• Wtorek, 7 kwietnia 2026

    imieniny: Jana, Rufina, Donata

PSL: Po pierwsze, gospodarka

Poniedziałek, 13 maja 2013 (02:12)

Polskie Stronnictwo Ludowe chce pokazać, że ma dobre pomysły na walkę z kryzysem gospodarczym. Ludowcy chcą przy okazji przekonać Polaków, że to Platforma Obywatelska psuje gospodarkę, a nie jej koalicyjny partner.

 

Kwestiom ekonomicznym poświęcone były obrady Rady Naczelnej PSL. Prezes Stronnictwa, wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński, podkreślał, że partia szuka partnerów „w poszerzaniu i modyfikowaniu otoczenia przedsiębiorczości”, i zachęcał do przeprowadzenia „narodowej debaty o przedsiębiorczości”.

– Wzywam Radę Naczelną do podjęcia uchwały zobowiązującej każdego radnego, wójta, starostę i marszałka PSL, aby w trybie pilnym wniósł o zwołanie rady gminy powiatu i województwa z jednym, nadzwyczajnym punktem: dyskusja o przedsiębiorczości – mówił Piechociński.

Jak wyjaśnił, dyskusja powinna dotyczyć relacji między samorządem a przedsiębiorcami i możliwości wsparcia przedsiębiorczości. Jego zdaniem, lokalne władze mają duże możliwości, aby wspierać biznes.

– Bardzo proszę, apeluję, abyśmy do końca lipca zrealizowali te nadzwyczajne posiedzenia, kontakty na szczeblu samorządowym z przedsiębiorcami – dodał prezes PSL. Jak zaznaczył, konkluzje z dyskusji przeprowadzonych w samorządach będą przedmiotem analizy i dadzą podstawę do ewentualnych propozycji ustawowych.

Odcinamy się od PO

Jednak pod tym wezwaniem kryje się drugie dno. Z nieoficjalnych rozmów, jakie „Nasz Dziennik” przeprowadził z niektórymi członkami Rady Naczelnej PSL, wynika, że wezwanie swojego prezesa potraktowali oni jako mobilizację do zmiany wizerunku ludowców.

PSL w dalszym ciągu bowiem jest uważane za partię klasową, chłopską, a tymczasem znaczna część rolników czuje się związana z innymi partiami, głównie z PiS, więc ludowcy muszą szukać zwolenników w innych środowiskach, w tym wśród małego i średniego biznesu.

Dla ludowców te zabiegi wydają się jak najbardziej naturalne, bo ten sektor gospodarki jest przede wszystkim obecny w małych miastach, miasteczkach i na wsi, czyli w środowiskach, na których Piechocińskiemu i jego kolegom zależy najbardziej.

Jednocześnie PSL chce pokazać Polakom, że ma pomysły na walkę z kryzysem, jaki coraz bardziej dotyka Polskę. Sam prezes też nie ukrywa w publicznych wypowiedziach, że wskaźniki makroekonomiczne Polski są bardzo złe.

– Chcemy naprawić to, co w gospodarce psuje tandem Donald Tusk – Jacek Rostowski, bo my tak naprawdę mamy nieduży wpływ na politykę gospodarczą rządu, choć mamy swojego wicepremiera i szefa resortu gospodarki. Ale pieniądze trzyma w garści Rostowski – powiedział nam jeden z posłów PSL.

– I w najbliższych tygodniach będziemy na pewno bardzo aktywni, przygotowujemy bowiem wiele ciekawych projektów nowych rozwiązań prawnych – obiecuje parlamentarzysta.

Przyznaje, że ta aktywność ma związek ze zbliżającymi się szybko wyborami do Parlamentu Europejskiego (czerwiec 2014), ale jeszcze większe znaczenie mają dla PSL wybory samorządowe (jesień przyszłego roku). Ponieważ ludowcy nie mają teraz dobrych wyników sondażowych, przygotowują się na długą kampanię PR-owską. I PSL chce pokazać, że o interesy przedsiębiorców dba lepiej niż PO.

I pierwszy przykład już mamy. Wicepremier Piechociński zapowiedział, że wkrótce wspólnie z ministrem pracy i polityki społecznej Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem przedstawi projekt zupełnie nowych zasad funkcjonowania urzędów pracy. Według prezesa PiS, trzeba skończyć z tym, że pośredniaki zajmują się głównie kwestiami biurokratycznymi związanymi z rejestrowaniem i obsługą bezrobotnych.

Mało zaś mają czasu i pieniędzy na pomaganie bezrobotnym w znalezieniu pracy, a firmom w znalezieniu pracowników. Jak wyjaśnił Piechociński, do urzędów pracy powinni się zgłaszać pracodawcy wspólnie z kandydatem na pracownika, a urzędy powinny znajdować środki publiczne (także unijne), za które konkretny kandydat będzie mógł być przeszkolony.

Ale aby ten system został wprowadzony, potrzebne jest współdziałanie rządu i samorządów, bo urzędy pracy podlegają powiatom.

I tak rządzi PO

Piechociński nie mógł uciec od pytań o słabą pozycję PSL w koalicji. Zapewnił, że ludowcy na pewno nie stracą kluczowego dla siebie resortu rolnictwa.

– Staszek [Kalemba, minister rolnictwa – przyp. red.] może spać spokojnie – stwierdził Piechociński.

Deklaracje te nabierają szczególnego znaczenia w aspekcie niedawnych dymisji w rządzie ministrów skarbu i sprawiedliwości.

Ludowcy są spokojni, argumentują, że zmiany na stanowiskach ministrów, które obsadza PSL, mogą nastąpić tylko wtedy, gdy PSL się na nie zgodzi. Tusk może zaś swobodnie wymieniać sobie ministrów rekomendowanych przez PO.

Z drugiej jednak strony PSL od tygodni próbuje doprowadzić do powołania swoich kandydatów na wiceministrów w resortach finansów oraz administracji i cyfryzacji. Janusz Piechociński zapowiedział, że nie zrezygnuje z rekomendowania swoich kandydatów.

– Tylko że ta ciuciubabka trwa już wiele miesięcy. Prezes powinien postawić premierowi ultimatum – mówi członek Rady Naczelnej PSL. Ale i on nie bardzo wie, jaką formę takie ultimatum miałoby przybrać.

Anna Ambroziak