• Środa, 11 marca 2026

    imieniny: Konstantego, Ludosława

Dramat w Gazie

Środa, 2 lipca 2025 (20:34)

Proboszcz parafii Świętej Rodziny o. Gabriele Romanelli alarmuje o pogarszającej się sytuacji, która już dawno osiągnęła punkt krytyczny.

Brak pomocy humanitarnej, duszący upał i astronomiczne
ceny żywności sprawiają, że życie w Strefie Gazy staje się niemożliwe. Tylko zakończenie wojny może przynieść „prawdziwy znak nadziei”.
 
„W Gazie brakuje wszystkiego” – mówi ze smutkiem o. Gabriel Romanelli, proboszcz parafii Świętej Rodziny. Jego słowa nie pozostawiają złudzeń, bo sytuacja humanitarna w Strefie Gazy stała się nie do zniesienia. Od ponad 630 dni ludność cywilna stara się przetrwać pomiędzy izraelskimi bombardowaniami
a represjami Hamasu. W niedzielę 29 czerwca izraelska armia nakazała ewakuację dziesiątek dzielnic w północnej części Gazy, w tym starego miasta i dzielnicy Dżabalija.

500 chrześcijan – katolików i prawosławnych
– mieszkających przy parafii Świętej Rodziny nie otrzymało nakazu ewakuacji, relacjonuje o. Romanelli, który każdego dnia obawia się o życie swoich wiernych. „Cała Strefa
Gazy to teatr wojny – nie ma miejsc bezpiecznych. Bombardowania trwają nawet w pobliżu kościoła, co wciąż traumatizuje wspólnotę, która od początku wojny straciła już kilku członków” – dodaje proboszcz.

Pod koniec maja Izrael ogłosił zniesienie blokady Gazy
i rozpoczęcie dostarczania pomocy humanitarnej przez kontrowersyjną fundację kontrolowaną przez Izraelczyków i Amerykanów. „To nie jest rozwiązanie – odpowiada proboszcz – nie ma ani jednego punktu dystrybucji pomocy, najbliższy znajduje się na południu Gazy,
poza miastem”.

500 uchodźców przy parafii żyje z zapasów zgromadzonych jeszcze przed ponownym nałożeniem blokady w marcu 2025 roku. „Każdy dzień jest jednak trudniejszy, bo nie docierają nowe dostawy” – wyjaśnia duchowny. Pomoc, która napływa w sposób nieregularny i chaotyczny,
bywa kradziona przez zdesperowanych mieszkańców.
„Bez zorganizowanego systemu dystrybucji obowiązuje prawo silniejszego, a każda próba zdobycia żywności
to ryzyko życia – jak w przypadku dziesiątek Palestyńczyków, którzy już je stracili”.

Oprócz braku żywności niemal niemożliwe jest robienie zakupów na lokalnych rynkach. Ponieważ produkcja krajowa praktycznie nie istnieje, ceny importowanej żywności osiągnęły absurdalny poziom: 15 euro
za kilogram pomidorów, 75 euro za kilogram cukru.

Do tego dochodzi upał przekraczający 40 st. C i wilgotność, które czynią pobyt 500 chrześcijan w parafii jeszcze trudniejszym, zwłaszcza przy częstych przerwach
w komunikacji, które mogą trwać całymi dniami.

W obliczu tej tragedii chrześcijanie w Gazie próbują trwać. „Staramy się kontynuować życie modlitewne, opiekować się chorymi, rannymi, starszymi, a także organizować zajęcia dla dzieci” – relacjonuje o. Romanelli. Liturgie, zabawy i inne aktywności nadają rytm życiu najmłodszych mieszkających przy parafii.

Mimo że kościół nie jest bezpieczniejszy niż inne budynki, chrześcijańskie rodziny wolą pozostać w jego pobliżu.
„Przy Jezusie czujemy się bardziej chronieni” – powtarzają.

Jednak najpilniejsze jest zakończenie wojny. „To jedyny prawdziwy znak nadziei dla mieszkańców, aby mogli odbudować swoje domy i swoje życie” – kończy
o. Romanelli.

JG, vaticannews.va