NINIWA Team na Białorusi
Środa, 8 maja 2013 (21:41)Relacja o. Krzysztofa Machelskiego OMI z piątego dnia rowerowej pielgrzymki 24 śmiałków z NINIWA Teamu uczestniczących w wyprawie na Syberię
Było płasko i pod wiatr. Tak można w skrócie opisać dzisiejszą jazdę. O 6.00 grupa posiliła się Eucharystią. Oprócz o. Tomka sprawowali ją o. Rysiu i ks. Bogumił Lempkowski, który przybył specjalnie przybył z Dęblina do Kodnia na rowerze, by spotkać się z NINIWA Teamem. Kim jest ks. Boguś? Odsyłam, drogi Czytelniku, do relacji z Misji BXVI Nordkapp. Śmiałkowie wtedy spotkali go na dalekiej północy. Ksiądz też towarzyszył naszym aż do granicy w Terespolu. Grupę pobłogosławił sam przeor klasztoru o. Bernard Briks. No i żegnaj, Polsko!
W drodze do przejścia granicznego Mateuszowi pękła szprycha. Potem nastąpiło pożegnanie z Marcelem, który niestety musi wrócić na sesję do Krakowa. No cóż, studiowanie medycyny to jednak nie przelewki. Ale spokojnie, Marcel obiecał dołączyć do grupy w okolicach Moskwy. Życzymy mu powodzenia na egzaminach i jednocześnie dziękujemy za obszerne materiały umieszczane przez niego w internecie.
Polscy celnicy dali do zrozumienia, że znają NINIWA Team z telewizji. Dobrze im życzą, choć sami nie wierzą, żeby udało im się dojechać tak daleko. To samo było po stronie białoruskiej. Niewiara. „Macie za słabe rowery, tam jest zimno!”. I Polacy, i Białorusini odprawili rowerzystów z pełną klasą na pasie dyplomatycznym. Niestety trzeba było się z lekka pobawić z wypisywaniem białoruskich bumażek, ale tak już tam jest.
Na pierwszy rzut oka Białoruś wydawała się kolorowa. Zwłaszcza miasto Brześć. Ojciec Lider mówił, że to pewnie tak tylko na przywitanie. Ale cóż, pozwolę sobie zaszydzić jako ktoś, kto z nim jechał do Wilna, że jego sposób jazdy pewnie nie pozwoli zbytnio zobaczyć i porównać ze sobą innych miasteczek, a tym bardziej wiosek. :) A to, że wjechał do Brześcia, to po prostu konieczność. Trzeba było wymienić pieniądze na miejscowe „diengi”, a to w tym kraju należy uczynić w specjalnym banku. W czasie wymiany, która wcale tak szybko nie szła, Mateusz zdążył naprawić szprychę. I na tym zakończyli zwiedzanie. Potem wjechali na płatną autostradę. Do pani w budce przy bramkach wjazdowych powiedzieli: „Priviet!”, i zostali na nią wpuszczeni za darmo.
Potem już było monotonnie. Po dwóch przerwach co 50 kilometrów dotarli do miejscowości Iwacewicze. Tam znaleźli nocleg w zborze miejscowych protestantów. Do odwiedzenia zachęciła ich próba protestanckich pieśni uwielbieniowych, która miała miejsce w momencie przybycia śmiałków. Pastor pytał tylko, czy naprawdę o. Tomek jest księdzem katolickim, i prosił, by noc spędzić po chrześcijańsku: „bez picia, seksu i palenia w domu Bożym”. Potem udostępnił prysznic. Następnie rowerzyści zostali zaproszeni na kolację, któraą przygotowywała w momencie mojej rozmowy z o. Tomaszem białoruska młodzież zorganizowana przez pastora.
Tam też była okazja, by pójść do „magazynu”, czyli sklepu, i wydać tysiące białoruskich rubli, w których ciężko się zorientować. A co ciekawego można tam zakupić? Wystarczy wejść i powiedzieć: „Dawajcie kwas.” Wspaniały rosyjski napitek był już dziś smakowany przez naszych kolarzy. Część grupy jest nim zachwycona, inni zaś niechętnie go próbowali. Myślę, że ten napój będzie towarzyszył naszym śmiałkom przez całą podróż.
Tymczasem w naszej parafii w Poznaniu ludzie pytają, co tam u tych, co jadą na Syberię. Zwłaszcza, jak daje radę pan młody – Piotrek Wierzgacz, który tam jedzie z miłości do Sary, a nie do rowerów. Otóż ponoć nie odstaje od grupy. Dziś też do biura parafialnego przyszła jedna pani – sybiraczka zesłana w głąb Rosji, gdy była małym dzieckiem. Opowiadała o trudnych czasach, tęsknocie za Polską i za Eucharystią i o powrocie w roku 1947 do Poznania… Wtedy naszła mnie taka myśl, by z szacunku do takich ludzi jak owa pani nigdy nie nazywać naszych podróżników sybirakami. Zróbmy rozróżnienie: sybirak – Polak który był zesłany na Syberię, sy-bike-rak, czyli sybajkrak – Polak jadący z własnej woli na Syberię w intencji Polski.
Bilans dnia:
– 172 km dystansu
– 1 pęknięta szprycha Mateusza
– 23 „za słabe rowery” (brak Marcela)
– 0 rubli za przejazd płatną autostradą