• Piątek, 17 kwietnia 2026

    imieniny: Roberta, Rudolfa, Anicety

Recesja zamiast przełomu

Środa, 12 lutego 2025 (13:38)

Obywatelski kandydat na prezydenta dr Karol Nawrocki podkreślił, że obawia się zapowiadanego przez premiera Donalda Tuska „przełomu gospodarczego”. Ocenił, że realizacja podobnych obietnic w 2009 r. skutkowała wzrostem bezrobocia i głęboką recesją.

Doktor Karol Nawrocki odniósł się w środę w Sępólnie Krajeńskim (woj. kujawsko-pomorskie) do poniedziałkowej konferencji „Polska. Rok przełomu”, na której premier przedstawił plan gospodarczy na najbliższe lata
i oświadczył, że 2025 r. będzie rokiem przełomowym.

„Przypominam sobie, że w 2009 r. ten sam Donald Tusk w tej samej siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych ogłaszał przyspieszenie w polskiej gospodarce i pewne przełomy inwestycyjne” – powiedział kandydat na prezydenta. Jak mówił, mimo zapowiedzi rozwoju gospodarczego stopa bezrobocia w 2013 r. wyniosła niemal 14 proc. „Przez kilka miesięcy 2013 r. polska gospodarka była w głębokiej recesji, zupełnie się nie rozwijała” – zauważył dr Nawrocki.

W jego ocenie był to trudny czas także dla emerytów, ponieważ w życie weszła nowelizacja ustawy
o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, która zakładała wydłużenie wieku emerytalnego do 67. roku życia.

„Gdy dzisiaj Donald Tusk ogłasza kolejny rok przełomów,
to jestem jako kandydat na urząd prezydenta w głębokiej trwodze, co wydarzy się w 2025 r., znając tamte przełomy z lat 2012-2013” – stwierdził dr Karol Nawrocki.

Zdaniem kandydata popieranego przez PiS obietnica rozwoju gospodarczego jest kolejną próbą „okłamania Polaków”. Przypomniał „100 konkretów na 100 dni”, które Koalicja Obywatelska zapowiedziała w trakcie kampanii do wyborów parlamentarnych w 2023 r. „Nie jest realizowany program »100 konkretów«, a premier Donald Tusk mami dzisiaj Polaków, że oto będzie rok przełomów. To jest samo w sobie już niepoważne i śmieszne” – ocenił.

Doktor Karol Nawrocki odniósł się również do tzw. ustawy incydentalnej, która zakłada, że w kwestii ważności wyboru prezydenta orzekać ma 15 najstarszych stażem w Sądzie Najwyższym sędziów z izb: Karnej, Cywilnej oraz Pracy
i Ubezpieczeń Społecznych, a nie – jak stanowi ustawa
o Sądzie Najwyższym – Izba Kontroli Nadzwyczajnej
i Spraw Publicznych SN, której status jest kwestionowany, ponieważ tworzą ją tzw. neosędziowie.

„Jako kandydat na urząd prezydenta, który jest jednocześnie prezesem Instytutu Pamięci Narodowej, widzę pewną kuriozalną część tej propozycji” – podkreślił, wskazując, że najstarsi stażem sędziowie rozpoczynali swoje kariery w czasach PRL-u. „Wydaje mi się, że nie można zmieniać reguł gry w czasie trwania kampanii wyborczej” – dodał.

JG, PAP