Dramat w Gazie
Środa, 2 lipca 2025 (20:34)Proboszcz parafii Świętej Rodziny o. Gabriele Romanelli alarmuje o pogarszającej się sytuacji, która już dawno osiągnęła punkt krytyczny.
ceny żywności sprawiają, że życie w Strefie Gazy staje się niemożliwe. Tylko zakończenie wojny może przynieść „prawdziwy znak nadziei”.
a represjami Hamasu. W niedzielę 29 czerwca izraelska armia nakazała ewakuację dziesiątek dzielnic w północnej części Gazy, w tym starego miasta i dzielnicy Dżabalija.
500 chrześcijan – katolików i prawosławnych
– mieszkających przy parafii Świętej Rodziny nie otrzymało nakazu ewakuacji, relacjonuje o. Romanelli, który każdego dnia obawia się o życie swoich wiernych. „Cała Strefa
Gazy to teatr wojny – nie ma miejsc bezpiecznych. Bombardowania trwają nawet w pobliżu kościoła, co wciąż traumatizuje wspólnotę, która od początku wojny straciła już kilku członków” – dodaje proboszcz.
Pod koniec maja Izrael ogłosił zniesienie blokady Gazy
i rozpoczęcie dostarczania pomocy humanitarnej przez kontrowersyjną fundację kontrolowaną przez Izraelczyków i Amerykanów. „To nie jest rozwiązanie – odpowiada proboszcz – nie ma ani jednego punktu dystrybucji pomocy, najbliższy znajduje się na południu Gazy,
poza miastem”.
500 uchodźców przy parafii żyje z zapasów zgromadzonych jeszcze przed ponownym nałożeniem blokady w marcu 2025 roku. „Każdy dzień jest jednak trudniejszy, bo nie docierają nowe dostawy” – wyjaśnia duchowny. Pomoc, która napływa w sposób nieregularny i chaotyczny,
bywa kradziona przez zdesperowanych mieszkańców.
„Bez zorganizowanego systemu dystrybucji obowiązuje prawo silniejszego, a każda próba zdobycia żywności
to ryzyko życia – jak w przypadku dziesiątek Palestyńczyków, którzy już je stracili”.
Oprócz braku żywności niemal niemożliwe jest robienie zakupów na lokalnych rynkach. Ponieważ produkcja krajowa praktycznie nie istnieje, ceny importowanej żywności osiągnęły absurdalny poziom: 15 euro
za kilogram pomidorów, 75 euro za kilogram cukru.
Do tego dochodzi upał przekraczający 40 st. C i wilgotność, które czynią pobyt 500 chrześcijan w parafii jeszcze trudniejszym, zwłaszcza przy częstych przerwach
w komunikacji, które mogą trwać całymi dniami.
W obliczu tej tragedii chrześcijanie w Gazie próbują trwać. „Staramy się kontynuować życie modlitewne, opiekować się chorymi, rannymi, starszymi, a także organizować zajęcia dla dzieci” – relacjonuje o. Romanelli. Liturgie, zabawy i inne aktywności nadają rytm życiu najmłodszych mieszkających przy parafii.
Mimo że kościół nie jest bezpieczniejszy niż inne budynki, chrześcijańskie rodziny wolą pozostać w jego pobliżu.
„Przy Jezusie czujemy się bardziej chronieni” – powtarzają.
Jednak najpilniejsze jest zakończenie wojny. „To jedyny prawdziwy znak nadziei dla mieszkańców, aby mogli odbudować swoje domy i swoje życie” – kończy
o. Romanelli.