grupie do głowy, to „telefon do przyjaciela”. W tym wypadku okazał się nim znajomy konsul pan Michał Greczyło, który nie zastanawiając się długo, wskoczył do samochodu i w krótkim czasie dotarł do miejsca zatrzymania grupy. Warto nadmienić, że jedynym realnym powodem zatrzymania grupy była tylko i wyłącznie liczebność… naturalnie w świetle rosyjskiego prawodawstwa.
Wszystkich przepis ten bardzo zdziwił i cała grupa doszła do wspólnego wniosku, że Rosja to nie jest kraj tylko: stan umysłu. Konsul dwoił się i troił, aby „odblokować” grupę i pozwolić im podążać swoją drogą. Sprawy oparły się o Moskwę i Warszawę, lecz feralnego przepisu nie można było w żaden sposób obejść. Dopiero w Urzędzie Wojewódzkim w Smoleńsku, a konkretnie w jednej z delegatur Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej sprawy ruszyły „z kopyta”.
Cała operacja trwała około 7 godzin. W chwili naszej rozmowy telefonicznej nadal trwały zabiegi, aby zorganizować dla ekipy eskortę, bo jazda – nawet kilkukilometrowa – bez wspomnianej „karawany” mogła zostać potraktowana jako złamanie przepisów, a co za tym idzie także rosyjskiego prawa.
Na najwyższych szczeblach smoleńskiej władzy podjęto decyzję, że tymczasowa, prowizoryczna eskorta policyjna odtransportuje peleton na spoczynek do Wsi Kamionka, a administratorka wsi (odpowiednik naszego sołtysa) została zobligowana do zapewnienia naszej ekipie wszystkiego tego, czego będą potrzebowali. Tutaj padło pytanie: „a czego wy potrzebujecie”? Nasza samowystarczalna grupa nie bardzo potrafiła odpowiedzieć, bo jak też w takiej sytuacji najsensowniej można odpowiedzieć?
W tym miejscu pragnę czytających uspokoić, wszyscy są bezpieczni, znajduja się pod troskliwą opieką i nikomu nie dzieje się żadna krzywda. Są tylko lekko zdenerwowani, że muszą stać i nie przemierzają dalej zaplanowanej trasy. Jednak przy całej zawiłości wydarzeń (jak przekazał o. Tomasz) wykazują widoczne oznaki szczęśliwości.
Gospodarze, nie oczekując dłużej na odpowiedź, czego im brakuje, w ekspresowym tempie przywieźli ekipie całego barana, który został przygotowany specjalnie dla nich, dodatkowo w przesyłce znalazły się dwa wiadra ziemniaków, chleb, masło, ser, marchew, cebula, niezbędne przyprawy, woda. Zorganizowano specjalnie także duże ognisko. Więc jak zdążyliście się zorientować, mili czytelnicy, peleton znalazł się prawie u „bram raju…”.
W tych „przecudnych okolicznościach natury” targają nimi nadal sprzeczne emocje... ruszać w dalszą drogę czy korzystać ze wschodniej gościnności…? Na szczęście docelowa eskorta najprawdopodobniej zapewniona będzie dopiero jutro, więc dziś spokojnie mogą jeszcze odpoczywać i poznawać to wszystko, co zwykłemu turyście, który porusza się standardowymi ścieżkami, prawie się nie przydarza. Życie pisze swoje scenariusze, a Opatrzność nad naszymi śmiałkami czuwa non stop.
Już dawno temu Napoleon mawiał, że poza wiedzą, wykształceniem i umiejętnościami trzeba mieć jeszcze szczęście, a tego w ostatnich dniach ekipie nie brakuje, życzę wszystkim, aby stan ten trwał nieustająco. A tymczasem pozostańmy ze słowami, którymi przywitałem się na początku: „Dziwny jest ten świat…”, ale może w tym właśnie tkwi jego piękno i tak wielka, nieustająca fascynacja.
PS. Niebawem pojawi się kolejna niespodzianka, wiec proszę śledźcie, co dzieje się z naszymi śmiałkami, ale także wokół nich.
Bilans dnia:
– Dystans: 49 km
– Średnia prędkość: 25 km
– 7 godzin oczekiwania na decyzję, z czego 5 h przy drodze, a 2 h nad rzeczką.
Nocleg:
Wieś Kamionka, obwód smoleński
Trasa:
Z przyczyn niezależnych mocno skrócona
Przejechanych do tej pory kilometrów: 1402