• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Premier wtargnął na parkiet

Środa, 8 maja 2013 (02:02)

Trzy lata więzienia i dwa miliony złotych grzywny grozi premierowi za ujawnienie poufnych informacji, co odbiło się na notowaniach giełdowych.

Wiadomość o tym, że prezes Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa Grażyna Piotrowska-Oliwa nie zajmuje już stanowiska, premier ogłosił na konferencji prasowej. Giełda zareagowała natychmiast przeceną akcji PGNiG o blisko 2 procent. Komunikat spółki dla inwestorów o odwołaniu prezesa pojawił się dopiero godzinę później, choć powinien być wydany niezwłocznie. Informacja podana przez Donalda Tuska stanowiła zatem „wiadomość poufną” i nie miała prawa przeniknąć do opinii publicznej. Ustawa o obrocie instrumentami finansowymi mówi, że kto wbrew zakazowi ujawnia informację poufną, podlega grzywnie do 2 mln zł i karze pozbawienia wolności do lat 3 albo obu karom łącznie. Komisja Nadzoru Finansowego wszczęła postępowanie w tej sprawie. – Podejmujemy wszelkie możliwe czynności w celu jej wyjaśnienia – mówi Maciej Krzysztoszek z biura prasowego KNF.

Sam premier bagatelizuje sprawę. W odpowiedzi na podnoszone w mediach zarzuty odpowiada, że jest przekonany, iż nie złamał prawa. – Informację dostałem od ministra skarbu, o dymisjach spekulowały wcześniej media – twierdzi. Zapewnia również, że nie miał pojęcia, iż ujawnił ją, zanim PGNiG wydało rynkowy komunikat. – Nie sądzę, żeby ktoś z tego tytułu poniósł najmniejszą stratę – oznajmił. – Ta sytuacja pokazuje, że przepływ informacji istotnych dla inwestorów odbywa się obok przyjętych procedur, co świadczy jak najgorzej o funkcjonowaniu rynku – ocenia Paweł Pelc, były wiceprzewodniczący Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. – Mamy tu, jego zdaniem, do czynienia z sytuacją uprzywilejowania jednego z akcjonariuszy – Skarbu Państwa, który wcześniej od innych posiadł informacje o odwołaniu prezesa zarządu spółki i na dodatek uznał za wskazane podzielić się tym publicznie przed wydaniem przez spółkę komunikatu – wyjaśnia były nadzorca giełdy. W jego opinii, KNF powinna zbadać, kto i w jakim zakresie naruszył prawo: premier, minister skarbu, który miał przekazać mu informację, czy też władze spółki, które dopuściły do wycieku informacji poufnej przed wydaniem komunikatu dla rynku. KNF musi też ustalić, kto zyskał, a kto stracił w wyniku ujawnienia informacji i czy nie było to działanie z góry zamierzone. Zwłaszcza że to nie pierwsza wpadka premiera w zderzeniu z parkietem.

Dwa lata temu Tusk podczas exposé otwierającego drugą kadencję podał informację o planach podwyższenia podatku od wydobycia miedzi i srebra, w wyniku czego kurs KGHM natychmiast tąpnął o 6 proc., a strata na zamknięciu sięgnęła aż 13 procent. KNF, która zbadała tę sprawę, nie dopatrzyła się złamania prawa. Podobną gafę popełnił szef MSZ Radosław Sikorski, który poinformował na Twitterze w ubiegłym roku, że szef resortu skarbu przywiezie dobre wiadomości w postaci obniżki przez Gazprom cen gazu dla PGNiG. Ta sprawa w KNF także spaliła na panewce. – W takich sprawach mamy do czynienia z ewidentnym konfliktem interesów. W skład KNF wchodzą przecież podwładni premiera, a szef KNF i jego zastępcy są powoływani przez szefa rządu – zwraca uwagę Pelc.

Donaldowi Tuskowi grunt pali się pod nogami. Jeszcze nie przebrzmiały echa skandalu z podpisaniem przez PGNiG – bez wiedzy rządu – memorandum z Gazpromem na drugą nitkę gazociągu jamalskiego, w wyniku czego stanowisko stracił minister skarbu Mikołaj Budzanowski, a już z tamtego problemu narodził się nowy. Tym razem na tle nadmiaru, a nie braku informacji po stronie szefa rządu.

Małgorzata Goss