• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Wdzięczni za każdą pomoc

Poniedziałek, 10 lutego 2025 (18:03)

„Mieszkańcy Zaporoża są bardzo wdzięczni za każdą otrzymaną pomoc” – mówi ks. Leszek Kryża, który właśnie odwiedził to przyfrontowe miasto. Przy sanktuarium Boga Ojca Miłosiernego cztery razy w tygodniu potrzebujący otrzymują chleb wypiekany przez albertynów. Teraz powstanie tam jeszcze ambulatorium, w którym będzie można otrzymać podstawową opiekę medyczną, której brakuje w mieście. Jest to inicjatywa miejscowego biskupa ks. Jana Sobiły.

Sytuacja w Zaporożu jest bardzo trudna. Mocno w znaki daje się leżący niedaleko front. „Podczas poprzedniego pobytu byliśmy jeszcze na jednej z wiosek nieopodal miasta. Dzisiaj jest ona kompletnie zrujnowana i nie można już dojechać, bo trwają tam intensywne działania wojenne” – mówi ks. Leszek Kryża. W rozmowie z Radiem Watykańskim opowiada, że „w nocy słychać było strzały
i artylerię”, co świadczy o tym, że front jest naprawdę bardzo blisko. To sprawia, że bardzo wielu ludzi z tamtych terenów przyjeżdża do Zaporoża, szukając spokoju, schronienia i możliwości przeżycia tych najtrudniejszych dni. Na ich potrzeby odpowiada Kościół.

Wdzięczni za chleb

Chrystusowiec, kierujący zespołem Pomocy Kościołowi na Wschodzie przy KEP, średnio raz w miesiącu odwiedza Ukrainę razem z ks. Luką Bovio ze Zgromadzenia Misjonarzy Matki Bożej Pocieszenia, który jest sekretarzem Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce i od początku aktywnie włącza się w pomoc dla tego pogrążonego w wojnie kraju. Tym razem uczestniczyli w Zaporożu m.in. w wydawaniu żywności potrzebującym. Jak mówi ks. Kryża, w kolejce po chleb, pieczony przez albertynów, ustawia się każdorazowo ponad 1,5 tys. osób. W sumie są trzy kolejki. „W pierwszej ustawiają się kobiety z malutkimi dziećmi; druga, to ludzie starsi i inwalidzi. I wreszcie trzecia kolejka to ubodzy mężczyźni i kobiety, którzy oczekują na chleb i jakąś konserwę. Więc to jest niezwykłe doświadczenie” – wyznaje chrystusowiec. Podkreśla, że kiedy z tymi ludźmi rozmawia, to nieustannie słyszy jedno wielkie podziękowanie. „Dziękują, że jeszcze o nich pamiętamy, że jeszcze są takie kraje i tacy ludzie, którzy mimo wszystko o nich pamiętają. Jest ogromna wdzięczność Kościołowi za to, że z tymi ludźmi jest, że o nich nie zapomina, że pamięta, że wspiera, że dzięki temu, iż dzisiaj otrzymali kawałek chleba, konserwę, jakąś zupę w proszku do przygotowania i że dzieci dostały jakiegoś lizaka czy batonika, to znowu kilka dni uda im się przetrzymać mimo tej trudnej sytuacji, jaka panuje wokoło” – mówi
ks. Leszek Kryża.

Ambulatorium dla potrzebujących

Pomoc niesiona jest dzięki wsparciu płynącemu m.in.
z Włoch, Kanady, a także z Polski. Tym razem do Zaporoża udało się dostarczyć nie tylko duży transport konserw, który przywieźli bracia albertyni, ale także podstawowy sprzęt medyczny, o który prosił biskup pomocniczy diecezji charkowsko-zaporoskiej. Patrząc na ogromne potrzeby, wpadł on na pomysł stworzenia przy sanktuarium Boga Ojca Miłosiernego maleńkiego ambulatorium, w którym poradę będą nieść lekarze i pielęgniarki, którzy zgłosili się do pomocy na ochotnika. Sprzęt został przekazany od ofiarodawców we Włoszech. „To bardzo potrzebna inicjatywa. W tej kolejce po chleb stoi bardzo wielu ludzi schorowanych, potrzebujących pomocy, którzy do pomocy medycznej naprawdę nie mają dostępu. Teraz, stojąc w kolejce po żywność, będą też mogli skorzystać z wizyty lekarskiej i otrzymają pomoc w leczeniu” – wyjaśnia
ks. Leszek Kryża.

