NINIWA Team odpoczywa
Piątek, 10 maja 2013 (19:50)Relacja Marcela Gawrona z siódmego dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team uczestniczących w wyprawie na Syberię
Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Dzień dobry! Mamy 9 maja – czyli dzień wolny od pracy!
Oczywiście nie dla wszystkich... ale skoro nasi śmiałkowie przebywają aktualnie na terenie Białorusi i skoro obwiązuje ich lokalny czas (przyp. red. – są godzinę do przodu), to również obowiązuje ich dzisiejsze święto narodowe – Dzień Zwycięstwa.
Faktycznie, święto świętem.... ale nie mniejszy wpływ na podjęcie decyzji o kolejnym postoju po trzech dniach od ostatniego dnia przerwy w Lublinie miały też wydarzenia dnia wczorajszego. Ekipa zrobiła 238 km, długie oczekiwanie na zakończenie dnia – ekipa położyła się spać dopiero po 02:00 lokalnego czasu! Tym bardziej rozpoczęcie jazdy dziś po 10.00, przy utrzymujących się upałach, nie miałoby w ogóle sensu w perspektywie kolejnych tygodni jazdy do Wierszyny.
W ekipie pojawiły się małe problemy zdrowotne – szczególnie Michał Piec narzeka na ból kolan, które mu spuchły. Reszta Teamu NINIWY walczy też dzielnie z przeziębieniem, które dotknęło znaczną część grupy.
Chyba wystarczy tłumaczenia, mam nadzieję, że wszyscy łączą się z grupą w modlitwie i wiedzą, że o. Tomasz Mariura ma już niemałe doświadczenie w prowadzeniu naszej grupy rowerowej. A zaległe kilometry grupa obiecuje spokojnie nadrobić.
Dzień majowy, dzień wolny, dzień zwycięstwa... Jakkolwiek byśmy go nie nazwali, to i tak chyba nie odda on radości, w której trwali rowerzyści do dzisiejszego poranka. Mianowicie o. Tomek wydał jednodniową dyspensę: „Wstajecie jutro, o której kto chce!”. Oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Sam o. Tomek mimo możliwości dłuższej drzemki „nie skorzystał całkowicie z tej sposobności”.
Po bardzo spokojnym indywidualnym wstawaniu i śniadaniu o godzinie 10.00 rano ekipa z o. Tomkiem i o. Jurkiem udała się do centrum Mińska – centrum całej Białorusi. Mińsk robi wrażenie! Czyste, schludne miasto. Wszystkie sygnalizatory świetlne są już diodowe. Nie tylko w stolicy, ale i na całej Białorusi drogi są po prostu lepsze niż w Polsce! I udali się na miasto, a tu nagle nasza ekipa, wychodząc z bloku, w którym znajduje się mieszkanie oblatów, weszła jakby do „wehikułu czasu”. Cofnęli się o jakieś 50-60 lat...
...Barwne parady, przytłaczająca ilość sztandarów z postaciami od Lenina po Stalina, której nie szłoby zliczyć, ulice dekorowane tygodniami i przede wszystkim ludzie – Białorusini.
W kraju, w którym ideologia państwowa usunęła całkowicie religię (na Białorusi jest co prawda obecne prawosławie, ale tylko promil obywateli uczęszcza na nabożeństwa), dzisiejsze święto jest jakby i Bożym Narodzeniem, i Wielkanocą, i świętem państwowym w jednej postaci.
Po ok. 2-godzinnym zwiedzaniu Mińska ekipa Sybajkraków udała się na obiad do restauracji. Obiad był tani, smaczny i pożywny.
O. Tomek zadecydował o tym, że ekipa zbiera się o 02:00 w nocy (01:00 czasu polskiego) i rusza najpierw pieszo po rowery do Sióstr Nazaretanek (3 km). Następnie powrót na rowerach po sakwy do oblatów i w drogę!
Hasła dnia:
„Wschodnie kwasy idealne na zakwasy!” – SMS do o. Tomka od kleryka Mateusza Kempińskiego.
Bilans dnia:
– 0 km dystansu na rowerach
– 3 km dystansu taksówką
– 3 km dystansu piechotą
– setki tysięcy Białorusinów na pochodach
– wspólna Msza św. na 10. piętrze bloku mieszkalnego
– dziesiątki życzeń urodzinowych dla Uli
Nocleg:
Mińsk – oblaci
Przejechanych do tej pory kilometrów: 813 km