Jak uniknąć gilotyny
Poniedziałek, 6 maja 2013 (02:05)Z dr. Cezarym Mechem, byłym wiceministrem finansów, rozmawia Małgorzata Goss
Dlaczego rząd, wbrew obietnicom, utrzymał podwyższoną stawkę VAT na najbliższe lata?
– Dochody podatkowe są powiązane z koniunkturą. Jeśli nie przewiduje się wzrostu gospodarczego, to nie można obniżyć podatków bez zmian strukturalnych w postaci obniżenia wydatków. Prognozy dla Polski są bardzo niekorzystne z uwagi na kryzys gospodarczy u naszych partnerów handlowych, a w kraju – malejącą liczbę młodych, którzy wchodzą na rynek pracy, i wzbierającą falę osób, które kończą swoją aktywność zawodową. To, co obserwujemy, to początek niekorzystnego trendu, który będzie się utrzymywał przez co najmniej pół wieku. Będzie się charakteryzował coraz większym zapotrzebowaniem na świadczenia emerytalno-rentowe i usługi zdrowotne, a z drugiej strony – malejącą dynamiką i innowacyjnością społeczeństwa w związku z coraz mniejszą liczebnością kolejnych roczników młodzieży. W wymiarze finansowym wspomniane zjawiska znajdą uzewnętrznienie w postaci nacisku na wzrost wszelkich opłat i podatków, a z drugiej strony – presji na obniżenie świadczeń.
Czy można jeszcze coś zrobić, żeby ów niszczycielski trend odwrócić?
– Przeciwdziałanie należy oprzeć na trzech filarach. Pierwszy to zwiększenie dzietności, czyli polityka prorodzinna. Drugi filar polega na zmianie podejścia do budżetowania w celu optymalizacji wydatków i poszerzenia bazy podatkowej. Wreszcie trzeci filar wymaga wyzwolenia się z regulacji unijnych, po to aby przekształcić Polskę z kraju emigracji w kraj, do którego migrują z zewnątrz miejsca pracy. Obecnie cała energia młodzieży idzie na szukanie pracy za granicą. Dla kolejnych rządów i dotychczasowej polityki to wygodny wentyl bezpieczeństwa. Ten wentyl trzeba natychmiast zatkać, a otworzyć możliwości tworzenia miejsc pracy w Polsce. To wymaga od rządu wiedzy, jak to zrobić, jak odwrócić negatywne procesy, które wynikają z wadliwego funkcjonowania Unii Europejskiej. Przede wszystkim jednak musimy wiedzieć, czego chcemy, i sprawdzić, jak nasi partnerzy zareagują na samodzielne działania z naszej strony.
Potraktują nas tak jak Węgrów.
– Węgry próbują się ocalić, ale też ponoszą tego koszty. Póki się zaciąga długi, wyprzedaje majątek, trwoni aktywa i rezygnuje z dzieci, to takiemu „hulace” żyje się dobrze, ale na stare lata… Im dłużej się hula, tym trudniej wrócić do normalności i tym więcej to kosztuje. Problem polega też na tym, że ten, kto spróbuje uzdrowić sytuację, zbierze za to cięgi, jak na Węgrzech.
Jakie trzy pierwsze ruchy zrobiłby Pan, gdyby to od Pana zależała decyzja o ratowaniu kraju?
– W pierwszym ruchu dałbym wszystkim rodzinom po 500 zł na dziecko miesięcznie, aby obniżyć opodatkowanie dzieci w naszym systemie.
Za jaką cenę?
– Za cenę podniesienia podatków dla najbogatszych i podwyższenia składki rentowej. Ta ostatnia wciąż nie wróciła do poziomu sprzed obniżki. To nie byłoby zwiększenie obciążeń podatkowych, ale bardziej sprawiedliwa redystrybucja.
Kolejny ruch?
– Optymalizacja wydatków budżetowych. Podobnie jak ulgi na dzieci była ona zawarta w programie gospodarczym PiS już w 2005 r., którego byłem autorem. Budżet zadaniowy z modułem optymalizującym wydatki, a więc oparty na zasadzie każdorazowego sprawdzania, na ile dany wydatek zwiększy bądź zmniejszy bazę podatkową. Chodzi o to, aby mądrze utrzymywać dyscyplinę budżetową, tj. nie obcinać mechanicznie, za pomocą „gilotyny wydatkowej”, tych wydatków budżetowych, które się zwrócą w postaci większych wpływów do budżetu.
A trzeci krok?
– Połączenie spółek energetyczno-paliwowych w jeden koncern narodowy i rozbudowa polskiej energetyki w oparciu o własne surowce, połączona z likwidacją zaczątków energetyki jądrowej.
Polska stoi na węglu. Co z emisją CO2?
– Ze względu na kryzys należy, w porozumieniu z UE, zawiesić opłaty za emisję i oziębianie klimatu.
Koncern byłby monopolistą dyktującym ceny.
– Ceny energii powinniśmy oprzeć o koszty, bez uwzględnienia kosztów CO2. I znacząco wzmocnić nadzór UOKiK nad monopolami. Wszystkie trzy posunięcia nakierowane są na stworzenie warunków do powstawania w Polsce miejsc pracy. Chodzi o to, aby obniżyć w naszym kraju koszty, po to aby miejsca pracy transferowały się do Polski. Nie może być tak, że jedynym sposobem obniżania kosztów jest obniżanie kosztów pracy i wynagrodzeń, kiedy celem powinien być wzrost wynagrodzeń Polaków do poziomu europejskiego. Krajowy koncern energetyczny powinien zaangażować się w rozmowy z Unią, abyśmy nie byli w tej dziedzinie rozgrywani przez koncerny zagraniczne, które wymuszają na nas np. kosztowny zakup technologii jądrowej, magazynowanie CO2, sponsorowanie wiatraków i niekorzystne rozwiązania w energetyce. Byłby to czytelny sygnał dla społeczeństwa, że oto jest prawdziwy odwrót od dotychczasowej, wyniszczającej polityki. Sygnał, że jako Naród nie zbankrutujemy, decyzje gospodarcze będziemy podejmować racjonalnie i nasi sąsiedzi muszą się z nami liczyć. To, rzecz jasna, zmusiłoby do aktywności całą polską dyplomację i regulatorów gospodarczych. Mogłoby się oczywiście okazać, że nie ma dla nas przyszłości w Unii Europejskiej. Z tym także trzeba się liczyć. Bo dziś jako członek UE godzimy się na wszystko, nawet na to, że nas jako Narodu Polskiego nie będzie… To ostatni moment na podjęcie odważnej decyzji. Za chwilę ostatnie panie z wyżu demograficznego przekroczą 30 lat i za parę lat nie będą mogły mieć dzieci. A nam rząd zaproponuje eutanazję, kolejne podwyższanie wieku emerytalnego i prywatyzację służby zdrowia, żeby zmniejszyć kolejki.