Błaganie o pokój 

Szef zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie wyznaje, że w czasie obecnej wizyty na Ukrainie najbardziej poruszyła go ogromna kolejka ludzi potrzebujących. Wskazuje także na inny aspekt tego pobytu, wspominając Mszę św., którą sprawowali po przybyciu do Zaporoża w miejscowej konkatedrze. „To był zwyczajny dzień, a na porannej Mszy było 60-70 osób. To było dla mnie niezwykłe. I przy tym ich modlitwa, która nie ograniczała się do samej liturgii, ale było dużo takiego błagania o pokój dla Ukrainy i takiej modlitwy wdzięczności za tych wszystkich, którzy Ukrainie pomagają” – wspomina. 

Pamięć Kościoła

Ksiądz Leszek Kryża wyznaje, że w Zaporożu spotkał młodych, którzy uczestniczyli w zdalnym spotkaniu z Papieżem, gdy łączył się z Watykanu z Kijowem. „Mówili, że było to dla nich ciekawe doświadczenie. Odebrali to jako kolejne potwierdzenie tego, że Papież Franciszek o nich pamięta, że Kościół o nich pamięta, że nie są zostawieni sami sobie. A takie przyjazdy jak nasz czy ks. kard. Krajewskiego i wielu innych, to są dla nich takie znaki konkretnej pamięci” – akcentuje ks. Leszek Kryża. Zauważa, że w tej trudnej sytuacji widać ogromną wdzięczność Ukraińców. „Praktycznie każde moje spotkanie kończy się takim ogromnym podziękowaniem Kościołowi za to, że z tymi ludźmi jest i że o tych ludziach pamięta. Taka właśnie jest rzeczywistość ludzi żyjących na przyfrontowym terenie” – zaznacza. 

Realna pomoc

Mówiąc o codzienności w Zaporożu, ks. Leszek Kryża podkreśla, że gdy patrzy się z zewnątrz, wdaje się, że życie biegnie normalnie, jednak przerywane jest ciągłymi alarmami i ogromnym cierpieniem. „Spotkaliśmy się z kobietą, która przyprowadziła do kościoła dwoje wnucząt. Rodzice zginęli. Została tylko babcia i dwoje malutkich dzieci. I mimo tego bólu, jaki ją spotkał, mimo tego cierpienia, jakiego doświadczyły te dzieci poprzez stratę rodziców, przyszła właśnie po to, żeby podziękować. Podziękować za modlitewne wsparcie, ale też za tę realną pomoc, której ona i jej malutkie wnuki doświadczają na co dzień” – opowiada ks. Leszek Kryża. Z Zaporoża wraz
z ks. Luką Bobio udali się jeszcze do Kijowa, by spotkać się z tamtejszymi biskupami, żeby porozmawiać o dalszej współpracy. Jednak – jak mówi zakonnik – głównym celem obecnego wyjazdu było absolutnie Zaporoże i zobaczenie na miejscu, jak wygląda dystrybucja pomocy, którą dzięki ofiarodawcom udaje się tam dostarczyć.

Świadectwo obecności 

Pytany o to, dlaczego praktycznie co miesiąc osobiście odwiedza Ukrainę, ks. Kryża wyznaje: „Jedziemy, żeby na miejscu zobaczyć, jak wygląda sytuacja i dystrybucja pomocy, ale przede wszystkim po to, żeby być z tymi ludźmi, żeby być obecnym. Ktoś pięknie powiedział, że »obecność jest jakby pierwszym stopniem miłości«. I tak właśnie jest, bo ta pomoc jest absolutnie fundamentalna”. Chrystusowiec podkreśla, że ludzie cieszą się spotkaniem z księdzem, który przyjechał do nich z Włoch czy Polski. „My reprezentujemy Kościół i to ma ogromne znaczenie” – zauważa ks. Kryża. Wyznaje, że w czasie spotkań z Ukraińcami jest pomoc, rozmowa, ale też modlitwa i błogosławieństwo. „Ludzie zawsze życzą nam szczęśliwego powrotu. Jak to się tu mówi »mirnego« nieba, czyli pokojowego, z którego nie spadają bomby i rakiety. Myślę, że nasza obecność jest dla nich niezwykle istotna” – zauważa. I dodaje: „Oczywiście nie jedziemy po to, żeby się narażać. Jedziemy tam, gdzie jest to możliwe, bo dla tych ludzi taka obecność, takie świadectwo jest naprawdę bardzo ważne”. 

 

APW, KAI