Ewangelia i Rozważanie
Pielgrzymka w głąb siebie
Niedziela, 9 marca 2025 (08:29)Pełen Ducha Świętego powrócił Jezus znad Jordanu,
a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni,
i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł,
a po ich upływie poczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł:
„Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi,
żeby stał się chlebem”.
Odpowiedział mu Jezus: „Napisane jest:
»Nie samym chlebem żyje człowiek«”.
Wówczas powiódł Go diabeł w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł do Niego: „Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je dać, komu zechcę. Jeśli więc upadniesz
i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje”.
Lecz Jezus mu odrzekł: „Napisane jest: »Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu
służyć będziesz«”.
Zawiódł Go też do Jerozolimy, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł do Niego: „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. Jest bowiem napisane: »Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, żeby cię strzegli,
i na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził
swej nogi o kamień«”.
Lecz Jezus mu odparł: „Powiedziano: »Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego«”.
Gdy diabeł dopełnił całego kuszenia, odstąpił od Niego
do czasu.
(Łk 4,1-13)
Dwa wymiary splatają się dziś ze sobą w interpretacji ewangelicznego kuszenia: pierwszy z nich to obecność Jezusa na pustyni, drugi – konieczność odnalezienia
sensu naszego wychodzenia na pustynię. Dlaczego Jezus rozpoczyna swoją publiczną działalność od wyjścia na nią? Co łączy czterdziestodniowy post z wydarzeniem wcześniejszym, tj. chrztem w rzece Jordan?
W obu przypadkach widzimy Boga-Człowieka, który
w pełni solidaryzuje się z każdym z nas, z ludzkim losem. Cierpiącego głód, pragnienie, kuszonego pójściem drogami na skróty, zmagającego się ze słabościami ciała. Nie ma
tu nic z udawania, gry. Jak śpiewaliśmy jeszcze niedawno
w kolędzie „opuściłeś śliczne nieba, obrałeś barłogi”.
Nie dla wszystkich było to oczywiste. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa istniała herezja zwana doketyzmem (gr. dokein – „wydawać się”). Głosiła ona,
że tym, którzy spotykali Jezusa, tylko się wydawało się,
iż mają do czynienia z człowiekiem, bo tak naprawdę
nie miał On rzeczywistego, fizycznego ciała, lecz ciało eteryczne. Pozornie był człowiekiem, pozornie też umarł
i cierpiał na krzyżu. Herezję surowo potępiono i odrzucono. Święty Łukasz, jak zawsze skrupulatny i rzeczowy, zaraz po zakończeniu opisu kuszenia umieścił w swojej Ewangelii genealogię, aby prawdę o wcielonym Synu Bożym jeszcze bardziej wzmocnić.
Medytując ten tekst na początku Wielkiego Postu, odczytujemy go jako osobiste zaproszenie do wyjścia
na pustynię. Nie tyle chodzi o jakieś konkretne miejsce,
co raczej o zejście w określoną przestrzeń egzystencjalną, pielgrzymkę w głąb siebie. Dopiero odkrycie, nazwanie tego, co jest w nas ukryte, jest najgłębszą prawdą o moim „ja”, pozwoli oczyścić motywacje, wzmocnić wiarę,
a przede wszystkim zwrócić się ku Temu, który jest
w stanie zaspokoić wszelkie moje potrzeby, z potrzebą szczęścia i zbawienia na czele.
Przed nami ważne dni roku. Od ich właściwego zrozumienia zależy jakość naszej wiary. Często jest ona mylona
z religijnością. Dzieje się tak wówczas, gdy ludziom uznającym siebie za wierzących brakuje punktu odniesienia. Prawdziwa wiara rodzi się tam, gdzie obumierają iluzje, zbyt ludzkie wyobrażenia o Bogu
– nader często pojmowanemu „na ludzki obraz
i podobieństwo”. Najgłębsza wiara rodzi się pod krzyżem.