• Środa, 8 kwietnia 2026

    imieniny: Maksyma, Seweryna, Waltera

Komorowski upomina się o swoje

Poniedziałek, 29 kwietnia 2013 (02:05)

Prezydent, wspólnie z kolegami ze środowiska „Gazety Wyborczej”, rozpocznie w czwartek marszem przez Warszawę mające kończyć się 4 czerwca obchody utrwalenia porządku ustalonego przy Okrągłym Stole.

 

Bronisław Komorowski deklaruje, że załagodzi konflikty w rządzącej koalicji i zaproponuje kompromisowe projekty. Wyciągając pomocną rękę do dołującej w sondażach Platformy Obywatelskiej, przekonuje, że nic nie wskazuje na to, aby Polakom pod rządami PO żyło się gorzej, a odwracających się od Donalda Tuska wyborców przestrzega, że „Jarosław Kaczyński może wrócić do władzy”.

Prezydent, wspólnie z kolegami ze środowiska „Gazety Wyborczej”, rozpocznie w czwartek marszem przez Warszawę mające kończyć się 4 czerwca – w dniu rocznicy wyborów z 1989 r. – obchody utrwalenia się porządku ustalonego przy Okrągłym Stole.

Marsz w pochodzie z orłem z czekolady ambicji Bronisława Komorowskiego jednak w żadnym wypadku nie wyczerpuje. W sytuacji, gdy macierzysta partia Komorowskiego obniża notowania w sondażach i rośnie odsetek respondentów, którzy są niezadowoleni z faktu, że premierem jest Donald Tusk, prezydent, który – jak wynika z ostatniego badania CBOS – cieszy się największym zaufaniem wśród polityków, stara się odbudować wpływy w Platformie Obywatelskiej.

Tym większe może mieć to znaczenie w obliczu prawdopodobnej zmiany sił w partii rządzącej, na co wskazuje zachowanie Donalda Tuska, który – najwyraźniej przewidując swój rychły koniec kariery politycznej w Polsce – coraz intensywniej wydeptuje sobie u Angeli Merkel posadę w unijnej biurokracji.

Dziś Donaldowi Tuskowi – w sytuacji doprowadzenia przez rząd PO do najwyższego od lat bezrobocia, zadłużania kraju na olbrzymią skalę i dalszego obniżania się tempa wzrostu gospodarczego – coraz trudniej przychodzi bowiem wymyślanie jakichkolwiek sukcesów, którymi można byłoby się obywatelom pochwalić.

Zaklinanie rzeczywistości przez obiecywanie, że od połowy roku gospodarka wreszcie się ożywi, boleśnie zweryfikowała rzeczywistość, a Donald Tusk, by choć na chwilę zabłysnąć, ogłaszając sukces przed telewizyjnymi kamerami, musi najpierw sam stworzyć problem, którego rozwiązanie tym sukcesem ogłosi.

Tego typu karykaturą sukcesu Tuska było np. zakomunikowanie w piątek – jak najbardziej słusznego usunięcia niedoróbek własnych inicjatyw –że z dłuższego urlopu rodzicielskiego będą mogli skorzystać także rodzice dzieci urodzonych w pierwszym kwartale tego roku oraz ogłoszenie, że rząd jednak dotrzyma obietnicy o obniżeniu dla rodziców kosztów pozostawiania dzieci w przedszkolach od września br., choć jeszcze niedawno minister edukacji Krystyna Szumilas przekonywała, iż właśnie dla dobra rodziców obietnica złożona w tej sprawie dotrzymana być nie może.

Zagubionej ekipie Tuska z pomocą obiecuje przyjść prezydent Komorowski, dając jasny sygnał, że jest nie tylko od podpisywania ustaw. W sobotnim wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” zakomunikował m.in.: „jesteśmy między wyborami, to moment na korekty”. Deklarował jednocześnie, że chce łagodzić konflikty w opozycji, a także złożyć kompromisowe projekty ustaw, które spierających się polityków partii rządzącej mają godzić.

–Nie jestem zainteresowany eskalowaniem napięć w rządzie, zależy mi na tym, by były one jak najmniejsze. Polsce w obliczu zagrożeń kryzysem europejskim potrzebny jest spokój – stwierdził Komorowski.

Prezydent przypomniał, że zaproponował m.in. mające godzić polityków PO i PSL zmiany w ustawie o sądach, a także – w kontekście dyskusji o związkach partnerskich – propozycje zmierzające nie do stworzenia odrębnej ustawy w tej sprawie, lecz nowelizację obowiązującego prawa, zmierzającą np. do ułatwienia w uzyskiwaniu informacji o stanie zdrowia partnera bądź zwolnienie z podatku spadkowego w razie jego śmierci. Przestrzegał też tych, którzy od Platformy się odwracają.

„Taki jest urok demokracji” – odpowiadał prezydent na stwierdzenie, iż sondaże wskazują, że Jarosław Kaczyński może dojść do władzy. Komorowski ocenia, że „jak na pięć lat rządzenia, to notowania premiera nie wyglądają źle”. Przekonuje, że spadek notowań rządu w sondażach to wcale nie efekt tego, iż Polakom żyje się gorzej. Wręcz przeciwnie. W ocenie prezydenta, o tym, żeby Polakom żyło się gorzej, „nie świadczą żadne obiektywne kryteria”, a słabnące oceny rządu wynikają – według Komorowskiego – raczej z „niepopularnych decyzji”, które rząd musi podejmować oraz z popełnianych przy tej okazji błędów.

Artur Kowalski