Memento dla emeryta
Wtorek, 14 maja 2013 (02:02)Posłowie chcą od ministra finansów informacji, ilu emerytów w najbliższych latach będzie skazanych na świadczenia poniżej minimum egzystencji.
Jak funkcjonują otwarte fundusze emerytalne i co dalej z filarem kapitałowym? Pierwsze posiedzenie sejmowej Komisji Finansów Publicznych na ten temat poświęcono wysłuchaniu opinii ekspertów.
Posłowie chcą wyrobić sobie zdanie na temat systemu, zanim pod obrady komisji trafi rządowy projekt ustawy o wypłacie emerytur z OFE. Prace nad projektem poprzedził skandal na miarę stulecia, gdy okazało się, że OFE nie mogą wypłacać emerytur, stać je co najwyżej na świadczenia okresowe.
Większość ekspertów zaproszonych do debaty była zdania, że rozwiązania prawne dotyczące OFE pozwoliły firmom zarządzającym zarobić potężne pieniądze kosztem emerytów. W tym sensie reforma emerytalna z 1999 r. była błędem, który jest jednak trudny do odwrócenia.
– Jeden z przewodniczących komisji nadzwyczajnej, która pracowała nad reformą emerytalną, wyznał mi, że gdyby wiedział, na czym ta reforma polega, nigdy by się na nią nie zgodził – przyznała Aleksandra Wiktorow, była szefowa ZUS. Po wypowiedziach ekspertów w sali zapadła głucha cisza. Dopiero po dłuższej chwili przerwała ją poseł Elżbieta Rafalska (PiS).
– Dla mnie część tych informacji jest wstrząsająca. Czy panowie eksperci wcześniej tej wiedzy nie posiadali? Czy to wiedza odkryta raptem w kryzysie? Gdzie były wasze głosy, gdy OFE garściami czerpały pieniądze? Gdzie wtedy było dobro emerytów? Jak mamy ufać takim ekspertom?! – pytała Rafalska.
Zażądała przedstawienia przez resort finansów informacji, ilu emerytów w najbliższych latach otrzyma świadczenia poniżej minimum egzystencji, do których budżet będzie musiał dopłacać, aby osiągnęły poziom emerytury minimalnej. Co dalej z OFE? Skoro nie można funduszy zlikwidować, należy „ubezwłasnowolnić” zarządy i ograniczyć ich rolę do inwestowania biernego.
Według ekspertów NBP, taki wariant zagwarantuje emerytom najwyższe stopy zwrotu przy minimalnych prowizjach na rzecz powszechnych towarzystw emerytalnych.
– Przymus ponoszenia ryzyka rynkowego jest czymś głęboko niemoralnym, zwłaszcza gdy zmusza się ludzi do lokowania oszczędności emerytalnych w kilkunastu wybranych funduszach – ocenia Piotr Kuczyński, analityk Xelion.
– Gdy w 1999 r. powstawały OFE, całkiem poważnie sądzono, że hossa na rynkach nigdy się nie skończy, że OFE będą swego rodzaju emerytalnym perpetuum mobile, które zapewni emerytom potężne pieniądze. Tymczasem zaledwie rok później indeksy spadły, na giełdach nastąpiło tąpnięcie – przypomina analityk.
Według dr. Andrzeja Bratkowskiego, członka Rady Polityki Pieniężnej, reforma emerytalna z 1999 r., która przekierowała część składek emerytalnych z ZUS do OFE, wygenerowała koszty dla finansów publicznych rzędu 50 proc. PKB, czyli niemal bilion złotych. Co jako społeczeństwo otrzymaliśmy w zamian? Prawie nic.
Owszem, zarobiły powszechne towarzystwa emerytalne, które obracają kapitałem zgromadzonym w OFE. Skorzystały też firmy obecne na giełdzie, ponieważ miały zapewnione przez te lata finansowanie. Natomiast filar kapitałowy – wbrew oczekiwaniom – nie zwiększył bezpieczeństwa wypłaty emerytur i nie zapewnił wyższych świadczeń.
Błędem jest – zdaniem ekonomisty – twierdzenie, jakoby przez rozdzielenie składki na dwa filary: ZUS i OFE, następowała dywersyfikacja ryzyka.
Byłoby tak, gdyby ryzyka każdego z filarów były ze sobą odwrotnie skorelowane, tj. gdy jeden filar znajdzie się w kłopotach, to kondycja drugiego ulega poprawie. Tymczasem jest inaczej: kondycja obu filarów zależy od tempa wzrostu gospodarczego i pogarsza się równocześnie. Także demografia oddziałuje na oba filary: na ZUS bezpośrednio, na OFE pośrednio, tj. poprzez osłabienie wzrostu.
W razie kryzysu topnieją zarówno aktywa OFE, jak również pogarsza się bilans Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. A zatem ten sposób dywersyfikacji ryzyka, bardzo kosztowny dla finansów publicznych, w istocie nic nie daje. W wypadku OFE istnieje dodatkowo potężne ryzyko tąpnięcia rynków w chwili przejścia uprawnionego na emeryturę.
Próba zabezpieczenia przed tym ryzykiem w postaci stworzenia na kilka lat przed emeryturą tzw. bezpiecznego portfela, w którym znalazłyby się same obligacje Skarbu Państwa (bez akcji, które są instrumentem ryzykownym), to, zdaniem Bratkowskiego – forma powrotu ubezpieczonych na garnuszek państwa.
– Koszty OFE pochłaniają 1,5 proc. PKB, a całkowity koszt wypłaty emerytur sięgnie 6 proc. PKB. Gdyby te 1,5 PKB dopłacić do emerytur z ZUS, to świadczenia byłyby o 25 proc. wyższe – wylicza Bratkowski.
