NINIWA Team dotarła do Mińska
Czwartek, 9 maja 2013 (18:38)
Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Relacja o. Krzysztofa Machelskiego OMI z szóstego dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Team uczestniczących w wyprawie na Syberię
Miało być według mapy ok. 210 km, ale było 238. To wszystko przez te ronda! Dokładnie! Nasi Sybajkracy dziś zaliczyli ¾ obwodnicy Mińska. Z lekka pobłądzili przez pewne niedogadanie się z o. Jurkiem Kotowskim przez komórkę. No, ale cóż! Co nas nie zabije, to nas wzmocni!
Ale może po kolei. Pobudka o 5.00. (Dla ścisłości: wczoraj, przekraczając wschodnią granicę Polski, trzeba było dodać godzinę na zegarkach, czyli wstali o naszej 4.00). O 5.30 mili młodzi luteranie zaskoczyli naszych podróżników swoją gościnnością i na śniadanie przenieśli im przygotowane wcześniej kanapki. Była oczywiście wspólna ekumeniczna modlitwa, po czym nadszedł czas odjazdu. Tym razem nawet nie trzeba było mówić pani w budce na autostradzie „Priwiet”. Sama otworzyła bramkę, widząc szalonych rowerzystów. Znowu było płasko. Kilometry leciały sobie w dość szybkim tempie. Słońce powoli dawało się we znaki. Niektórzy odczuwali od dołu nagrzany asfalt. Pierwsza przerwa półgodzinna po 60 km, druga półgodzinna po 50 km i potem dłuższy czas na odpoczynek po kolejnych 50 km. Oczywiście trzeba było coś zjeść. Ceny i przelicznik rubla białoruskiego na złotówki pozwalają tu Polakom jeść w restauracji (choć de facto dziesiątki tysięcy rubli płaci się za posiłek). Po jedzeniu krótka drzemka, a następnie pierwsza Eucharystia sprawowana jedynie w grupie rowerzystów, bez żadnych gości.
W uroczystość św. Stanisława Biskupa i Męczennika Ewangelia o Dobrym Pasterzu Jezusie prowadziła do wdzięczności Bogu za dobrego pastora w Iwacewiczach, który tak pięknie przyjął kolarzy. Podczas Mszy modlono się w intencji parafii w Wierszynie, która dziś przeżywa odpust.
Uroczyste „foty” z napisem Mińsk wykonano już o 18.50. I właśnie na obrzeżach miasta nastąpiło rozluźnienie w grupie. Wszyscy myśleli, że to kilka kilometrów i będą oblaci. A jazda i orientacja w mieście jest dość trudna. Zwłaszcza gdy tu nagle trzeba się orientować w cyrylicy i słuchać o. Jurka, który prowadził naszych przez komórkę.
W pewnym momencie, jadąc obwodnicą M9, Sybajkracy – nieboracy uznali swoją bezsilność, zatrzymali się i czekali, aż ich znajdzie o. Jerzy jadący autem. Po 40 min postoju o. Jurek odnalazł grupę. Ale trzeba było jeszcze zostawić rowery u sióstr nazaretanek, podać bagaże do samochodu i pieszo dojść do oblatów. Ludzie są już zmęczeni, spaleni na czerwono słońcem, głodni i zdenerwowani całą sytuacją. A tu jeszcze trzeba dziś zrobić zakupy na cały jutrzejszy dzień. Bo jutro na Białorusi wolne. Pabieda! Dzień zwycięstwa nad faszyzmem, 9 maja! Tak też się składa, że jutro swoje urodziny obchodzi Ula. Jako że jutro nie będę już pisać relacji, dlatego życzę mojej Kochanej Siostrzyczce w tym jakże ciekawym dniu na Białorusi: „wiele szczęścia, miłości i błogosławieństwa Bożego i byś, Ula, szczęśliwie dojechała do Wierszyny. Pamiętam w modlitwie! Вперёд!”.
Bilans dnia:
– 238 km
– 40 minut czekania na samochód o. Jurka
– 6500 rubli za colę
– ¾ obwodnicy Mińska
– 2 rzeki: Niemen i Uła