• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Ewangelia i Rozważanie

Pan Bóg z bliska

Niedziela, 16 marca 2025 (08:20)

Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dopełnić w Jeruzalem. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę
i obydwu mężów, stojących przy Nim.

Gdy oni się z Nim rozstawali, Piotr rzekł do Jezusa: „Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, pojawił się obłok
i osłonił ich; zlękli się, gdy weszli w obłok.

A z obłoku odezwał się głos: „To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!”. W chwili gdy odezwał się ten głos, okazało się, że Jezus jest sam.

A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic
nie opowiedzieli o tym, co zobaczyli. (Łk 9,28b-36)

Rozważanie:

Jest coś wyjątkowego w opisie przymierza, jakie Abraham zawiera z Jahwe. W wymiarze wizualnym zostało ono ukonkretnione przez dość popularny w owych czasach ryt. Otóż kiedy strony zawierały umowę (np. handlową, pakt pokojowy itp.) jej zwieńczeniem był szczególny gest: kontrahenci przechodzili pomiędzy połówkami rozrąbanych zwierząt. Znaczyło to mniej więcej tyle: jeśli nie dotrzymam zobowiązania, niech moje życie rozpadnie się jak życie tych istot! Jahwe – w mistycznej wizji, którą
miał patriarcha – przesunął się w postaci ognistego słupa pomiędzy połowami rozciętych zwierząt. Abraham tego nie zrobił. Bóg, posługując się znakiem, zakomunikował
nam coś niezmiernie ważnego, brzemiennego w skutki: zobowiązał się jednostronnie do wierności Obietnicy,
nawet wtedy, gdy człowiek ją odrzuci, odwróci się do
niej plecami, wzgardzi swoim Stwórcą.

Ma to fundamentalne znaczenie dla rozumienia biegu historii zbawienia. Dopiero w tej perspektywie widać,
co wydarzyło się najpierw w Betlejem, potem na Golgocie – stały się one konsekwencją Bożego wyboru, Jego miłości, wierności Przymierzu. Posłał na świat swojego Jednorodzonego Syna. Pomimo odrzucenia, zatwardziałości ludzkich serc Jezus Chrystus uratował nas, otworzył wszystkim, bez wyjątku, bramy nieba, stawiając tak naprawdę tylko jeden warunek: „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony” (Mt 16,16). Pan Bóg jest konsekwentny w swojej miłości do nas do końca. Bez gwarancji, że na nią odpowiemy zwróceniem się ku Niemu.

„Opuściłeś śliczne niebo, obrałeś barłogi” śpiewaliśmy jeszcze niedawno. W Jezusie Chrystusie ów dystans radykalnie się skraca. Wyrazem tego jest Tabor. Jezus wszystko zmienia. Przemienia się wobec uczniów:
Jego wygląd staje się niepodobny do niczego, co znali
z empirycznego doświadczenia. Niezwykłości dopełnia obecność Mojżesza i Eliasza, a także głos: „To jest Mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. Znali Pisma. Wiedzieli, że
– wedle Tory – kto zobaczy Boga, musi umrzeć.
Czy dlatego, aby stępić ich strach, ograniczyć widzenie (które później nie pozwoliłoby im w czymkolwiek na ziemi zauważyć piękna, ponieważ pamięć Bożego piękna zagarnęła wszystko) Ojciec zsyła obłok, który zakrywa Boży majestat? Aby… nie pomarli ze szczęścia? Być może.

Ks. Paweł Siedlanowski