Niepokój rynków
Mitem jest także, zdaniem ekonomisty, twierdzenie, że funkcjonowanie OFE wpływa na przyspieszenie wzrostu gospodarczego, gdyż OFE zwiększają stopy oszczędności w Polsce i zaoszczędzony kapitał idzie na finansowanie rozwoju gospodarki. Bratkowski zwrócił uwagę, że ten mechanizm działa tylko w odniesieniu do spółek obecnych na parkiecie, które faktycznie są zasilane kapitałem, i to ponad miarę. Natomiast wszystkie pozostałe podmioty gospodarcze tracą na tym, ponieważ dla nich koszt pozyskania kapitału spoza giełdy idzie w górę.
Opinii Bratkowskiego sprzeciwił się Janusz Jankowiak z Polskiej Rady Biznesu. Według niego, badania oparte na modelu ekonomicznym, zakładającym usunięcie OFE z systemu, pokazują, że wzrost gospodarczy w Polsce byłby w minionych latach niższy niż osiągaliśmy, a stopa bezrobocia wyższa. Jankowiak przyznał jednak, że lepsza byłaby sytuacja finansów publicznych: niższy deficyt i mniejsze zadłużenie. Ekonomista przekonywał, że system dwufilarowy z czasem zacznie przynosić lepsze wyniki.
– Żeby ocenić, na ile OFE pomogły gospodarce, należałoby podać, ile OFE kupowały akcji w ramach zakupów pierwotnych (tj. bezpośrednio od emitenta). Tylko takie zakupy pomagają spółkom i gospodarce, a reszta zakupów z rynku wtórnego pomaga nam, spekulantom giełdowym – przypomniał Kuczyński.
Zaapelował, aby dyskusja nad OFE trwała jak najkrócej, a zmiany zostały wprowadzone jak najszybciej, bo niepewność szkodzi giełdzie. – OFE nie da się nagle zlikwidować, bo byłaby to katastrofa dla rynku kapitałowego. Jedynym wyjściem jest stopniowe przenoszenie składek do ZUS – ocenił Kuczyński.
Prowizje zjadły emerytury
Punktem wyjścia nowych rozwiązań powinno być, jak zaznaczył, dobro emeryta, a nie – jak dotychczas – interes Powszechnych Towarzystw Emerytalnych, które zarządzają pieniędzmi ubezpieczonych. Przede wszystkim muszą być zmniejszone astronomiczne opłaty, które PTE pobierają od każdej wpłaconej składki oraz od całości zarządzanego kapitału. Analityk zwrócił uwagę, że wyniki inwestycyjne OFE są bardzo słabe, a emerytury będą niskie.
Doktor Dobiesław Tymoczko z NBP zauważył, że nie należy mylić stopy zwrotu OFE ze stopą zwrotu uzyskiwaną realnie przez emeryta, która za sprawą wysokich prowizji na rzecz PTE jest znacznie niższa, a w wielu wypadkach równa zeru.
– Jeśli emeryt wpłaca do OFE w postaci składki 100 zł, to OFE już na wstępie zabiera mu 3,50 zł tytułem opłaty, a inwestuje tylko 96,50. Jeśli zatem inwestycja przyniesie 3,5 proc. zysku, to stopa zwrotu OFE wyniesie 3,5 proc., ale dla emeryta będzie to zero zysku – tłumaczył.
W ciągu 13 minionych lat OFE osiągnęły 8,8 proc. stopy zysku, ale tylko 6,5 proc. dla emeryta. To mniej niż wynosi indeksacja środków w ZUS. W rezultacie stopa zastąpienia, tj. relacja emerytury do ostatniego wynagrodzenia, wyniesie w obecnym systemie zaledwie 27 procent. W tym samym czasie Powszechne Towarzystwa Emerytalne zarobiły na zarządzaniu OFE kilkanaście miliardów złotych.
– Świadczenia będą poniżej poziomu przeżycia. Państwo będzie musiało w szerokim zakresie dopłacać, aby osiągnęły poziom emerytury minimalnej – twierdzi była prezes ZUS Aleksandra Wiktorow.
Zdaniem dr. Tymoczko, żeby emerytury z OFE były wyższe, OFE muszą zmienić sposób zarządzania kapitałem, przejść z zarządzania aktywnego, przy którym wyszukuje się okazji do zainwestowania, na pasywny, gdy inwestuje się według składu indeksu giełdowego WIG.
– Inwestowanie pasywne pozwala maksymalnie zredukować koszty zarządzania OFE i w perspektywie kilkudziesięciu lat odkładania na emeryturę zapewnia emerytom najwyższą możliwą stopę zwrotu – powiedział przedstawiciel NBP.
– Udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że przy oszczędzaniu długoterminowym nie można osiągnąć wyższej stopy zwrotu niż rynkowa – poparł przedmówcę prof. Sławiński z Rady Polityki Pieniężnej.
– Przy zarządzaniu pasywnym wynagradzanie PTE za wyniki nie ma sensu, bo nie da się pobić rynku. To kolejny pomysł na „golenie emerytów” – zaznaczył Tymoczko.
Z analiz NBP wynika, że gdyby OFE inwestowały biernie, to kapitał emerytów byłby dziś o 12 proc. wyższy, a po 40 latach oszczędzania byłby większy o 40 procent. Po prostu składki emerytalne trafiłyby na emerytury, a nie do kieszeni Towarzystw Emerytalnych, które zarządzają Funduszami.
Małgorzata Goss