• Sobota, 14 marca 2026

    imieniny: Leona, Matyldy, Jarmiły

Bez reszty oddany Niepokalanej

Niedziela, 12 maja 2013 (20:20)

Z Mieczysławem Guzikiem, ministrantem św. o. Maksymiliana Marii Kolbego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jako nastolatek służył Pan do Mszy św. o. Maksymilianowi Kolbemu.

 – Jako młodzi chłopcy, ministranci, w dzień powszedni służyliśmy do Mszy św. zawsze przed lekcjami w szkole, ale także w niedziele, kiedy mieliśmy wyznaczone dyżury. Jako 10-12-letni chłopiec często usługiwałem podczas Mszy św. o. Maksymilianowi Kolbemu, było to jeszcze w starej kaplicy. Zapamiętałem go jako bardzo spokojnego, zrównoważonego, rozmodlonego człowieka, ale jednocześnie wyróżniającego się spośród innych. Cechowały go ujmujący uśmiech i życzliwość, którą miał w oczach. Kiedy odprawiał Mszę św., był bardzo skupiony, tak jakby dotykał innej rzeczywistości. To był naprawdę wyjątkowy, święty człowiek.

Co Pana szczególnie ujmowało w o. Maksymilianie Kolbem?

– Ojciec Maksymilian przez całe życie pragnął zostać świętym i to jak największym świętym. Chciał zostać starty na proch dla Niepokalanej. Wszystko powierzał Bogu przez Maryję, modląc się na różańcu. Jednocześnie był człowiekiem bardzo bezpośrednim w stosunku do wszystkich, z którymi pracował i z którymi się spotykał. Szczerze rozmawiał z ludźmi i wszystkich szanował w duchu wiary, w duchu miłości bliźniego. Słowem, ale przede wszystkim czynem uczył, jak zło dobrem zwyciężać. Jego świętość emanowała na zewnątrz, ale nie raziła. Ten człowiek miał w sobie coś, co przyciągało w taki ciepły, przystępny, trudny do opisania słowami sposób. Był przykładem męstwa w wyznawaniu Ewangelii i przyznawaniu się do Chrystusa, a jego odważna, pełna ofiarności postawa może i powinna być przykładem także dla współczesnego świata.

Jakim kapłanem, człowiekiem był św. Maksymilian?

– W swoim życiu spotkałem wielu kapłanów, ale o. Maksymilian wyróżniał się spośród nich, był po prostu wyjątkowy. Wprawdzie był człowiekiem schorowanym – miał przecież tylko jedno płuco, jednak nie przeszkodziło mu to w zorganizowaniu i kierowaniu klasztorem w Niepokalanowie, który przed wojną liczył ponad siedmiuset braci. Żył dla Boga, całe życie oddany Niepokalanej. Jako narzędzie w Jej dłoniach zawsze chętnie pomagał innym ludziom. Czynił wszystko, by zdobywać dla Maryi jak najwięcej dusz w Ojczyźnie i świecie. Był też wielkim patriotą, któremu zależało na rozwoju swojej ziemskiej Ojczyzny. Był autorytetem dla swoich współbraci, osobą kochaną do tego stopnia, że byli gotowi dla niego  zrobić wszystko. Przykładem może być to, że kiedy został aresztowany, 20 braci zakonnych zgłosiło się dobrowolnie, aby pójść za niego do więzienia. Jednak hitlerowcy na to nie zezwolili.

Kiedy ostatni raz widział pan o. Maksymiliana?

– Było to pod klasztorem w Niepokalanowie. 17 lutego 1941 r., kiedy gestapo przyjechało aresztować o. Maksymiliana, przypadkowo znalazłem się w okolicy klasztoru i widziałem samochód, który zabierał ojca. Siedziało w nim kilku żołnierzy hitlerowskich, a między nimi na tylnim siedzeniu o. Kolbe. Wówczas ostatni raz widziałem o. Maksymiliana.

Spotkanie na drodze tak wielkiego człowieka wywarło wpływ na Pana życie?

– Bezsprzecznie tak. Zresztą nie dotyczy to tylko mojej osoby, ale mojej rodziny i chyba wszystkich okolicznych mieszkańców. Przecież to dzięki św. Maksymilianowi, jego uporowi i konsekwencji w Niepokalanowie powstał przepiękny klasztor, który  już przed wojną był i wciąż pozostaje centrum kultu Niepokalanej, przy którym wyrastają ciągle nowe dzieła. Wszystko to dzięki opiece św. Maksymiliana, patrona tego miejsca.

Osobiście czuję opiekę o. Kolbego w swoim życiu. Do tej pory, mimo ukończonych 87 lat, wciąż jest ministrantem. Jest nas kilkunastu starszych ministrantów i jeżeli tylko zdrowie pozwala, służymy do Mszy św. w niedzielę na Sumie. Ponadto mimo słabego zdrowia wciąż jeszcze jestem prezesem Rycerstwa Niepokalanej w Niepokalanowie, należę też do Milicji Niepokalanej. Ludzi, którzy chcą w ten sposób służyć Bogu i Niepokalanej, jest ciągle dużo. Dzięki ziarnu, które zasiał św. Maksymilian, wyrosło wiele powołań kapłańskich i zakonnych. Dwie moje siostry poświęciły się służbie Bogu w Zgromadzeniu Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie było Niepokalanowa i wpływu św. o. Maksymiliana.

Dzisiaj w Niepokalanowie odbywają się uroczystości jubileuszu 75-lecia Radia Niepokalanów. Ta rozgłośnia to także jedno z dzieł o. Maksymiliana.  

– Radio Niepokalanów to wspaniała sprawa. Dawniej, przed wojną, rozgłośnia nie była czymś powszechnym, tym bardziej cieszyliśmy się z faktu jej powstania. Został postawiony budynek, który stoi do dzisiaj i oczywiście został rozbudowany do obecnych potrzeb. Miałem wówczas niespełna 13 lat, ale pamiętam moment poświęcenia rozgłośni. Na dole była kaplica, gdzie wieczorem członkowie Rycerstwa Niepokalanej i ministranci wspólnie odmawiali Różaniec. Pamiętam też radość, jaka towarzyszyła starszym ode mnie, moim rodzicom, krewnym i sąsiadom, kiedy powstało radio. Dzisiaj mediów katolickich jest bardzo mało, jest Radio Niepokalanów i Radio Maryja, które ze wszech miar trzeba wspierać. Niech rosną w siłę, służąc Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie.   

Dziękuję za rozmowę.