• Sobota, 20 lipca 2019

    imieniny: Czesława, Hieronima

Burze niszczą uprawy

Czwartek, 5 lipca 2012 (21:12)

Ostatnie opady deszczu poprawiły w wielu regionach kraju poziom wilgotności gleby, ale jednocześnie gwałtowne burze, jakie im towarzyszyły, zniszczyły część upraw.

Opady, jakie występują w Polsce od ubiegłego tygodnia, powinny zdecydowanie poprawić bilans wodny, ale sytuacja nie jest wcale dobra.

– Jest gorąco, ziemia jest mocno nagrzana, więc nawet jak spadnie deszcz, to woda szybko paruje – mówi Aldona Jemiołek, współwłaścicielka gospodarstwa ogrodniczego pod Warszawą.

– Deszcze musiałyby padać systematycznie przez kilka dni, aby też się ochłodziło. Ponieważ nadal jest gorąco i parno, to wieczorami musimy niektóre uprawy warzywne podlewać, żeby nie stracić plonów – dodaje.

Rolnicy martwią się też gwałtownymi burzami, jakie towarzyszą opadom. Mogą one bowiem spowodować duże zniszczenia w uprawach. Na razie jednak, jak wynika z pierwszych informacji o skutkach nawałnic, nie spowodowały one znaczących strat w skali kraju, choć na pełny bilans strat musimy jeszcze poczekać.

Trzeba jednak zauważyć, że gdzieniegdzie ostatnie nawałnice dały się rolnikom we znaki. W okolicach Grójca część sadów zniszczył grad: uszkodzone są drzewa i owoce. Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP, mówi, że największe straty odnotowali sadownicy z gminy Warka, mniejsze są w gminach Białobrzegi i Góra.

Z kolei w niektórych gminach Wielkopolski, Pomorza, Mazur i Dolnego Śląska problemy mają niektórzy producenci zbóż, bo ulewy powaliły część upraw. Podobnie jest w przypadku upraw w tunelach foliowych, gdzie deszcze i grad niszczyły folię i rośliny.

Rolnicy mogą się więc spodziewać niższych plonów, a już nie do odzyskania będą pieniądze wydane np. na opryski i inne zabiegi agrotechniczne.

– Deszcze, nawet ulewne, nie są problemem, chyba że dochodzi do lokalnych podtopień. Gorzej, gdy pada grad, wtedy może zniszczyć wszystko, co napotka na swojej drodze – wyjaśnia Michał Pokorski, doradca ubezpieczeniowy.

– I jeśli mamy od rolników zgłoszenia szkód wywołanych przez opady, to najczęściej właśnie z powodu gradobicia. I często są to szkody bardzo znaczne – dodaje.

Zanim jednak dojdzie do wypłaty odszkodowań, właściciele gospodarstw muszą poczekać na wizytę komisji, które będą szacować wartość szkód poczynionych przez przyrodę.

Rolnicy w wielu regionach czekali na deszcz, bo w wielu regionach jest sucho, ale na pewno nie czekali na ulewy, burze i grad. Na brak opadów do tej pory mieli prawo narzekać głównie rolnicy z zachodniej i północnej części kraju. Jak informuje Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, to właśnie w tamtym regionie odnotowano najniższe opady w skali kraju w okresie kwiecień – czerwiec.

Chodzi ogólnie o tereny na zachód od Wisły, które z jednej strony miały niskie opady (przez trzy miesiące w północno-zachodniej Polsce spadło tylko od 45 do 90 mm deszczu), a w dodatku temperatura powietrza była nawet o 1-2,5 st. C wyższa od średniej wieloletniej, co powodowało szybsze wysychanie gleby. Co prawda IUNG zastrzega, że w omawianym okresie w Polsce nie wystąpiła susza rolnicza, ale „wartości Klimatycznego Bilansu Wodnego (KBW), na podstawie których dokonywana jest ocena stanu zagrożenia suszą, są ujemne”.

Burze powodują również problemy z dostawami prądu, gdyż awarie stacji transformatorowych pozbawiają dostaw energii całe wioski. Problemy mają wtedy np. hodowcy bydła mlecznego, bo prąd jest potrzebny do dojarek czy schładzarek mleka. Tak samo jak do urządzeń sterujących karmieniem drobiu i trzody chlewnej. Z całego kraju spływają też sygnały o zerwanych dachach z domów i zabudowań gospodarskich, stodołach zapalonych od uderzenia pioruna, zniszczonych przez deszcze drogach dojazdowych do pól.

Krzysztof Losz