Kibice przeciw kłamstwu
Wtorek, 7 maja 2013 (02:10)Z ks. Henrykiem Surmą CM, kapelanem Cracovii Kraków,
rozmawia Piotr Skrobisz
Przy okazji zbliżającej się pielgrzymki sportowców i kibiców do Łagiewnik przypominamy sobie wydarzenia, jakie miały miejsce tuż po śmierci Jana Pawła II. Kibicowskie pojednanie według niektórych komentatorów w ogóle nie miało miejsca lub przypominało farsę. Co Ksiądz na to?
– Nie jestem naiwny i wiem, że nasze stadiony nie zawsze przypominają areny dobra i piękna. Ale też wiem, że wiele serc się nawróciło, wielu zmieniło swoje podejście, życie. Ilu – wie tylko Pan Bóg, my nie jesteśmy w stanie podać żadnych liczb. Nie rozumiem pewności w słowach dziennikarzy, polityków, komentatorów, twierdzących, że żadnego pojednania nie było, że mieliśmy do czynienia z odruchem emocji. Tylko i wyłącznie. Dobro nie działa od razu. Często potrzebuje czasu, by zakiełkować i wydać owoce. Człowiek nie jest maszyną, nie da się go zaprogramować na określony program. To, co wydarzyło się po śmierci Jana Pawła II, było początkiem pracy nad wychowaniem, wyeliminowaniem agresji i nienawiści. Pracy, która ciągle trwa.
I przynosi owoce?
– Przynosi. W jednych sercach, opartych na Dekalogu, rosną one szybciej, w drugich wolniej. Ale rosną. Trafić do kibicowskiej duszy nie jest łatwo, gdyż przede wszystkim ona sama musi chcieć. Nawet podczas rekolekcji nie trafiamy do osób, które nie przyjdą do kościoła. Podstawą jest własny wysiłek. Ale coś musi być zaczynem, choćby przykład. Czasami wystarczy, by ktoś zaczął promować wartości, przekonywać, że warto żyć według Dziesięciu Przykazań. Wielu znanych polskich sportowców opowiadało o swojej wierze, relacjach z Panem Bogiem. Agnieszka Radwańska, Jakub Błaszczykowski czy Robert Lewandowski to tylko przykłady pierwsze z brzegu. Lionel Messi, najlepszy piłkarz świata, nie wstydzi się publicznie modlić, Cesare Prandelli, trener reprezentacji Włoch, podczas Euro 2012 pielgrzymował do krakowskich sanktuariów. Ktoś kiedyś powiedział, że przeżegnanie się przez piłkarza znaczy o wiele więcej od niejednego kazania księdza. Prawdziwy sportowiec ma czas na praktyki religijne, swoją postawą ewangelizuje wszystkich obecnych na stadionie.
Co to znaczy być prawdziwym kibicem?
– Kochać swój klub, jego nazwę i barwy, być z nim na dobre i na złe. Dbać o jego dobre imię, dopingować sportowców, by wyzwalali w sobie jak największą ambicję i wolę walki. Prawdziwy kibic nie może mieć żalu do drużyny, która po zaciętym pojedynku zeszła z placu gry pokonana. Prawdziwy kibic zachowuje godność, jest wizytówką klubu.
Skąd się zatem bierze zło na stadionach? Bójki, wyzwiska?
– A ja zapytam: gdzie to zło ma swoje źródło, bo według mnie od tego powinniśmy zacząć. Słyszę komentatorów nad nim ubolewających, ale żaden z nich nie zada sobie trudu i nie poszuka przyczyn choroby. Tymczasem czy to nie degradacja rodziny, jej demontaż, brak wychowania religijnego, próby wymazania Boga z przestrzeni publicznej wpływają na taki stan rzeczy? Dzisiaj bardzo często akcentuje się jedynie konieczność praktycznego przygotowania dziecka do odnalezienia się we współczesnym świecie. Zapomina się przy tym, że te wszystkie umiejętności mogą przynieść owoce tylko wtedy, gdy towarzyszy im dojrzała osobowość, ukształtowany charakter, a przede wszystkim ukształtowane sumienie. Błogosławiony Jan Paweł II powiedział, że „wychowanie ulega degradacji, gdy zamienia się w czyste kształcenie”. Część tak zwanych postępowych mediów aż grzmi, że ograniczana jest wolność człowieka, który sam powinien decydować o tym, jak żyć i w co warto wierzyć. To absurd. Młodym zabrano autorytety, ośmiesza się kapłanów, wychowawców, nauczycieli, stróżów prawa. A potem te media podają, że na stadionach doszło do bójek, i pieją, że zalewa je nienawiść.
Rozwój nie polega na wpojeniu wiedzy, języków obcych czy obłudnie pojmowanej tolerancji dla inności.
Dlaczego mało kto wspomina o dobru, które też towarzyszy sportowym imprezom?
– Bo się źle sprzedaje. A może lepiej mieć stałego wroga w postaci kibiców, odwracać dzięki niemu uwagę od innych, ważnych spraw. Tymczasem polski kibic potrafi pięknie pokazywać i promować dobro. To kibic niejednokrotnie zawstydzał tych, którzy powinni uczyć historii. To kibic przypominał o ważnych wydarzeniach, o żołnierzach wyklętych, o narodowych bohaterach wyrzucanych na bruk w latach komunizmu, wyrzucanych i dziś. To kibic pokazywał, jak kochać Ojczyznę i czym jest patriotyzm. Nie wspominam nawet o wręcz powszechnych już akcjach krwiodawstwa, będących wspaniałym przykładem miłości bliźniego. Młodzi ludzie wbrew pozorom nie są naiwni, nie dają się łatwo otumaniać. Występują przeciw kłamstwu i być może dlatego narażają się elitom.
Dziękuję za rozmowę.
Głównym punktem szóstej pielgrzymki kibiców i sportowców do sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach, 14 maja, będzie Msza Święta o godzinie 19.00.
Piotr Skrobisz